Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 19 września 2011

31. Polska - Pszczyna


Ta przepiękna pocztówka przez dłuższy czas zresztą widniejąca w mojej galerii favów jest pamiątką z  sierpniowego wypadu do Pszczyny. Dominik zabrał mnie tam w ramach wycieczki urodzinowej, bo muszę przyznać, że wolę się gdzieś wybrać  niż jakieś rzeczowe prezenty. W Pszczynie tak po prawdzie to  byliśmy już 3 lata temu, również w ramach moich urodzin, bo tak się złożyło, że w ostatni weekend szkolnych wakacji ta niewielka miejscowość organizowała swoje dni. I imprezę zrobili przednią. Mnóstwo zespołów i artystów jakich lubiłam lub nadal lubię: Akurat, Koniec Świata, Maleńczuk, Szwagier Kolaska, Daab i T-Love. Zwinęliśmy się przed T-Love, bo musieliśmy jakoś wrócić, ale i tak wcześniej widzieliśmy Muńka w repertuarze Kolaski, a zresztą niecałe trzy  miesiące wcześniej T-Love grało u nas na juwenaliach (i od wtedy ich uwielbiam, nie wiem jak można ich było wcześniej nie lubić , to chyba przez to, że radio najczęściej puszczają "Chłopaki nie płaczą" a tego wciąż wręcz nienawidzę!).  Nie mieliśmy wtedy okazji zwiedzić ani Zamku (a raczej pałacu, przecież zamek pełni funkcje obronne!) ani porządnie Parku, ani tym bardziej zagrody żubrów. Dlatego tym razem postanowiliśmy nadrobić te zaległości. Zwiedzanie zaczęliśmy od... poczty. Nic specjalnego, same multi z DDK - radzę walić od razu na Rynek, gdy tam pojedziecie kiedyś) Później zawędrowaliśmy właśnie do Rynku, gdzie w ostatnim roku postawiono pomnik w rodzaju tych łódzkich (np. Ławeczki Reymonta) z księżną pszczyńską Daisy a raczej: Marią Teresą Oliwią Hochberg von Pless - arystokratką angielską, żoną księcia pszczyńskiego i pana na Ksiązu Hansa Heinricha XV Hochberga.
Tak wygląda ta
 

Niski biały budynek, który widać w tle to Brama Wybrańców, czyli wjazd na dziedziniec zamkowy. W jej podcieniach znajduje się Centrum Informacji Turystycznej, które sprzedaje nie najtańsze, ale śliczne i zdecydowanie warte swej ceny (1,49 chyba?) pocztówki. Tę z zamkiem też tam kupiłam. Można tam również podbić sobie pocztówki pieczęcią Muzeum Zamkowego, wiec nie zdziwicie się jeśli, któreś z Was dostanie kiedyś opieczętowaną pocztówkę z Zamkiem. Ale wyjdźmy na moment jeszcze z Bramy Wybrańców. Mniej więcej tam gdzie widać za moją głową lampę stoi też miejski kiosk, chyba przyzwyczajony do tego, że ludzie lubią pocztówki. Tam można kupić naprawdę tanie i ładne (powiedziałam to!) pocztówki o dziwo z Dikappy o takie jak tutaj. Do pałacu można wejść przez Bramę Wybrańców lub przez inne wejść właśnie obok tego miejskiego kiosku. Zwiedzanie pałacu najtańszą imprezą nie jest. Zwłaszcza, że władze muzeum wycwaniaczyły się i każą płacić osobno za wszystko, osobno za wnętrza cesarskie, osobno za zbrojownię, za wystawę dziwnych i oryginalnych rzeczy, za jakieś tam wystawy. My zwiedziliśmy te trzy, które wymieniłam. Nie powiem, zwiedzania było ponad godzinę. Wnętrza cesarskie wręcz zapierają dech w piersiach... niestety nie można było robić zdjęć... a zresztą, jedźcie sami i zobaczcie! Zbrojownia również była ciekawa, bo ta wystawa Znane i Nieznane nie była warta 5 zł. (bilet za wszystkie wnęstrza kosztował ulgowo chyba 12). Owszem, prezentowali tam ciekawe rzeczy np. gigantyczny stary odkurzacz, ale miałam wrażenie, że wydzielono tę część na siłę, wybierając z rożnych części pałacu co popadnie. Najbardziej irytujące w tym wszystkim było to, że trzeba było chodzić w ochronnych kapciach. Rozmiarów na kobiecą stopę w ogóle nie mieli. Musiałam założyć dziecięce. A połączenie dziecięce kapcie + luźne gumki na pięty w tych kapciach + śliskie schody + ja = ja się się pośliznęłam na schodach i poobijałam cztery litery tak mocno, że aż przysłano do mnie koordynatora całego muzeum. Pewnie chciał się dowiedzieć czy będę ich pozywać do sądu. A mogłam ich postraszyć, bo bolesną pamiątkę miałam na kilka dni.
   Gdy zwiedziliśmy zamek ruszyliśmy do parku, który też jest ciekawy. Można tam zobaczyć m.in. Bramę Chińską, Bażanciarnię, Pawilion Herbaciany czy Nekropolię Anhaltów. Trzeba jednak zacząć od tego, że park jest tam marnie oznakowany, że trzeba się nachodzić by gdzieś trafić. Na koniec udaliśmy się do zagrody żubrów. Polecam to miejsce zwłaszcza gdy macie dzieci. Będą uchachane ;). Tylko radzę wybierać się tam np. w godzinach: 12:00, 14:00, 16:00 itd, bo wtedy karmi się żubry. Tak poza porą karmienia, to moglibyście być zawiedzeni, bo zagroda jest naprawdę duża i żubry (a jest ich 6 w tym jeden przywódca stada - ogromny i jeden taki malutki, zeszłoroczny) rozchodzą się po całym terenie i wsuwają trawę. One chyba w ogóle nie robią nic innego. Gdy jest pora karmienia przychodzą do karmików (?), których jest 5 i można je zobaczyć z bliska przez mniej wiecej pół godziny. Najbardziej przerąbane ma ten żubr, który ustawi się obok tego największego, bo ten wyjada wszystko ze swojej misy, a później wypycha tego najbliżej i wyjada jego część. Małego wszystkiego traktuję pobłażliwie i pozwalają mu jeść z tego samego karmika. Można tam również zobaczyć inne zwierzęta, np. sarny, muflony, daniele, pawie, które chodzą sobie luzem i pozują do fotek i kilka innych.                                                       

6 komentarzy:

  1. W Pszczynie byłam dawno, dawno temu...
    I muszę się tam wybrać znowu..
    A tę kartkę swego czasu miała Pani Maryla :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Polecam. Naprawdę fajne miejsce, zresztą sama to wiesz :) A co do p. Maryli. U niej nie można było zdobyć pieczątki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. widziałam że powtórzyła nam się pocztówka:)
    Widocznie jeździmy w te same miejsca.
    Jak zobaczyłam ją na stojaku to od razu mnie zauroczyła.
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłem w Pszczynie z miesiąc temu. Też mam tą pocztówkę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również byłam tam właśnie w tym czasie ;) Tylko dopiero teraz przyszło mi do głowy zrobić notkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet podobne jesteście do siebie na tej ławeczce:)

    OdpowiedzUsuń