Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 27 września 2011

33. Słowienia - Ljubljana

A oto nagroda w loterii słoweńskiej, w której byłam jedną ze zwyciężczyń i nawet tego nie zauważyłam! A jaka byłam zawiedziona, że nie udało mi się wygrać, bo Słowenia należy do grupy państw, z których pocztówki podobają mi się najbardziej! Na szczęście Monika vel Wariaty przypomniała mi o wysłaniu adresu na czas i oto jest. Pocztówka z mojej listy best of the best. Oczywiście na oficjalnej stronie PC nie ma opcji favów z favów, ale gdyby była ta z pewnością by się w tej grupie znalazła. Nie wiem nawet czym mnie tak urzekła (poza białą ramką ;) - ach te moje "zboczenie" białoramkowe), ale jestem w niej zakochana.
    A teraz nieco dywagacji historyczno-językowych. A, bo co? Musi być notka w formie: kartka przedstawia to i to? A znajdźcie sobie co to ;). Co do samej Ljubljany. Już dzisiaj wspomniałam, jej nazwa wyjątkowo kojarzy mi się z nazwą polskiego Lublina. Nie zdziwiłoby mnie (a jest to nawet prawdopodobne), że wywodzą się z tego samego rdzenia języka praindoeuropejskiego. Pięknego rdzenia, bo człon lubi- lub- znaleźć przecież można w takich wyrazach jak lubować, lubić, luby, wszystko co związane z miłością! Poza tym mogłabym też się założyć (choć aż tak biegła w morfemach języków słowiańskich nie jestem, więc ręki nie daję), że -ana w nazwie stolicy Słowenii oznacza to samo co i nasze -in - domenę przynależności do kogoś, założyciela osady. W nazwie słoweńskiej widać aż dwie litery "j".  W nazwie naszego Lublina też były, a  na pewno w miejscu zbitki bl, bo ta powstała z bj. Dokladnie tak jak w nazwie stolicy Słoweni. To jest tzw proces jotacyzacji, lub jak kto woli palatalizacji przez "j". Różnica jest jedynie taka, że Słoweńcy upamiętnili w piśmie to, że tam kiedyś było te "jot", a my nie. A po co to w ogóle było? By było łatwiej wymawiać. Łatwiej wypowiedzieć Lublin czy Ljubljana (my przecież czytamy [lublana]) niż z tymi j. Zaś co do pierwszych liter obu nazw, w obu przypadkach jest to ta sama litera, z tym, że u nas jest to twarde "l" (kolejny z procesów językowych) a w słoweńskim mamy miękkie lj. Tym samym słoweńskiemu jest tu bliżej do języków wschodnich, Rosjanie a raczej częściej Rosjanki też wypowiadają "ljubimyj moj" Języki mają to do siebie że dążą ku uproszczeniu. Im łatwiejsza wymowa tym lepiej. I tak oto od tej pięknej kartki od Moniki dotarliśmy aż do palatalizacji, i zmiękczenia/braku zmiękczenia w językach słowiańskich. Interesująca sprawa, takie powiązania między językami. Niby wiemy, że możemy się jako tako dogadać z naszymi sąsiadami np. ze Słowakami czy z Rosjanami, Ukraińcami, a nie wiemy tak naprawdę dlaczego, a to właśnie dlatego, że pierwotnie nasze języki wywodzą się z tego samego: praindoeuropejskiego. Dlatego nawet do 80% naszego słownictwa ma ten sam rodowód co naszych sąsiadów. A że jedni z nas mówią mleko, inni moloko, inne melko to już kwestia tego jak konkretne procesy zachodziły w naszych językach. Wniosek - jak mniemam ze Słoweńcami idzie się dogadać "po naszemu" ;)

5 komentarzy:

  1. Nie wiem dlaczego, ale bardzo chciałbym mieszkać na takim wzgórzu z przepiękną panoramą na okolicę. Gorzej z codziennymi zakupami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak by Cię było stać na mieszkanie w takim zamczysku to i na służących byłoby Cię stać ;) Ale jakie by były widoki z okien!

    OdpowiedzUsuń
  3. Też o tym pomyslałam, znaczy o służbie etc... I te widoki z okien,... chociaż same okna - koszmar do mycia!

    OdpowiedzUsuń
  4. co za koszmar?? :) przecież byłaby służba ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczna pocztówka! :) A wykład na temat nazwy... hmmm.. baaardzo interesujący! :P

    OdpowiedzUsuń