Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 6 grudnia 2011

45. Spain - Grenada (Alhambra)

Powracając to tematu pocztówek UNESCO-wych. Oto jedna z moich ostatnich pocztówek z miejsc chronionych przez Organizację Narodów Zjednoczonych do Spraw Oświaty, Nauki i Kultury. Jestem w niej ZAKOCHANA! Nie tylko dlatego, że kartki z tej kategorii należą do moich ulubionych. Bardziej z powodu państwa z jakiego pochodzi! Hiszpania... ach Hiszpania. To moje europejskie podróżnicze marzenie numer 1 i podróżnicze światowe marzenie nr 2. Bardziej chciałabym zwiedzić tylko Machu Picchu. To chyba przez to, że dziecięce marzenia zostają w nas na długo. A zwłaszcza te kreowane przez bajki i baśnie! Może dlatego, że jako dziecko oglądałam bajkę o dzielnej siatkarce chciałam być zawsze siatkarką, a z powodu "Tajemnic złotych miast" zwiedzić Peru i te legendarne miasto Inków. O ile jednak z siatkówką musiałam się pożegnać z powodu mocno średniawego wzrostu (chociaż przez długi czas grałam amatorsko), to jednak z marzeniem o podróżu do Peru wciąz się nie pożegnałam. Jest to jednak jak wiadomo droga "impreza", toteż zamarzyłam sobie też coś bardziej przyziemnego - Hiszpanię! Nie wiem czemu to zawdzięczam, bynajmniej nie mitom o seksownych gorących Hiszpanach i słonecznym plażom, również nie hiszpańskim piłkarzom i euforii na nich. Bardziej chyba zawdzięczam to Zafonowi, który plastycznością swojego języka spowodował, że zapragnęłam odwiedzić Barcelonę. W dodatku Woody Allen utwierdził mnie w tym, że to miasto jest naprawdę piękne (dlatego, choć mnie ciągnie, by nie zaczerniać tego wizerunku, nieco wyidealizowanego, omijam szerokim łukiem "Bjutiful", bo ten film podobno pokazuje całkiem inne oblicze Barcelony).
  Kiedy zobaczyłam tę pocztówkę, wpisałam na listę must visit w Hiszpanii oprócz Barcelony i Madrytu właśnie Granadę. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że Półwysep Iberyjski pozostawał przez długi czas bastionem Arabów w Europie. Ba! Miałam nawet o tym wykład podczas kursu literatury arabskiej, mówiono mi o Granadzie, o tym, że padła w tym samym roku w jakim odkryto Amerykę  czyli 1492 - symbolicznym roku zakończeniu średniowiecza. Nigdy jednak nie przeglądałam choćby zdjęć tego miejsca, a przecież można ich znaleźć w Internecie setki. Dopiero kiedy otrzymałam pocztówkę od Magdali, przedstawiającą tzw. Dziedziniec Lwów - Patio de Tres Leones, zaczęłam szukać. Te miejsce jest przepiękne! Taki styk kulturowy, stylów i historii. Coś pięknego... muszę to zobaczyć.
   Btw. znowu się zabrałam do nauki hiszpańskiego ;) Śmiem jednak sądzić, że jak juz pojadę do Barcelony, to mi się to nie przyda :P Bo tam rządzi Catalan, a turystów władających koślawym kastylijskim się tam nie lubi. Hipokryzja! Może chociaż w Andaluzji kastylijski się przyda? ;)

2 komentarze:

  1. Hej, odkryłam Twojego bloga przez link postcrossing, gdzie polecałaś mojego bloga. Dziękuję bardzo za miłe słowa i cieszę się, że mnie czytasz, mimo że niektórym blog się wydaje "naciapany". Twó zacznę odkrywać z przyjemnością. Jeśli polubisz moją stronę na facebooku, obiecuję wysłać ładną kartkę z Barcelony:) Pozdrawiam, Aga

    OdpowiedzUsuń