Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 8 grudnia 2011

46.Polska - Morskie Oko

A oto moja najnowsza "zdobycz" Limbowa. Przywędrowała do mnie od Mishi nieco ponad tydzień temu i wprawiła mnie nastrój euforii :) Praktycznie mówiąc ją wycałowałam, kiedy ją zobaczyłam na stole wyciągniętą już ze skrzynki przez Mamę. To już czwarta do kolekcji pocztówka  z tej serii (tą z Zielonym Stawem Gąsienicowym jeszcze się na pewno pochwalę). O Morskim Oku tak naprawdę nie ma co pisać, znam niewiele osób, które tego Tatrzańskiego jeziorka nigdy nie widziały, choćby raz w życiu. Należą do nich m.in. moja Mama, bo ona gór nie lubi i nigdy nie była nawet w Zakopanem. W sumie jak tak pomyślę, to mój Brat chyba też nie był nad Morskim Okiem (nie wiem jak mój Tato, ale to jest "powsinoga", więc pewnie był). Ja odwiedziłam te piękne miejsce podczas wycieczki klasowej pod koniec gimnazjum. Jechało nas wtedy niewielu, rodzice albo decydowali się zapłacić za wycieczkę, albo za komers - bal pożegnalny. Mnie nauka i egzaminy poszły całkiem przyzwoicie, wiec w nagrodę dostałam oba - kasę na komers i wycieczkę. Mój Brat miał jechać na tę wycieczkę ze swoją klasą, cztery lata młodszą, w tym samym czasie (na szczęście mieli mieszkać w zupełnie innym domku), ale nie pojechał, bo narozrabiał i dostał karę. Najpierw pyskował do nauczycielki... a później prawie przyprawił wychowawczynię o zawał zerca próbując się wdrapać na Wieżę Spadochronową, w katowickim Parku Kościuszki. Dodam, że oczywiście, gdyby, którekolwiek dziecko złamało chociaż nogę pod opieką nauczycielki, to kobieta pewnie by miała przerąbane do dziś, więc nic dziwnego, że Brat z kolegami miał wezwanie na dywanik i karę w postaci wycofania się przez Mamę z  jego wycieczki. Strasznie beczał, ale Mama była nieugięta i w końcu nie pojechał, choć było zapłacone. Muszę przyznać, że się wtedy ucieszyłam, że mi się żaden gówniarz nie będzie pałętał pod nogami na górskich szlakach. Ani też nie żebrał mi później nad Morskim Okiem: Laura? Kup coś do picia, bo ja swoje pieniądze straciłem na słodycze? Z nim tak zawsze było. Do dziś mu kupuję słodycze zresztą, wczoraj też dostał, na urodziny.

1 komentarz:

  1. Napisałam Ci taki długi, długi komentarz, po czym zamknęłam przeglądarkę. Czuję się genialna ;)
    A wracając - cieszę się, że sprawiłam Ci taką frajdę, chociaż nadal się zastanawiam czy całowałaś mnie czy pocztówkę ;)

    OdpowiedzUsuń