Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

25. Rosja - St Petersburg

Pocztówkę tę otrzymałam od Valentiny  z Sankt Petersburga. To właściwie moja pierwsza prywatna wymiana międzynarodowa (wyliczając userów z Polski, mieszkających obecnie w innych krajach) Jakoś dotąd nie miałam za bardzo śmiałości by zagadywać userów z innych państw, zwłaszcza, że czytałam, że średnio 7 osób na 10 nie raczy nawet odpisać, że  nie są zainteresowani. Sądzę jednak, że po takiej dość udanej pierwszej wymianie być może jednak zagadam kogoś. Użytkowniczka z Rosji bowiem zagadała jako pierwsza. Wprawdzie miałam dostać nieco inną kartkę, ale ta również mi się podoba. Przedstawia ona Sobór Kazański. Sobór to oczywiście prawosławny odpowiednik katolickich katedr. Ta znana budowla jest poświęcona Kazańskiej Ikonie Matki Bożej a budowano go w latach 1801-1811, więc w tym roku obchodzi 200-lecie powstania, jednak nie poświęcenia, bo to z powodu skomplikowanej historii miasta, a przede wszystkim panującego tu przez prawie cały wiek XX komunizmu, nastąpiło dopiero w  XX wieku. Sobór jest zbudowany w stylu klasycystycznym, szczególnie duże wrażenie robi kolumnada złożona z 96 kolumn. Budynek ten wygląda też pieknie w nocy, gdy jest  oświetlony. (Można sobie zobaczyć tutaj ). Pewnie od razu rzuciło wam się w oczy, że Sobór Kazański jest podobny do Bazyliki św. Piotra w Rzymie. I słusznie, bo na niej wzorował się jego twórca - Andriej Worochin.  A tak poza tym... to chyba mam kolejną kartkę UNESCO-wą ;). Jak się bowiem doczytałam Sobór Kazański jest położony przy Newskim Prospekcie - najbardziej znanej i bardzo bogatej w zabytki ulicy dawnego Piotrogrodu. Ściślej mówiąc: Newski Prospekt jako zabytkowe centrum Petersburga jest praktycznie mówiąc w całości objęte ochroną UNESCO.
 Ps. Poprosiłam nadawczynię, by wypisała kartkę po rosyjsku. Zrobiła to. Pisała, że nie wiedziała, że w Polsce uczymy się rosyjskiego ;) Chyba rzadko kto, ale ja jednak się uczyłam. :)

czwartek, 25 sierpnia 2011

24. Irlandia - Dolina Glendalough


Cudeńko te otrzymałam w ramach swapa z Cleo. Od dłuższego czasu marzyła mi się pocztówka z Irlandii, bo wyjątkowo podobają mi się tamtejsze kartki, a dzięki Marysi moją kolekcję zasiliła właśnie ta piękna pocztówka przedstawiająca bardzo znaną dolinę Glendalough położoną w górach Wicklow.  Wieża ,którą tu widać jest często odwiedzaną przez turystów okrągła wieżą usytuowaną na zabytkowym cmentarzu (o którym niestety się nic nie doszukałam ;/). Sama wieża mierzy 32 metry a w jej wnętrzu mieściło się sześć drewnianych pięter połączonych drabinami. Tak jak i dziś w czasach średniowiecza, pełniła ona funkcje orientacyjne dla podróżnych. Do dziś na terenie doliny, nad jeziorem Górnym można zwiedzić wiele średniowiecznych zabytków, m.in. katedrę, Dom św. Kevina założyciela tamtejszego klasztoru, dom księży, oraz kilka kościołów... A tak już od siebie dodam. Kiedy słucham muzyki irlandzkiej, albo patrzę na pokazy tańca irlandzkiego, na pocztówki, to mam jakieś nieodparte wrażenie, że ten kraj wciąż pozostaje w pewnym sensie dziki... To zresztą powoduje, że znajduje się w pierwszej piątce moich krajów do odwiedzenia. Z czym jeszcze kojarzy mi się Irlandia? Oczywiście z dniem św. Patryka, a z nim z kolei shamrock - trójlistna koniczyna. Wreszcie.... kojarzy mi się z jednym z lepszych filmów jakie widziałam: z "Wiatrem buszującym w jęczmieniu. Jeśli ktoś nie oglądał to polecam, wydaje mi się, że my jako Polacy rzeczywiście potrafimy ten film zrozumieć... bo tu przecież też jeden brat był partyzantem, drugi bolszewikiem, a obaj chcieli walczyć o wolność.. W filmie jeden z braci wstępuje do IRY, drugi jest partyzantem, ale to przecież w zasadzie podobnie.

wtorek, 23 sierpnia 2011

23. Polska - Wola Uhruska


Pocztówkę z Woli Uhruskiej wraz z kartką z Włodawy wczoraj przyniósł mi brat. A jemu z kolei przekazał ją dla mnie jego kolega - Wojtek. Moja pasja staje się już bowiem tak znana, że znajomi często z własnej woli przywożą mi pocztówki, lub wysyłają sms z zapytaniem o pełny adres, bo chcą mi coś wysłać.  To bardzo miłe, a ja zawsze pamiętam o tym, kto mi konkretną pocztówkę podarował, nawet jeśli tak jak w tym przypadku dostaje ją czystą. Kartka ta mi się podoba przede wszystkim dlatego, że jest z miejscowości, o której nawet wcześniej nie słyszałam. Wątpię też bym ja kiedyś odwiedziła, choć kto wie. Bardzo lubię takie małe nieznane mieściny, kryją  w sobie wiele perełek architektonicznych, nieznanych legend, atrakcji turystycznych, po które sięgają nieliczni. A wydaje mi się, że naprawdę warto odwiedzić tamte tereny. Nie dość, że jest to wręcz raj dla miłośników spływów kajakowych i wędkarstwa, tych, którzy lubią wypoczywać kąpiąc się, to także doskonałe miejsce długie wycieczki piesze i rowerowe. W okolicach Woli Uhruskiej i okolicznych miejscowości ciągną się długie szlaki piesze i rowerowe, często wzdłuż malowniczo płynącego Bugu. Jak łatwo się domyślić, nie brakuje tu także zabytków. Do połowy lat 50. wola Uhruska należała do gminy Sobibór. I ta miejscowość jest bardzo atrakcyjna, ale już pod nieco innym względem, historycznym. Pewnie każdy kojarzy Sobibór ze znanym opartym na faktach filmem ,,Ucieczka z Sobiboru". Do dziś odbywa się dla upamiętnienia ofiar tamtejszego Obozu Zagłady i ogólnie mówiąc Holocaustu Bieg Sobiborski, trasa liczy 12 kilometrów, meta jest we Włodawie. Dodam, że z uciekających podczas Powstania w Sobiborze blisko 100 osób złapano od razu. Blisko 200 udało się schronić w okolicznych lasach i miejscowościach, z nich kilkudziesięciu udało się doczekać szczęśliwie końca wojny.
   A tutaj jeszcze daję linka do kilku ciekawych informacji na stronie oficjalnej Woli Uhruskiej dodam tez, że gdy patrzę na te krajobrazy Bugu... to przypomina mi się "Widnokrąg" Myśliwskiego... i to jak Piotruś wędrował z Mamą za Bug i zgubił buta, a później modlił się o jego odnalezienie do świętego Antoniego ;)

piątek, 19 sierpnia 2011

22. Słowacja - Liptovska Mara

Ostatnimi czasy prezentowałam pocztówki, które dostawałam "na bieżąco". Dzisiaj jednak postanowiłam się pochwalić jedną z najstarszych pocztówek w mojej kolekcji, a jednocześnie jedną z trzech najstarszych z zagranicy (obok hiszpańskiej Calelli i Augsburga). Wyjątkowo ją lubię. Nie tylko dlatego, że jest to w sumie jedyna kartka ze Słowacji jaką mam na dobrą sprawę. Lubię ją też dlatego, że dostałam ją od koleżanek - bliźniaczek O. i Z, z którymi chodziłam do podstawówki i gimnazjum. Jeszcze w liceum były one moimi najlepszymi przyjaciółkami. Niestety nieco urwał mi się kontakt, gdy obie wyjechały na studia. Obie do innego miasta Polski, obie też zresztą mieszkają na tyle daleko, że nie widziałyśmy się już trzy lata. Pozostają więc listy, gg. Pewnie dlatego mam do tej kartki ogromny sentyment. Fakt, mam od nich jeszcze kilka innych, z Beskidów, znad Morza... ale tę lubię jakoś najbardziej, bo chyba jest najstarszą kartką jaką od nich dostałam. Pamiętam, że otrzymałam ją na krótko przed egzaminami gimnazjalnymi, więc już 8 lat temu. Tyłu nie będę skanować, a żałujcie, bo pewnie byście się uśmiali :) Tyły pocztówek od nich zawsze były lepsze od przodów, zawsze pisały coś śmiesznego, albo rysowały, np. pana listonosza ;) A co mogę powiedzieć o Liptovskiej Marze? A choćby tyle, że wbrew pozorom nie jest to nazwa miejscowości a zbiornika retencyjnego na rzecze Wag. Okolice te stały się dużą atrakcją turystyczną po wybudowaniu w Besenovej parku termalnego. Uhm... ale bym wskoczyła do takiego basenu z ciepłą wodą!


środa, 17 sierpnia 2011

21. Holandia


Niestety nie mam bladego pojęcia jakie miejsce przedstawia ta pocztówka. Podoba mi się tak bardzo, że zdecydowałam się wysłać za nią pierwszego swojego TYC-a, zapytam więc nadawczynię. Być może ona wie. Nie gwarantowałabym jednak tego. Wydaje mi się, że jest to cegiełka, bądź kartka "reklamowa", bo z tyłu zamieszczono link do tej Organizacji na rzecz zdrowia. Na to wygląda, że kartkę tę wydało stowarzyszenie walczące o poprawienie warunków zdrowotnych w Afryce, szczegolnie na terenie Etiopii, Kenii, Sudanu, i RPA. Dokładna nazwa to African Medical and Research Foundation. Wielce chwalebne., dobrze, że ktoś pomaga tym milionom ludzi żyjącym na skraju nędzy...Tym bardziej mi miło, że taką kartkę otrzymałam, nawet jeśli nadawczyni dostała ją za free. Cóż mogę więcej napisać. Widok na pocztówce mnie zachwyca. Nic tylko się przenieść na taki mostek, położyć się na nim lub oprzeć się o barierki i czuć wiatr na skórze i zapach soli (?) w powietrzu. Ciekawe gdzie to jest... naprawdę chcę wiedzieć.

wtorek, 16 sierpnia 2011

20. Niemcy - Burg Hornberg


Pocztówkę tę otrzymałam od Thomasa z Niemiec. Przebyła ona 903 km w 6 dni.  Żałuję, że zdjęcie jest słabej jakości przez to pocztówka traci na uroku. Szukając informacji o zamku Hornberg, (bo Burg to po niemiecku "zamek") odnalazłam kilka jego zdjęć i muszę przyznać, że gdyby tylko fotografia była nieco lepsza lub po prostu nowsza (bo pocztówka wygląda mi na dość starą), to naprawdę byłabym zachwycona tą kartką. O samym zamku Hornberg informacje znalazłam głównie po niemiecku, a muszę przyznać, że w tym języku to umiem chyba tylko się przedstawić, niemniej z informacji które podał mi Thomas i które wyłuszczyłam z angielskiej wiki wynika, że zamek ten pierwotnie należał do znanego niemieckiego rycerza Götz von Berlichingena. Rycerz ten zbudował zamek Hornberg w XI wieku (łatwo się domyślić, że  nie zrobił tego własnymi rękoma).  Zamek ten jest malowniczo położony nad doliną Neckaru (ta sama rzeka przepływa m.in przez Stuttgart), otoczony jest przez winnice, jego dokładna lokalizacja to miejscowość Neckarzimmer w rejonie Badeni Wurttenbergii. W budynku zamku dzisiaj znajduje się muzeum, restauracja i hotel. Pierwsze pisemne wzmianki na temat zamku pochodzą z roku 1148. Przez wieki był on lennem biskupstwa Speyer. W 1689 roku zamek został częściowo zniszczony przez Francuzów. Dziś można go zwiedzić za niewielką opłatą.
   Znalazłam też ciekawą informację, że w języku niemieckim istnieje rozróżnienie dużego zamku i małego, bardziej warownego. Ten pierwszy to schloss a drugi to burg. To też sporo mówi o siedzibie rycerza Berlichingena. Tak już na sam koniec, apropos powyższego pana. Nadawca pisał, że był on znany z tego, że kazał powiedzieć wysłannikowi swojego zwierzchnika (tu cytat), "Powiedz swojemu panu, że może mnie pocałować w du..." :D Jak miał taki zamek, to mógł ;)

czwartek, 11 sierpnia 2011

19. Polska - Warszawa

                                                                                
Pocztówkę tę otrzymałam od Desirki jako nagrodę w loterii wakacyjno-rodzinnej. Żałuję, że nie pomyślałam wcześniej, by stworzyć tę notkę 1-go sierpnia. W rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, bo kartka ta przywodzi na myśl takie skojarzenia. Na górze bowiem widać to co zostało z przedwojennej Warszawy i Zamku Królewskiego. Sterta cegieł, gruzów i kawałek kolumny Zygmunta. Tu nie widać tego dobrze, ale strzałka pokazuje powaloną figurę, którą po wojnie odbudowano. Wymagała ona zatuszowania około 200 uszkodzeń i dorobienia lewej dłoni, szabli i krzyża. Tak sobie myślę, że aż dziwne, że komuniści w ogóle ten krzyż pozwolili odbudować. Przecież mógł stać bez krzyża nie? Z tą kolumną to jak i z całą Warszawą. Kompletnie zniszczona przez wojnę, w dłoni może nie szabla a karabin i krzyż także. Wszyscy znamy skutki tego powstania. Dlatego dzisiaj łatwo nam powiedzieć: na co nam to było? A ile by ludzi przeżyło, miasto nie byłoby tak zniszczone. To wszystko prawda. Ale przeczytawszy "Zdążyć przed Panem Bogiem" (choć to akurat o Powstaniu w Getcie Warszawskim) czy "Pamiętnik z Powstania Warszawskiego" mogę chyba stwierdzić, że choć w części rozumiem przyczyny tych tragicznych zrywów (oczywiście w pełni mogą zrozumieć to tylko ci, którzy przeżyli wojnę). Bez zbędnego zagłębiania się w martyrologię i  mity narodowe, chyba trzeba stwierdzić, że my  mamy to we krwi. Mając do wyboru śmierć przez zagłodzenie lub wyniszczenie, już chyba lepiej umrzeć z karabinem w ręku... Pamiętam jakie wrażenie, zrobiły na mnie popowstanczej Warszawy, pierwszy raz obejrzany "Pianista", "Kanał" czy lektura "Pamiętnika z Powstania Warszawskiego"... I wydaje mi się, że w ogóle nie na miejscu są dzisiaj spory o to czy to wszystko było potrzebne, a tym bardziej potępianie tych którzy je wszczęli, bo oni walczyli o lepszą przyszłość, o życie, honor. Myślę, że może jakby wszyscy ci młodzi ludzie, którzy ginęli na ulicach Warszawy, lub co gorsza pod jej ulicami, w kanałach zupełnie zagubieni, zagazowani lub oszalali z rozpaczy widzieli jak wygląda dzisiejsza Polska, machnęliby ręką i powiedzieli, że nie warto. A może jednak by walczyli? Raczej nie walczyli o taki kraj jaki jest teraz i taką Warszawę jaka jest teraz. Oczywiście nie mam na myśli samego wyglądu kraju, bo przecież Warszawę odbudowano szybko (jak twierdzi moja Babcia, zwożąc wszystko co się nadawało do budowy z całego kraju, dlatego np. bardzo długo trwała odbudowa Głogowa), ale o to wszystko co się teraz dzieje z krajem i z ludźmi w nim mieszkającymi. Nie będę się w to zagłębiać, bo musiałabym wejść w tematy polityczne, albo popaść w moralizatorstwo, albo nie daj Boże, znowu pójść w nasz osławiony romantyzm narodowy. Powiem tylko tyle, że szlag mnie trafia jak widzę, jak młodzi ludzie maja głęboko w d... poświęcenie tamtych milionów, nie szanują historii, tego, że ich równolatkowie ginęli, by oni mogli żyć. Wielcy kosmpolici twierdzący, że ten kraj to zadupie i jest im tu bardzo źle. No to proszę bardzo, do widzenia, proszę pojechać do Chin czy gdzie indziej, gdzie nie będzie się szanowało ich wolności ludzkiej. Nienawidzę takich młodych, głupich durniów, którzy plują na całą historię, ale uważają się za wielkich Polaków, wtedy kiedy polscy siatkarze czy Małysz zdobywają złoto....
  Tak już zupełnie na koniec, przypomniała mi się pieśń Krahelskiej, omawiałam ją dwa lata temu z dziećmi z 6 klasy podstawówki muzycznej. Poniżej fragment, utworu warszawskiej syrenki:

Hej chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga, daleka przed nami,
Mocne serca, a w ręku karabin,
Granaty w dłoniach i bagnet na broń!

Ciemna noc się nad nami
Roziskrzyła gwiazdami
Białe wstęgi dróg w pyle, długie noce i dni,
Nowa Polska zwycięska jest w nas i przed nami
W równym rytmie marsza - raz, dwa, trzy!

Hej chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga daleka, przed nami trud i znój,
Po zwycięstwo my młodzi idziemy na bój,
Granaty w dłoniach i bagnet na broń!

Ps. wiecie, że na zachodzie mówi się, że wyjątkowo źle dobraliśmy sobie nazwę stolicy? W końcu Warszawa to po angielsku Warsaw. Wstawcie spację w połowie słowa.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

18. Polska - Gorlice

                          

Kartka z wymiany z PauląZ87. Przedstawia ona Rynek w Gorlicach. Jak pisze nadawczyni jest to już  pocztówka trochę historyczna, bo obecnie na Rynku prowadzone są prace rewitalizacyjne i za rok pewnie będzie wyglądał on zupełnie inaczej. Tym bardziej mnie ona cieszy, bo za rok może już nie będę mogła dostać takiej pocztówki, z widokiem "starego" Rynku. Gorlice to miasto w województwie małopolskim. Dodajmy, że dziś, bo od czasu zakończenia II wojny światowej aż trzy razy zmieniało ono przynależność administracyjną. Przez pewien czas należało do województwa rzeszowskiego, a następnie do nowosądeckiego. Miasto to leży  na granicy Beskidu Niskiego. Jest to niewielka miejscowość zamieszkiwana przez około 30 tysięcy mieszkańców. Gorlice mają dość ciekawą historię. Powstały one w XIV lub XV wieku, po nadaniu  Daresławowi Karwacjanowi przywileju lokacyjnego przez Kazimierza Wielkiego.  Jak się dopatrzyłam, w mieście nadal istnieje "Dwór Karwacjanów". Miasto zaczęło się rozwijać u schyłku XIX wieku, ale rozwój ten przerwała I wojna światowa. Z kolei po II wojnie światowej zarówno Gorlice jak i okoliczne miejscowości walczyły z UPA, która dokonywała na tych terenach zniszczeń, podpaleń. Gorlice znajduję się także blisko Magurskiego Parku Narodowego. A dużą atrakcją miasta jest pierwsza na świecie uliczna lampa naftowa, która wygląda tak:


Z chęcią odwiedziłabym Gorlice. Zwłaszcza, że koleżanka z roku, urodzona tam, trochę mi to miasto zareklamowała, a Paulina jeszcze wzmocniła moje zainteresowanie :) Nie mówiąc już o tym, że uwielbiam Rynki...pewnie dlatego, że ten katowicki, jest wręcz tragiczny. A kiedyś był naprawdę ładny!

piątek, 5 sierpnia 2011

17. Polska - Lubuskie Muzeum Wojskowe w Drzonowie k. Zielonej Góry

Śmiem sądzić, że do stworzenia tej notki nadawałby się mój chłopak - Dominik, on przynajmniej wie, co się znajduje na fotografiach na widokówce, bo ja to bez podpowiedzi z tyłu napisałabym najwyżej, że "powyżej widać kolaż złożony z fotografii czterech samolotów" (pięciu licząc, że na jednym z nich są dwa) i kij tam, że jeden z nich to śmigłowiec. No, ale postaram się nie popełnić znacznych błędów merytorycznych ;). Jak twierdzi widokówka, powyżej od górnego prawego rogu zaczynając znajdują się: radzieckie samoloty II-14T oraz Li-2P (mnie to bardzo wiele mówi!), polski samolot szkolno-treningowy "Iskra" bis B, radziecki śmigłowiec desantowo-transportowy MI-4A oraz, także radziecki samolot bombowo-rozpoznawczy SU-20.
     Cóż, potwierdziła się teza, którą postawił Cejrowski w "Rio Anaconda" jak już Sowieci wylatali się na swoim sprzęcie to oddawali go nam :D. Samo Muzeum w Drzonowie znajduje się w odległości 12 km od Zielonej Góry i niby dojechać się tam da nawet PKS-em, ba, nawet wrócić się da, ale mimo wszystko polecam wybranie się tam samochodem jeśli nie chcecie czekać na autobus powrotny dwie godziny i dreptać na drugi koniec wsi do sklepu po coś do jedzenia, bo Drzonów, to z całym szacunkiem, ale straszna dziura, jedzie się tam przez lasy a autobus zajeżdza raz na dwie godziny do godziny 18:00 z czterogodzinna przerwą między 12:00 a 16:00 :D:D, Niemniej zwiedzić warto. W samym budynku muzeum można zwiedzić różne ekspozycje np. broni, strojów wojskowych, map itp, szczególnie z okresu II wojny światowej, ale też w jednej sali można było zobaczyć kolczugę rycerze... no, z któregoś tam wieku ;) Niestety w środku nie można było zrobić zdjęć, więc się nie pochwalę. Ekspozycja w środku stanowiła zresztą niewielką część całości, bo wszystkie czołgi, samoloty, helikoptery, działa samobieżne, schrony itd. mieściły się nie zewnątrz. Mój facet był w siódmym niebie, i nie powiem mnie się też podobało. Gdyby ktoś był kiedyś w nagłej potrzebie wysłania komuś kartki związanej z militariami, to mogę również poratować o taką:



Mnie osobiście najbardziej podobały się samoloty, pewnie dlatego, że jeszcze nigdzie nie leciałam, a to musi być fajne tak widzieć świat z góry :) To chyba z nimi napstrykałąm sobie najwięcej zdjęć, ale oczywiście nie obyłoby się bez zdjęcia z czołgiem identycznym jak Rudy 102! (Nie ten, pan po prawej/lewej tak naprawdę, to nie jest ten czołg ;))

  
 

środa, 3 sierpnia 2011

16. Szwecja - Stockholm

Pocztówka ta dotarła do mnie ze stolicy w Szwecji w zeszłym tygodniu. Jednocześnie jest to dopiero mój dziesiąty off, ale też pierwsza pocztówka ze Szwecji. W dodatku naprawdę mi się podoba. Wprawdzie nie przepadam za współczesną architekturą i mając do wyboru zwiedzenie nowoczesnych dzielnic Nowego Jorku czy też Dubaju, wolałabym zwiedzić jakieś małe, stare miasteczka np, na Bałkanach, ale ta pocztówka jakoś mi się podoba. Nadawczyni - dziewczyna imieniem Embla pisze, że biała kopuła, którą widać na zdjęciu to Globe. Teraz zwyczajowo nazywany (Sony) Ericsson Globe. Jest to arena sportowa, zlokalizowana w południowej części Stockholmu. Oddano ją do użytku w 1989 roku. Najczęściej odbywają się w niej mecze hokeja (a to dziwne, nie?) i konkursy w łyżwiarstwie figurowym. Budynek ten jest też wykorzystywany podczas dużych imprez i koncertów. Sala bowiem może  pomieścić na meczach blisko 14 tysięcy osób (więc o 3 tysiące więcej niż Spodek), a na koncertach blisko 16 tysięcy. W jednym ze skrzydeł Globe umieszczone jest centrum handlowe, więc jest to miejsce często odwiedzane przez Szwedów, co za tym idzie, można tam dojechać w łatwy sposób, na różne sposoby, m.in. metrem. Ale tak zupełnie szczerze, poza tą kopuła, to najbardziej podoba mi się ten balon w tle ;) Dodam tylko, że  kartka ta przebyła prawie tysiąc kilometrów. Zabrakło jej 2 km do tysiaka :]

wtorek, 2 sierpnia 2011

15. Szwajcaria - Bellinzona

Pocztówkę tę wraz z kilkoma innymi ze Szwajcarii przywiózł mi dzisiaj ze sobą mój chłopak, jemu z kolei przekazała ją jego kuzynka. Prezentuję tę, bo mi się najbardziej podoba :) A podoba mi się tym bardziej, że jest to kolejna kartka do kolekcji UNESCO-wej. Bellinzona to bowiem jeden z biektów Szwajcarii z listy światowego dziedzictwa. Miejscowość ta, będąca jednocześnie stolicą kantonu Ticino (jest to włoskojęzyczna cześć Szwajcarii, co zresztą widać po nazwach), słynie ze średniowiecznych warowni przedstawionych na pocztówce. Zamki te noszą nazwy Castelgrande i Sasso Corbaro. Montebello z kolei to nazwa całego wzgórza na którym stoją fortyfikacje. W XV podczas szwajcarskiego oblężenia (jeśli dobrze rozumiem po angielsku) zmieniono nazwę warowni  z Castello di Svitto na Castello di San Martin. Z kolei Sasso Corbaro zostało stworzone przez ród Sforzów.  Razem stanowią świetny przykład alpejskich budowli obronnych. Mówi się także, że powstały one w XV wieku,  wyniku działań książąt Mediolanu, którzy chcieli bronić krańców władanego terenu. Teren Bellinzony do dziś stanowi miejsce badań archeologicznych, naukowcy twierdzą, że osadnicy zamieszkiwali ten teren nie tylko w czasach rzymskich, ale nawet prehistorycznych.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

14. Holandia - Wiatraki z Kinderdijk


Pocztówkę tę przywiózł mi ze sobą z Bredy mój Tato. I zakochałam się w niej z miejsca ;) Wskoczyla od razu na listę moich ulubionych :) Tym bardziej, że widnieją na niej wiatraki z Kinderdijk, czyli wiatraki UNESCO-we ;). Kinderdijk to bowiem niewielka wieś holenderska, która leży 15 km od Rotterdamu, która znana jest właśnie z największej (obok Zaanse Schans) grupy zabytkowych wiatraków. Wieś ta jest położona w polderze, który jest osuszany aż przez 19 wiatraków. Cały ten system powstał około 1740 roku. Dziś stanowią one jedną z największych atrakcji Holandii. Od 1997 widnieją na holenderskiej liście światowego dziedzictwa, UNESCO.
   I na koniec jeszcze powiem: CHCĘ je zobaczyć! Koniecznie! Najlepiej właśnie o zachodzie słońca

13. Polska - Nowy Sącz

Nadrabiam zaległości w prezentowaniu pocztówek :) Tę wygrałam na dzień przed obroną, wiec jeszcze na koniec czerwca, a dostałam w lipcu od Siadulki. Jak widać przywędrowała do mnie z Nowego Sącza, przebyła więc około 153 kilometrów. Jest to miasto na prawach powiatu w województwie małopolskim, zostało założone na poczatku XII wieku - oficjalnie 200 lat przed odkryciem Ameryki przez Kolumba, w 1292 roku. Tym samym Nowy Sącz, może się zaliczać do zacnego  grona najstarszych miast Polski. Największe zabytki Nowego Sącza to m.in. Bazylika Kolegiacka, ruiny zamku królewskiego, Ratusz widoczny na pocztówce oraz, Synagoga Grodzka, secesyjny dworzec PKP oraz skansen - Sądecki Park Etnograficzny