Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 29 listopada 2011

44. Finlandia


Co tu dużo gadać. Pocztówki z Finlandii chyba większość postcrosserów przyprawiają o jęk zawodu: Znowu Finlandia? A kiedy coś nowego? Nie powiem, żebym ja była ich fanką Co to, to nie. Jakoś preferuję np. portugalskie, francuskie, irlandzkie, szwajcarskie czy brytyjskie. Oczywiście offa żadnego z tych państw jeszcze się nie dorobiłam, niemniej favów mam z tych krajów w galerii całe mnóstwo. Finlandia w porównaniu do nich wypada na tym tle wyjątkowo marnie, raptem 6 pocztowek na 805 wszystkich zafavoanych: (klik ). Jakiej by matematyki nie stosować - mało. Ta jednak wyjątkowo mnie ucieszyła. Nie żeby był to mój pierwszy off z Finlandii, gdzie tam. Na 30 otrzymanych to już trzecia. A może dopiero trzecia? Bo chyba mogłoby być gorzej. Poprzednie offy z Finlandii były jednak średnie i mocno średnie, żeby nie rzec kiczowate (klik2 ). A ta jest wyjątkowo ładna. To już kolejna kartka z tego kraju, na którym nie wiem co tak naprawdę jest przedstawione. Zapewne więc typowo fiński lub może raczej finlandzki krajobraz. Nie wiem dlaczego, ale pomimo, że nie lubię multiview jakoś urzekła mnie ta pocztówka. Być może przez tę kolorystykę i uspokajający zachód słońca... nie wiem, tak czy siak, do niedawna stanowiła ona mój siódmy fav z tego kraju. Miło jest dostać favy! Rzadko mi się to zdarza, ale jednak ;). Jak widać u Gabi na blogu, jest jeszcze druga z tej serii/edycji (?)- podobna. Zaraz wskoczy do favów na miejsce tej mojej.
Ps. Głuptak ze mnie, ale gdy dostałam pierwszą kartkę z napisem Suomi Finland, byłam pewna, że Suomi to po prostu po fińsku "pozdrowienia" ;)

poniedziałek, 28 listopada 2011

43. Hong Kong - Chinese Junk


   Ostatnio ciągle choruję. Z tego też względu nawet nie mam czasu zajrzeć na swojego własnego bloga, a co dopiero podejrzeć strony prowadzone przez innych postcrosserów. Tyle mi się ładnych kartek uzbierało w ostatnim czasie. Chciałabym je wszystkie pokazać tutaj. No i widać właśnie. Mam czas tu zajrzeć raz na kilka-naście dni. Pocztówka z Hong - Kongu, jako pocztówka z dwudziestego piątego kraju, z którego ktoś mi wysłał kartkę ( nie liczę czystych i zapisanych) przywędrowała do mnie 15. 11. 2011 pokonując 8,487 km w 11 dni. Całkiem niezły wynik, patrząc na to, że moja kartka do USA podobny dystans pokonywała w 193.
    Zapewne postcrosserów oblatanych w tematyce UNESCO zdziwi etykieta pod postem. Jak by nie było w Hong Kongu nie znajduje się żaden z obiektów listy światowego dziedzictwa UNESCO. Poniekąd trudno się dziwić skoro jest to region administracyjny typowo nowoczesny, zabytków tam jak na lekarstwo, za to nowoczesnych drapaczy chmur, różnego rodzaju konsorcjów, parków przemysłowych czy też wreszcie szkół wyższych jest tam pod dostatkiem, jak to u nas kiedyś było z mieczami ;). Nic więc dziwnego, że na  mapie  rozmieszczenia obiektów UNESCO Hong Kong stanowi białą plamę.
   Jakże się więc zdziwiłam kiedy zaczęłam szukać czegoś więcej o Zatoce Hong Kongu, którą przedstawia pocztówka, a którą dość szczegółowo opisała mi nadawczyni. Zwróciła mi ona uwagę na stateczek z czerwonymi żaglami widoczny na  pierwszym tle. Katy pisała, że tzw. Chinese Junk - jest symbolem miasta. Poszukałam nieco wiadomości o tym stateczku i okazało się, że jest to bardzo unikatowy typ statku - tzw. dżonka - dalekowschodni niewielki statek drewniany bez stępki, przeważnie 1-, 2- lub 3-masztowy, o charakterystycznych wielokątnych żaglach przypominających wachlarz, plecionych z włókien roślinnych, zaopatrzonych w liczne, poziome usztywniające listwy biegnące promieniście w poprzek całego żagla. W 2010 roku technologia budowy przegród wodoszczelnych dżonek chińskich została wpisana na Listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego wymagającego pilnej ochrony prowadzoną przez UNESCO.
.

czwartek, 17 listopada 2011

42. Polska - Toruń

                                                                                   

Skoro już jesteśmy przy temacie miejsc, które miałam szansę odwiedzić i miejsc UNESCO-wych, to dzisiejsza pocztówka wpisuje się idealnie. Otrzymałam ją od Ani (Anusiak85) jako nagrodę w śfinksnej jesiennej loterii autorskiej. To już trzecia nagroda z tej loterii w tym tygodniu, wczoraj również otrzymałam dwie piękne UNESCO-we kartki od Magdy - warszawską i hiszpańskiej Granady. Na pewno się jeszcze nimi pochwalę. A co ciekawe przecież nawet nie wygrałam ;). Wracając jednak do Torunia i tej pocztówki. UWIELBIAM ją! To moja ulubiona z wydawnictwa akaroa, a muszę przyznać, że wszystkie ich pocztówki mi się podobają. Lubię ją tym bardziej, że sama miałam okazję trzy lata temu odwiedzić Toruń, przebyć most na Wiśle widoczny w tle. Jeśli dobrze pamiętam (checking, tak dobrze ;)) nosi on imię Józefa Piłsudskiego i ma 800 metrów długości. Przechodzi się przez niego idąc od strony Dworca PKP do centrum Torunia, bo są one położone po przeciwnych stronach Wisły. Do Torunia wybrałam się z koleżanką ze studiów - Julitą. Koleżanka pochodzi z Włocławka, a ja mam rodzinę w Kujawsko-Pomorskim, konkretnie w Kcyni, bliżej Bydgoszczy niż Torunia. Tak się jakoś złożyło, że postanowiłam odwiedzić miasto Kopernika, a że nie znam  go oczywiście napisałam sms do koleżanki, czy by mnie po nim nie oprowadziła. Ta zgodziła się chętnie, a nawet zaproponowała mi nocleg u siebie we Włocławku, więc zwiedziła także to miasto (o tym może kiedy indziej), wiec już następnego dnia wsiadłam w pociąg do Torunia. Zwiedzanie rozpoczęłyśmy od widocznego na zdjęciu Bulwaru Filadelfijskiego. Pamiętam, że szerokość Wisły zrobiła na mnie niemałe wrażenie, bo z reguły jeśli widywałam królową naszych rzek, to albo w Wiśle/okolicach, gdzie jest jeszcze niewiele szersza od strumienia, w Krakowie, tudzież w okolicach Tarnowa. Fakt, kiedyś nawet miałam okazję przejeżdżać przez zaporę wodną we Włocławku. Jednak szybko jadącym samochodem szerokość Wisły pokonało się w mniej niż pół minuty, a gdy się szło przez most w Toruniu... to dopiero wtedy Wisła robi naprawdę ogromne wrażenie.  Zresztą widok Starego Miasta z Mostu równiez robi wrażenie, o proszę:



Następnie koleżanka oprowadziła mnie po Starym Mieście.  Pokazała mi Dom Kopernika, Gotyckie kościoły, w tym katedrę Janów, oba Rynki - Nowo i Staromiejski, Mury Miejskie, Baszty - m.in. Koci Łeb. Zwiedziłyśmy także zamek a raczej ruiny zamku krzyżackiego, gdzie złapała nas totalna głupawa na widok którejś zbroi, która wyglądała prześmiesznie. Na murach miejskich zresztą, w pobliżu Krzywej Wieży siedziałyśmy sobie i zajadałyśmy zapiekankami, bo chodzenia było nie mało ;). Muszę przyznać, że Toruń mi się wyjątkowo podobał. Przepiękne miasto z przepiękną architekturą. Byłam nim zachwycona i kilkakrotnie potrącałam ludzi na ulicy, bo chodziłam gapiąc się w górę na detale architektoniczne. Dobrze, że teren jest w większości zamknięty dla ruchu kołowego, więc nie skończyło się to dla mnie źle. Wtedy też sobie kupiłam na pamiątkę pocztówkę z Torunia. Dzisiaj się zastanawiam, co mnie podkusiło by kupić, takie multi! Oto ono ;)


środa, 16 listopada 2011

41. Czechy - Praga

Ta kartka to chyba w związku z wczorajszym przeglądaniem pocztówek pod kątem mostów ;) Lubię pocztówki z mostami, wiaduktami, lubię jak wiadomo ładne single, a jeszcze bardziej lubię pocztówki z miejsc w których byłam. Jeśli jeszcze na dodatek jest to pocztówka UNESCO-wa, to już w ogóle pełen pakiet jak to mówił Osioł ze "Shreka" (latam, gadam, pełen serwis!). Pocztówka ta, której uroku zdjęcie niestety nie oddaje w pełni, jest moją jedyną pamiątką z rodzinnej wycieczki do Pragi, którą odbyłam na krótko przed moimi osiemnastymi urodzinami... więc już sześć lat temu. Własnych zdjęć, które byłyby dowodem na to, że jednak tam byłam, nie załączę, bo.... kilka dni przed wyjazdem moja ciotka robiąc mi  blond pasemka totalnie zniszczyła mi włosy. Zamiast włosów miałam siano koloru tlenionego blondu i na KAŻDYM zdjęciu z Pragi wyglądam jak kretyn. Nie przesadzam. Wyglądam jako tako tylko na zdjęciach, na których mnie nie ma ;P. Bardzo lubię tę pocztówkę. Pamiętam, że była droga jak diabli. Praga ogólnie mówiąc jest droga, pamiętam, że szczęki nam opadły, gdy w jakimś sklepie kuzynka zapłaciła za półlitrową wodę mineralną bodajże 40 koron. Pocztówka też kosztowała chyba z 25 (ponad 3 zł). Pewnie bym ich kupiła więcej, gdyby właśnie nie ta cena. Wprawdzie nie zbierałam wtedy pocztówek, a kupowałam je jako pamiątki z wyjazdu, ale pamiętam, że piękne były, więc możliwe, że kupiłabym więcej, ale nie chciałam rodziców naciągać, a wtedy jeszcze nie miałam za bardzo swoich pieniędzy.Wysłaliśmy też jedną  z nich moim dziadkom (gdzie ona teraz jest :P). Dziwne jest tylko to, że nie wybrałam sobie jakiegoś multi... może nie było? Bo ja wtedy stanowczo wolałam multi niż single, twierdząc, że multi pokazuje więcej. No pewnie, że więcej, ale single pokazuje ładniej ;)  Chyba więc po prostu brakowi multi na stojaczkach zawdzięczam tę pocztówkę.
Jak widać przedstawia ona mosty na Veltavie. Na Moście Karola moja rodzinka ma jedno z ostatnich rodzinnych zdjęć. Później Mama zaczęła strzelać fochy na zdjęcia, twierdząc, że jest stara, gruba, ma krzywe zęby, niefotogeniczna, itp, itd. aż do znudzenia.  Pamiętam też, że okazało się, że my z Mamą mamy lepszą orientację w mieście niż mój Tato (a on zawsze się chwalił, że nigdy się nie zgubił :P). Tak nas bowiem zaczął prowadzić do samochodu, że wyszlibyśmy pewnie gdzieś  znowu na Złotej Uliczce  podczas gdy samochód mieliśmy po przeciwnej stronie rzeki. Oczywiście zwiedziliśmy też Hradczany i odwiedziliśmy Bramę Prochową. Ogółem mówiąc, łażenia było tyle i wrażeń tyle, że nogi bolały łazić, ale wracać też się nie chciało. Piękna jest Praga. Oto dowód! Zdjęcie zrobione własnoręcznie (tudzież własnoaparatnie, jak wolicie).



A tak w ogóle. Wspominałam, że tego samego dnia zwiedziliśmy "na szybko" Goerlitz niemieckie? Tato wybrał jakąś dziwną trasę z tego Kożuchowa. Z Goerlitz niestety kartki nie mam, pewnie nie było stojaczków, a niemieckiego  to ja nicht fersztejn, ani tym bardziej nie szprecham, bym mogła zapytać ;)

poniedziałek, 14 listopada 2011

40. Litwa - Wilno

Dzisiaj przyszła pora na zaprezentowanie jednego z moich pierwszych offów, który co widać na kartce przywędrował do mnie ze stolicy Litwy.  Na szczycie baszty widać zresztą powiewającą flagę litewską., która, jak się doczytałam pojawiła się tam dopiero w 1990 roku. Baszta ta, nazywana Baszta/Wieżą Giedymina jest doskonałym punktem widokowym, z którego doskonale widać panoramę Wilna. Nadawczyni - Renata, pisała, że jeśli już odwiedza się Wilno, to ta baszta powinna być obowiązkowym punktem wycieczki, gdyż znikąd nie ma tak zapierającego dech widoku na panoramę miasta jak stamtąd. Jest to baszta zachodnia nie istniejącego już Zamku Górnego w Wilnie, który wzniesiono w stylu gotyckim na Górze Zamkowej w 1409, za panowania Witolda. Zamek murowany, z trzema basztami, zastąpił drewnianą warownię, która istniała już w XIV wieku za panowania Giedymina, od którego baszta wzięła nazwę.W roku 1419 zamek spłonął, lecz został odbudowany. Od czasów Aleksandra Jagiellończyka w Zamku Górnym mieściła się ludwisarnia, a w lochach więzienie. Zamek miał niezwykle długą i interesującą historię. Z ciekawostek: w muzeum, które dziś funkcjonuje w Baszcie Giedymina można obejrzeć schemat bitwy pod Grunwaldem oraz popiersie brata księcia Jagiełly - Witolda.

środa, 9 listopada 2011

39. Polska - Warszawa



Pocztówka, którą dzisiaj wyjęłam ze skrzynki skłoniła mnie do stworzenia nowej etykietki na blogu - "postcrossing meet-ups", bo to już szósta moja kartka z jakichś postcrossingowych spotkań. Na tej podpisali się uczestnicy spotkania warszawskiego, które odbyło się piątego listopada, a przesłał mi ją Andrzej ;). Nie spodziewałam się jej, więc tym bardziej się ucieszyłam, gdy się okazało, że nie dość, że o mnie ktoś pamiętał, to jeszcze dostałam fava;) W dodatku jest to moja pierwsza kartka z Warszawy z standardowym rozmiarze! Już trochę sobie żartowałam, że Warszawa nawet na kartkach musi podkreślić, że jest stolicą i ma wielkościowe zapędy, bo wszystkie jakie dotąd stamtąd otrzymywałam, lub jakie chociaż widziałam, były przynajmniej kilka cm większe od standardowych. A tu proszę, jednak istnieją klasyczne warszawskie pocztówki ;) W dodatku bardzo ładne. Fotografia przedstawia fragment Archikatedry Św. Jana Chrzciciela przy ul. Świętojańskiej, jednej z najstarszych ulic Warszawy.

poniedziałek, 7 listopada 2011

38. Polska - Polana Strążyska

Jakim sposobem tej pocztówki jeszcze tu nie ma? Fakt, jestem leniwa i nie mam takiej samodyscypliny by regularnie pisać bloga. W końcu to ma być dla przyjemności, a nie z przymusu, dlatego nie zaprzątam sobie tutaj głowy pocztówkami, które są co najwyżej średnio urodziwe, zamieszczam tylko przynajmniej ładne. A ta przecież należy do mojej ukochanej serii. A mogę nawet śmiało stwierdzić, że ta jest nawet jedną z najładniejszych z całej serii. W tej chwili mam trzy pocztówki "Limbowe". A całe te moje szaleństwo na ich punkcie zaczęło się od otrzymania tej pocztówki z Doliny Pięciu Stawów Spiskich. Od tamtego czasu próbuję zdobyć ich jak najwięcej. Zadałam sobie nawet trud odszukania z odmętów Internetu jak największej ilości skanów pocztówek "Limbowych". Przyda się przy składaniu zamówienia, za które zabrać się nie umiem, nawet nie z lenistwa czy braku czasu. Po prostu jestem zbyt spłukana na jakiekolwiek zamówienia. Dlatego wyjątkowo się ucieszyłam z wymiany z Mikisem. W zamian za Bielskiego Reksia otrzymałam Polanę Stążyska. Jest to polana znajdująca się ok. 4,5 km od wylotu Doliny Strążyskiej. Niegdyś była koszona i wypasana, wraz z Halą Białe i Halą Kalatówki wchodziła w skład zbiorczej Hali Giewont .W 1955 miała powierzchnię ok. 4 ha, ale w 2004 w wyniku zarośnięcia jej powierzchnia zmniejszyła się o ok. 43%. Do dzisiaj wiele świadczy o tym, że kiedyś prowadzono tu życie pasterskie. Dzisiaj Polana jest skrzyżowaniem szlakiem turystyczny. Mieści się tu bufet oraz punkt TOPR. Niedaleko Polany Strążyskiej znajduje się słynny wodospad Siklawica