Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 27 grudnia 2011

49. Netherlands - Zwolle


A oto mój ostatni off. Pewnie spora część postcrosserów uznałaby go za brzydki. Tym bardziej, że to przecież Holandia, kraj z którego pocztówki przestają cieszyć po kilku tygodniach/miesiącach uczestniczenia w wymianie pocztówek przez PC. Może i rzeczywiście widziałam pocztówki o wiele ładniejsze, a w dodatku, powiedzmy sobie szczerze, mając offy z zaledwie 15 stu krajów (na 31 pocztówek otrzymanych, matematyka jest prosta, ponad połowa to powtórki krajów), liczyłam na coś nowego. Ostatnio nowy kraj - Hong Kong przywędrował do mnie 15-stego listopada, więc naprawdę kolejna Holandia nie jest szczytem marzeń. Kiedy jednak porównałam tę pocztówkę z innymi jakie otrzymałam z tego kraju, stwierdziłam, że nie jest źle, bo: 
1) nie jest  handmade, których nie znoszę, po 2) nie jest to śmieciowa reklamówka, taka jaka np. ta, która od miesiąca leży sobie u mnie gdzieś na półce - zwykły folder reklamowy przysłany w kopercie, bez numeru ID, po 3) nie jest to też dubel! po 4) nie jest to  także jakaś stara, wyblakła, wygnieciona pocztówka, ewidentnie świadcząca o tym, że komuś zalegała w szafie.  Wszystkie powyższe miałam wątpliwą przyjemność otrzymać właśnie z Holandii. Wreszcie: po 5) było nie było jest to WIDOKÓWKA, a naprawdę to nie jest tak oczywiste dostać z Holandii kartkę z widoczkiem, nawet multi, chociaż prosisz po prostu o wysłanie jakiejś kartki z miejsca gdzie mieszka adresat/z państwa z którego pochodzi. A zatem, pomimo, że to multiview, śmiem sądzić, że to jedna z najładniejszych i najfajniejszych pocztówek holenderskich, jaką dostałam, tym bardziej, że jest w standardowym rozmiarze, a adresatka w dodatku napisała mi kilka słów o swoim mieście - widocznym na pocztówce Zwolle. Jest to miasto w północno-wschodniej Holandii, nad rzeką IJssel, w pobliżu jej ujścia do zbiornika IJsselmeer, ośrodek administracyjny prowincji Overijssel. Około 99 tys. mieszkańców. Jak pisze adresatka - Gonny, jest to stare miasto, ostało się w nim sporo zabytków, widocznych na zdjęciach. Centrum miasta otacza stary kamienny mur, który często służy za miejsce przechadzek i spacerów mieszkańców. Jak widać znajdują się tu także stare zabytkowe kościoły... adresatka wspomina także coś o jakichś tarasach, cokolwiek ma na myśli, ja nie bardzo wiem ;)

niedziela, 18 grudnia 2011

48. Niemcy - Berlin - Brama Brandenburska

Co jest widoczne na pocztówce powyżej nie trzeba nikomu tłumaczyć. Sądzę, że niewiele jest takich osób, które nie kojarzą tego symbolu państwa niemieckiego, bo tym niewątpliwie dla Niemców jest Brama Brandenburska. Dokładnie mówiąc, budowla ta symbolizuje Pokój i Wolność.
Pocztówkę tę otrzymałam od Anusigd, około miesiąca temu. Właściwie powinnam chyba napisać, że otrzymałam ją od Ani i jej Mamy, gdyż to Ani Mama zakupiła ją w Berlinie, jako nagrodę loteryjną dla mnie. Żeby otrzymać pocztówkę należało zgadnąć do jakiego miasta na wycieczkę wybiera się Ani Mama. Strzeliłam, że Berlin, bo uznałam, że z Gdańska jest dość blisko do Berlina, że jest to idealne miejsce na jednodniową wycieczkę. W dodatku  jak się to mówi, najciemniej pod latarnią, często najtrudniej się wybrać tam, gdzie mamy dość blisko i to było kolejnym powodem wyboru tego właśnie miasta. Jak się okazało, mój strzał, pierwszy zresztą w całej loterii, okazał się jedynym trafnym i oto proszę, jakiś czas później do mojej skrzynki pocztowej zawitała to oto kartka.
Przyznaję, że nieco mnie ona zadziwiła. Zaskoczyło mnie to, że z tej perspektywy Brandenburg Tor nie wydaje się tak ogromna jak na większości pocztówek, zdjęć czy ujęć filmowych. Powiedziałabym nawet, że wprost przeciwnie, sprawia wrażenie niewielkiej. Wrażenie to, choć oczywiście to tylko zaburzenie perspektywy, pogłębia słup wody wyrzucany z fontanny, który jak się może wydawać, sięga do szczytu Bramy, aż do zwieńczającej ją Kwadrygi. Z rzeźbą tą zresztą wiąże się interesująca historia. Mianowicie, Po bitwie pod Jeną-Auerstedt Napoleon zabrał kwadrygę do Paryża, gdzie zamierzał ją umieścić na stałe, nie doszło jednak do tego z powodu obalenia dyktatora. Po zajęciu Paryża gen. Ernst von Pfuel został komendantem pruskiego sektora stolicy Francji. Jemu to właśnie zawdzięczają berlińczycy powrót Wiktorii na Bramę. W 1814 ludzie Blüchera zapakowali Kwadrygę w skrzynie i odesłali do Berlina, gdzie ją odrestaurowano.
A ja jeszcze na koniec dodam, że Brama Brandenburska mnie osobiście kojarzy się... z jednym z ostatnich odcinków "Czterech Pancernych i Psa". Pewnie pamiętacie, m.in. tę scenę? (jedyna z Bramą w tle, jaką znalazłam):



wtorek, 13 grudnia 2011

47. Polska - Moszna

Co tu dużo gadać. Powyższa pocztówka ewidentnie "zalatuje" photoshopem. Moim zdaniem jest podrasowana niczym Madonna przed sesją fotograficzną. Oczywiście zachody słońca nadają rożnym obiektom aurę tajemniczości i bardzo specyficzny charakter, sądzę jednak, że takie kolory nie są dziełem natury. Nie, żebym jakoś bardzo miała to za złe autorowi pocztówki/zdjęcia. Nie, ta pocztówka mi się bardzo podoba. I zdaję sobie sprawę, że po prostu twórca miał tu konkretny zamysł. Pocztówka miał być gotycka. Tak samo jak i widoczny na niej pałac. Efekt zamierzony udało się osiągnąć jak widać, nawet czcionka przypomina tę z plakatów horrorów osadzonych w realiach nawiedzonych zamczysk.
  Muszę przyznać, że gotyk i neogotyk to obok secesji mój ulubiony styl architektoniczny. Żałuję, że w moim rodzinnym mieście gotyku nie oświadczysz w ogóle, bo w średniowieczu Katowice porastały zapewne lasy, a neogotyku, też tyle co kot napłakał. Najbardziej w tym stylu podoba mi strzelistość, oraz duża ilość malowniczych wieżyczek, wyglądających równocześnie, dość paradoksalnie, na smukłe i masywne. Z gotykiem też kojarzy mi się jeden z moich ulubionych obrazów, który, co nie powinno dziwić, powstał w romantyzmie (epoka wielkich rewolucji często sięgała do motywów gotyckich, patrz np. "Katedra Marii Panny w Paryżu - Victora Hugo). Mam na myśli obraz Caspara Davida Friedricha  Opactwo w dąbrowie, na którym wśród konarów dębów i półmroku widać ruiny gotyckiego opactwa.
  Z czym jeszcze kojarzy mi się ta pocztówka? Z wycieczką, jaką odbyłam tam jeszcze podstawówce ze swoją klasą. Nawet nie potrafię dokładnie powiedzieć, w jakim roku to było, byłam chyba w 5-tej albo 6-stej klasie i miło to wspominam, szczególnie rozległy park okoliczny oraz interesujące wnętrza (oczywiście udostępniono nam tylko część pałacu, gdyż jest on siedzibą Centrum Terapii Nerwic). Pamiętam też chwyt marketingowy, jakim jest kościotrup w jednym z okien wieży. Oczywiście uraczono nas jakąś pseudolegendą związaną z powyższym kościotrupem. No cóż, miejsca takie jak stare zamczyska i  tzw. ,,psychiatryki "często są bogate w tajemnicze historie... a jeśli ich brak, to przecieś można zmyślić, nie?
   Trzecie, po gotyku i wycieczką skojarzenie z tą kartką, to moja praca magisterska, którą obroniłam w czerwcu. Pisałam o zjawisku obłędu. Stworzyłam także rozdział, który ostatecznie nie wszedł w skład pracy o funkcjonowaniu motywu szpitala psychiatrycznego w literaturze i kulturze masowej. Szukając informacji trafiłam także na stronę Pałacu w Mosznej.
   A na koniec dodam, ze pocztówkę otrzymałam od Anusiaka85 w zamian za kopertę wycofanych znaczków ;) Całkiem udana transakcja!

czwartek, 8 grudnia 2011

46.Polska - Morskie Oko

A oto moja najnowsza "zdobycz" Limbowa. Przywędrowała do mnie od Mishi nieco ponad tydzień temu i wprawiła mnie nastrój euforii :) Praktycznie mówiąc ją wycałowałam, kiedy ją zobaczyłam na stole wyciągniętą już ze skrzynki przez Mamę. To już czwarta do kolekcji pocztówka  z tej serii (tą z Zielonym Stawem Gąsienicowym jeszcze się na pewno pochwalę). O Morskim Oku tak naprawdę nie ma co pisać, znam niewiele osób, które tego Tatrzańskiego jeziorka nigdy nie widziały, choćby raz w życiu. Należą do nich m.in. moja Mama, bo ona gór nie lubi i nigdy nie była nawet w Zakopanem. W sumie jak tak pomyślę, to mój Brat chyba też nie był nad Morskim Okiem (nie wiem jak mój Tato, ale to jest "powsinoga", więc pewnie był). Ja odwiedziłam te piękne miejsce podczas wycieczki klasowej pod koniec gimnazjum. Jechało nas wtedy niewielu, rodzice albo decydowali się zapłacić za wycieczkę, albo za komers - bal pożegnalny. Mnie nauka i egzaminy poszły całkiem przyzwoicie, wiec w nagrodę dostałam oba - kasę na komers i wycieczkę. Mój Brat miał jechać na tę wycieczkę ze swoją klasą, cztery lata młodszą, w tym samym czasie (na szczęście mieli mieszkać w zupełnie innym domku), ale nie pojechał, bo narozrabiał i dostał karę. Najpierw pyskował do nauczycielki... a później prawie przyprawił wychowawczynię o zawał zerca próbując się wdrapać na Wieżę Spadochronową, w katowickim Parku Kościuszki. Dodam, że oczywiście, gdyby, którekolwiek dziecko złamało chociaż nogę pod opieką nauczycielki, to kobieta pewnie by miała przerąbane do dziś, więc nic dziwnego, że Brat z kolegami miał wezwanie na dywanik i karę w postaci wycofania się przez Mamę z  jego wycieczki. Strasznie beczał, ale Mama była nieugięta i w końcu nie pojechał, choć było zapłacone. Muszę przyznać, że się wtedy ucieszyłam, że mi się żaden gówniarz nie będzie pałętał pod nogami na górskich szlakach. Ani też nie żebrał mi później nad Morskim Okiem: Laura? Kup coś do picia, bo ja swoje pieniądze straciłem na słodycze? Z nim tak zawsze było. Do dziś mu kupuję słodycze zresztą, wczoraj też dostał, na urodziny.

wtorek, 6 grudnia 2011

45. Spain - Grenada (Alhambra)

Powracając to tematu pocztówek UNESCO-wych. Oto jedna z moich ostatnich pocztówek z miejsc chronionych przez Organizację Narodów Zjednoczonych do Spraw Oświaty, Nauki i Kultury. Jestem w niej ZAKOCHANA! Nie tylko dlatego, że kartki z tej kategorii należą do moich ulubionych. Bardziej z powodu państwa z jakiego pochodzi! Hiszpania... ach Hiszpania. To moje europejskie podróżnicze marzenie numer 1 i podróżnicze światowe marzenie nr 2. Bardziej chciałabym zwiedzić tylko Machu Picchu. To chyba przez to, że dziecięce marzenia zostają w nas na długo. A zwłaszcza te kreowane przez bajki i baśnie! Może dlatego, że jako dziecko oglądałam bajkę o dzielnej siatkarce chciałam być zawsze siatkarką, a z powodu "Tajemnic złotych miast" zwiedzić Peru i te legendarne miasto Inków. O ile jednak z siatkówką musiałam się pożegnać z powodu mocno średniawego wzrostu (chociaż przez długi czas grałam amatorsko), to jednak z marzeniem o podróżu do Peru wciąz się nie pożegnałam. Jest to jednak jak wiadomo droga "impreza", toteż zamarzyłam sobie też coś bardziej przyziemnego - Hiszpanię! Nie wiem czemu to zawdzięczam, bynajmniej nie mitom o seksownych gorących Hiszpanach i słonecznym plażom, również nie hiszpańskim piłkarzom i euforii na nich. Bardziej chyba zawdzięczam to Zafonowi, który plastycznością swojego języka spowodował, że zapragnęłam odwiedzić Barcelonę. W dodatku Woody Allen utwierdził mnie w tym, że to miasto jest naprawdę piękne (dlatego, choć mnie ciągnie, by nie zaczerniać tego wizerunku, nieco wyidealizowanego, omijam szerokim łukiem "Bjutiful", bo ten film podobno pokazuje całkiem inne oblicze Barcelony).
  Kiedy zobaczyłam tę pocztówkę, wpisałam na listę must visit w Hiszpanii oprócz Barcelony i Madrytu właśnie Granadę. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że Półwysep Iberyjski pozostawał przez długi czas bastionem Arabów w Europie. Ba! Miałam nawet o tym wykład podczas kursu literatury arabskiej, mówiono mi o Granadzie, o tym, że padła w tym samym roku w jakim odkryto Amerykę  czyli 1492 - symbolicznym roku zakończeniu średniowiecza. Nigdy jednak nie przeglądałam choćby zdjęć tego miejsca, a przecież można ich znaleźć w Internecie setki. Dopiero kiedy otrzymałam pocztówkę od Magdali, przedstawiającą tzw. Dziedziniec Lwów - Patio de Tres Leones, zaczęłam szukać. Te miejsce jest przepiękne! Taki styk kulturowy, stylów i historii. Coś pięknego... muszę to zobaczyć.
   Btw. znowu się zabrałam do nauki hiszpańskiego ;) Śmiem jednak sądzić, że jak juz pojadę do Barcelony, to mi się to nie przyda :P Bo tam rządzi Catalan, a turystów władających koślawym kastylijskim się tam nie lubi. Hipokryzja! Może chociaż w Andaluzji kastylijski się przyda? ;)