Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 30 grudnia 2012

112. Estonia

Nie mogę nic wiecej napisać o tym co dokładnie znajduje się na powyższej pocztówce, bo po prostu nie wiem. Podejrzewam, że widoczne jest na niej wybrzeże Morza Bałtyckiego, a na górze chyba m.in. rekononstrukcja osady pierwotnych mieszkańców tego terenu - podobna pewnie do naszego Biskupina.
Estonia jest państwem małym nawet jak na standardy europejskie, gdzie przecież nawet naprawdę duże państwa takie jak Hiszpania czy Francja nie mogą sie równać z niektórymi tylko stanami USA. Estonia jest państwem niewielkim i także niewielu ma mieszkańców - nieco ponad milion i trzysta tysięcy, cóż dla porównania powiem, że całą konurbację śląską zamieszkuje około 2 milionów mieszkańców, a sama Warszawa liczy o jakieś pół miliona mieszkańców więcej niż cała Estonia. Moim zdaniem to nieco smutne, bo jakby nie było trwałość każdego narodu i tradycji zapewnia jego naród, a nieco pond milion wszystkich mieszkańców to przecież malutko i pewnie już z tego powodu dużo wspaniałych tradycji po prostu wymarło. A może się mylę? I tak niewielka ilość mieszkańców bardziej zacieśnia więzi? Musiałabym odwiedzić te małe państewko położone na ponad 1500 wyspach.  Sam Tallin - stolicę Estonii zamieszkuje blisko 1/4 mieszkańców kraju.
Co jeszcze? Dodam też, że kiedyś tereny Estonii należały do Rzeczposolitej Polskiej - jako tzw. Inflanty, a miastami partnerskimi dla Tallina są Gdańsk i Gdynia.
Kartkę tę jako offa przysłała mi Kairit, która rozpisała się tak, że aż miło, dzięki czemu tę pocztówkę bardzo lubię. Kairit pisze m.in. o tym, że chciałaby zwiedzić cały świat, ale i tak najbardziej kocha swój kraj, bo jest w nim mnóstwo pięknych miejsc  - i prawidłowo! Patriotyzm musi być!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

110. USA - Taos Pueblo



Tatuś wraca z zagranicy = świeża dostawa kartek. Zawsze mi jakieś przywiezie. Najczęściej kupuje je na targu staroci. Mój Tato jest uparciuch i można mu mówić, że wolę adresowana do mnie niż te z obiegu dziesiątki razy, ale on i tak mi kupuje, bo są tanie jak barszcz. Za euro - dwa przywozi mi ich czasem po 40. Niektóre są tak wyblakłe, że nic nie widac, inne z kolei są naprawdę fajne.
Ta właśnie należy do grona tych, które naprawdę mi się podobają. Czasem wśród wielu innych, które są średnio ciekawe trafiają się prawdziwe perełki, które naprawdę chętnie przygarniam. Pocztówka z Taos Pueblo od razu rzuciłą mi się w oczy - ,,na żywo" jest nawet nieco ładniejsza. Kiedy jeszcze szukając skanu w necie natrafiłam na informację, że jest to jest jedno z amerykańskich UNESCO, ucieszyłam się jeszcze bardziej.
Pueblo to po hiszpańsku wioska. Taos - to nazwa miasteczka w pobliżu której znajduje się ta starożytna osada. Leży ona  w stanie Nowy Meksyk i na listę UNESCO została wpisana m.in. ze względu na to, że zamieszkuje ją plemię indiańskie, które posługuje się językiem, który można by chyba nazwać endemitem - praktycznie mówiąc wymarłym, który również nosi nazwę Taos - mogę nawet przypuszczać, że nazwa okolicznego miasteczka wzięła nazwę od grupy Indian, posługującej się  tym językiem, a nie na odwrót. Teren Taos Pueblos to w zasasdzie ścisły rezerwat, który zamieszkują je potomkowie Indian, którzy prawdopodobnie przybyli na te tereny około 1000 lat temu. Na terenie tym znaleziono ślady kultury prekolumbijskiej.

wtorek, 11 grudnia 2012

109. Ukraina - Kijów



Tak proszę państwa, mam takie ,,szczęście" w losowaniach Totolotka - przepraszam, Postcrossingowej maszyny losującej, że nawet na Ukrainę musiałam się wymienić. Mogę więc w końcu oficjalnie ,,odhaczyć" na liście. Dotąd bowiem małam jedną kartkę, która tak naprawdę była z Ukrainy - przedstawiającą zamek w Podhorcach, która jednak przywędrowała do mnie z Mińska. Jak to mówią niektórzy: ni to wydra, ni to pies, nie wiadomo co to jest. Ani Białoruś, ani Ukraina.
Niedawno więc umówiłam się na wymianę z Viką - dziewczyną, a raczej młodą kobietą, która mieszka w Kijowie i pracuje jako pielęgniarka dla dzieci - szczerze podziwiam, ja od jakiegoś czsu przejęłam część obowiązków pielęgniarek w opiece nad Babcią, ale do opieki nad dziećmi bym się nie nadawała, bo by mi chyba serce pękło. Na pocztówce widzimy Pałac Maryńsk - jest to rezydencja barokowa położona na prawym brzegu Dniepru. W ciągu kilkuset lat budynek ten był różnie wykorzystywany, m.in. jako siedziba wojskowa. Dzisiaj należy do Kancelarii Prezeydenta Ukrainy.
Czyli to chyba tak odpowiednik naszego Białego Domu ;)|
Dodam jeszcze, że ta seria pocztówek należy do moich ulubionych z ukraińskich. Dzisiaj się przyjrzałam favom z Ukrainy i okazało się, że 3/4 mam właśnie z niej - w tym niektóre nawet po 2-3 razy favnięte ;) Tę też.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

108. Polska - Krasiczyn

                       


Posiadam tę pocztówkę już od roku. Wygrałam ją w konkursie Joasi (Joa), która już chyba nie uczestniczy w postcrossingu. Dzięki tej ślicznej kartce, będę ją jednak pamiętać, nawet jeśli już do całej zabawy nie wróci :) Nawet nie pamiętam jak ją wygrałam, może za pomocą starego dobrego radnomizera po prostu ;)
Krasiczyn to miejscowośc w województwie podkarpackim. Tak daleko na wschód się nigdy nie zapędzałam, na wschodzie byłam  tylko niedaleko Annopola w lubelskim, więc co oczywiste zamku nie zwiedziłam nigdy. Jak łatwo się domyślić nazwa miejscowości pochodzi od rodziny Krasickich. Wiąze się z tym jednak ciekawa historia. W 1525 roku wieś Śliwnicę czyli obecny Krasiczyn mieszczący się 10 km od Przemyśla przejął we władanie Jakub z Siecina i to on przekształcił dwór obronny w zamek. Jego synowie z kolei zaczęli się podpisywać jako Krasiccy od nazwy pobliskiej wsi - Krasice.
Zamek w Krasiczynie jest jednym z najlepiej zachowanych (fakt, faktem był odnawiany w ostatnim dziesięcioleciu)  przykładów architektury renesansowo - manierystycznej w Polsce i jednym z najładniejszych obiektów z tego okresu w Europie. Jest zbudowany z zachowaniem orientacji przestrzennej - to znaczy, że ściany budynku wyznaczają cztery kierunku świata, a cztery baszty - Boska, Papieska, Królewska i Szlachecka (Rycerska) stanowią jakby różę wiatrów. Dzisiaj częśc zamku można zwiedzić wraz z przewodnikiem, w innych jego częsciach usytuowano hotel i restaurację.
Tutaj można zobaczyć więcej zdjęć z tego wspaniałego zamku: klik

środa, 5 grudnia 2012

107. Portugalia - Porto


Jako, że dzięki swapowi z Manu obłowiłam się w prawie wszystkie UNESCO portugalskie, możecie się spodziewać notki poświęconej temu krajowi raz na jakiś czas. To w ogóle zabawne, że z Portugalgii mam prawie wszystkie UNESCO, a od ponad roku nie umiem uzbierać wszystkich polskich.  Nawet jeśli liczyć, że mam zaklepaną kartkę z Auschwitz Birkenau, a na Jawor właśnie się dogadałam z Klaudą (Get_me_out) i tak zostają mi jeszcze: Świdnica, Binarowa, Dębno Podhalańskie, Lipnica Murowana, Bilzne i Puszcza Białowieska. Całkiem sporo jak na to, że teoretycznie swój kraj powinno być najłatwiej odhaczyć ;) Nałjatwiej to mi chyba poszło z Macedonią za sprawą Agaty. Jedno Ohrid załatwiło całą sprawę.
A cóż o samym Porto? Niech skonam, jeśli wielu osobom nie kojarzy się ta nazwa z gatunkiem win. Cóż skojrzenie nie jest takie złe. I Porto miasto i porto wino mają coś wspólnego - rzekę Douro. Wino powstje w jej dorzeczach, a miasto leży nad jej ujściem do Oceanu Atlantyckiego. Poza tym porto wytwarza się w Vila Nova de Gaia - mieście położonym w rejonie Porto Wielkie, czyli tak jak jakby w aglomeracji miejskiej. Znajduje się ono po drugiej stronie rzeki i jeśli dobrze się orientuję to właśnie od strony tej miejscowości robione było zdjęcie użyte na pocztówce. Mamy zresztą na niej widoczny jeszcze jeden element związany z winem. Barki, którymi tradycyjnie spławiano beczki z winem. Widzimy też zabudowania nadrzecznej dzielnicy Ribeira (to chyba nie przypadek, że w Barcelonie nadmorska dzielnica też ma taką nazwę? - edit. ano nie, ribeira to po prostu brzeg).
Poza tym Porto jest bardzo starym miastem. Założyli je albo Celtowie albo Rzymianie. Nie wiadomo dokładnie kiedy, ale najstarsze wzmianki o nim pochodzą z V wieku, czyli czasów, kiedy nasz kraj porastała puszcza a zamieszkiwali go wyznawcy Światowida ;) Nazwa Porto nie jest zbyt oryginaln - po portugalsku to po prostu port.

piątek, 30 listopada 2012

106. Malezja - Putrajaya

                                     

Wczoraj był Hong Kong, dzisiaj kontynuujemy podróże po Azji i wędrujemy do Malezji, a to wszystko dzięki temu, że akurat dzisiaj dostarczono mi pocztówki, o których już praktycznie mówiąc prawie zpomniałam. Swapa umawiałam pod koniec września, jak widać stemple mają z pierwszej połowy października, szły więc półtorej miesiąca i mają pieczątkę Missent to... tylko gdzie, to nie wiem, bo tę część pieczątki na obu kartkach jest zamazana - może Tajlandia? ;) Może ktoś wie, któe państwo stempluje przesyłki za pomocą stempla z widokiem jakiegoś ptaka z nastroszonymi piórami?
To moje pierwsze pocztówki z Malezji, niby offa nie jest tak trudno dostać, ale chyba nie z moim szczęściej, więc wzięłam sprawy w swoje ręce i umówiłam wymianę. I tak oto po chyba trzech kwerendach kierowanych do Malajów, otrzymuję pięknę meczet w Putrajaya.
I muszę przyznać, że szczerze mnie on zaskoczył, bo wydawało mi się, że to stara budowla, a tu się okazuje, że jest o całe 12 lat młodsza ode mnie. Nawet jeśli licząc od daty rozpoczęcia budowy - 1997 roku, to i tak jestem starsza o całą dekadę (i nie wiem czy mnie to cieszy ;)). Jest to główny meczet Putrajaya. Znajduje się on nad sztucznym jeziorem Putrajaya, które ma zapewnić miastu chłodzenie, Malezja jest bowiem położona w klimacie upalnym. W pobliżu meczetu znajduje się też pałac prezydenta centrum administracyjnego kraju.
Bardzo ciekawa jest też nazwa tego regionu: Putra - to malajsku książę, a jaya - doskonałość lub sukces. Czyli co? Książęca doskonałość? ;)

czwartek, 29 listopada 2012

105. Hong Kong

                       

Skan pozwoliłam sobie podkraść z blogu Domixona. Ja osobiście skanera nie posiadam, a kiedy użyłam opcji wyszukiwania przez podobne obrazy (wcześniej posiadałam jakiejś kiepskiej jakości zdjęcie) znalazło mi właśnie bloga Dominika ;)
 Poprzedni mój poprzedni Hong Kong był w wersji dziennej i nieco bardziej romantycznej z UNESCO-wą Chińską Dżonką na pierwszym tle, teraz mamy opcję nightview i bardziej nowocześnie. Nie da się bowiem zaprzeczyć, że Honk Kong jest jednym z najnowocześniejszych obszarów świata, w mieście istnieje kilkadziesiąt uczelni kształcących na najbardziej współczesnych kierunkach. Dużo tu także instytów komputerowych, technologicznych itd - ogólnie mówiąc Hong Kong to potęga gospodarcza, z którą liczą się najwięksi, a ci, którzy chcą osiągnąć wiele za wzór rozwoju stawiają sobie m.in. te chińskie terytorium specjalne. Jednocześnie pod względem gospodarczym jest też Hong Kong najbardziej wolnym państwem świata - restrykcje gospodarcze są tam najmiejsze na świecie. Niższy wynik punktowy danego kraju oznacza większy zakres interwencji państwa w gospodarkę i mniejszą wolność gospodarczą. W 2012 roku Polska awansowała na miejsce 64 miejce z 179 roku tym samym plasujemy się grupie państw o umiarkowanej wolności gospodarczej. Z europejskich najlepiej w tej materii wypada Szwajcaria, a najgorzej Ukraina - jedno z ostatnich miejsc w rankingu, jedyne europejskie, które nie posiada wolności gospodarczej.
Czyli co w Hong Kongu panuje wolna amerykanka? Może to właśnie sposób na rozwó gospodarczy.

wtorek, 27 listopada 2012

104. Kanada - Toronto


Pocztówka ta to nieco spóźniony, ale jak najbardziej wspaniały prezent urodziny od Oli (Delenn Mir). Takie spóźnione prezenty najczęściej dostarczają dużo radości, bo już dawno zapominasz o tym, że miałaś urodzin, a tu proszę, bardzo ładne uśmiechowe Toronto. Na dodatek z fantastycznymi znaczkami z żółwiem Franklinem ;) Znaczki jakoś mnie szczególnie nie interesują, ale takie z kreskówek podobają mi się wyjątkowo.
W związku z kartkami z Kanady nasuwa mi się jedno pytanie, mianowicie takie czy oni tam nie mają standardowych kartek? Standardowych rozmiarami. Wszystkie jakie stamtąd posiadam (sztuk cztery na chwilę obecną) są rozmiaru nieco większego niż tradycjne. Zresztą 3 z nich z tej samej serii co ta - Postcard Factory.
Widoczna jest na niej słynna CN Tower. Pamiętam, że już blisko 15 lat temu koleżanka z klasy opwiadała mi (i pokazywała zdjęcia z tarasu widokowego) jak wielkie wrażenie robi taka wysokośc. Wtedy zresztą był to najwyżej położony punkt obserwacyjnych na świecie. Był nim tak w ogóle do 2007 roku, kiedy zbudowano Burdż Chalifa w Dubaju.  Ja osobiście lęku wysokości nie mam, a nawet lubię wysokość, więc bardzo chętnie wjechałabym tam na samą górę. Chętnie bym też posiedział w restauracji, która obraca się wokół osi wieży, no ale cóż na razie mogę sobie tylko pomarzyć i popatrzeć na widok wieży na pocztówce. Dodam jeszcze, że jest widok ze słynnych Toronto Islands.

poniedziałek, 19 listopada 2012

103. Łotwa - Ryga



Ryga - stolica Łotwy. Na tej pocztówce wygląda zjawisko, conajmniej jak Paryż (zwłaszcza ta wysoka wieża z iglicą w tle może się kojarzyć z Wieżą Eiffla) czy Sztokholm, a nie stolica niewielkiego państwa nad Bałtykiem. Może więc Polacy niepotrzebnie tak skrzętnie omijają te tereny planując swoje wypady turystyczne. Może nie? Szczerze? Kto był na wycieczce w Rydze, albo ją planował? Ja owszem, chętnie, jak bym miała okazję, ale prawdę mówiąc priorytetowo w grafiku mam inne miejsca (nie będę się już powtarzać, wszyscy już doskonale wiedzą jakie). Być może robię bardzo duży błąd, ale co ja poradzę, że jestem wyjątkowo mało odporna na hiszpański turystyczny PR. Trochę też mi widok ten przypomina Pragę, którą miałam okazję zwiedzić, zwłaszcza te mosty przypominają mi te na Wełtawie.
A sama kartka? Cóż, muszę przyznać, że pochodzi z nie do końca udanej wymiany z pewną Japonką, która aktualnie (może już zresztą nie, kartkę dostałam jakieś pół roku temu) mieszka/ła w Rydze. Dlaczego nieudana? Bo umówiłyśmy się na swapa na zasadzie; ja ślę jej 4 czyste, bo takie chciała, a ona mi cztery, ale zapisane. Owszem, kartki dostałam, wszystkie czyściutkie, bo ona takie lubi. Wrry, jak łatwo się domyślać, miałam ochotę jej odesłać je z powrotem, ale obawiałam się, że będę mocno stratan, bo jak znam życie nie domyśliłaby się/ nie zastosowałby się do prośby, by mi odesłać moje cztery cuda (m.in. ostatnie z Akaroy i Lipca), i byłabym stratna na dwóch wysyłkach do Łotwy i kartkach. Niechętnie więc przykleiłam znaczki, adresata z koperty na tę kartkę oraz dołączoną osobno karteczkę z wiadomości i tę traktuję jako ,,zapisaną", a pozostałe 3 mam, bo mam... ale mnie denerwuję. Bo są piękne i puste, nie niosą ze sobą absolutnie żadnej wiadomości, choćby głupiego ,,Hi, Greetings from Latvia".

102. Polska - Srebrna Góra

                         

Pocztówkę tę otrzymałam od Kolekcji, już w sumie nie za bardzo pamiętam za co ;) Chyba za kartkę ze Stadionem Narodowym. Moim zdaniem wymiana pierwszorzędna. Widoczna powyżej widokówka ze Srebrnej Góry należy bowiem do grona moich ulubionych w zbiorze. Jednym z powodów jest chyba to, że wprost uwielbiam różnego rodzaju zamki, twierdze itd. Nawet na moim chłopaku zrobiła ona wrażene i kiedy tylko ją zobaczył, oczy mu się zaświeciły i zapytał "No, to kiedy tam jedziemy?" Niestety się mocno zawiódł, kiedy mu powiedziałam, że Srebrna Góra leży w Dolnośląskim i to w okolicach Kłodzka. Według Google Maps zaledwie 220 km w jedną stronę, więc niestety, taka ot weeekendowa wycieczka chyba odpada, a szkoda.
Miałam w te wakacje odwiedzić Srebrną Górę z rodziną. Mieliśmy w planach zwiedzenie Książa, a później właśnie Srebrnej Góry, ale samo zwiedzanie Książa zajęło nam naprawdę sporo czasu, a jeszcze nim znaleźliśmy miejsce, w którym można było coś zjeść w Wałbrzychu minęła kolejna ponad godzina. Cóż jak się jedzie przez Wałbrzych od strony Książą, to okolica jest wybitnie nieciekawa, co by nie powiedzieć, że od tej strony miasto prezentuje się wyjątkowo żałośnie. Znalezienie restauracji w ogóle, nie tylko na naszą kieszeń graniczyło z cudem, więc kiedy w końcu zobaczyliśmy napis McDonald 3 km dalej, to wydaliśmy okrzyk radości jaki musi wydawać karawana na widok oazy na pustyni. Później jeszcze weszliśmy do  Lidla czy czegoś takiego, kupić prowiant na dalszą drogę, tam z kolei były jakieś problemy z kasami (kolejne 40 minut odpadło) i gdy po tym wszystkim Krzysiu Hołowczyc vel GPS powiedział nam, że do celu zostaje nam blisko 50 km i prawie półtorej godziny drogi (cóż, zawijasy, ograniczenia prędkośći), to moi zrezygnowali.
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. W zamian odwiedziliśmy nieco bliższą Głuszycę oraz kompleks podziemnych konstrukcji zbudowanych przez faszystów w okresie II wojny światowej w Osówce. Na to więc wygląda, że zwiedzanie jednego z największych fortów Europy, jest sprawą przyszłości.

czwartek, 8 listopada 2012

101. Hiszpania - Sevilla



Tę prześliczną pocztówkę, wraz z tą z Gibraltaru, którą prezentowałam już dawno temu klik oraz kilkoma innymi przywiózł mi Tato od znajomych Polaków, którzy imieszkają w Holandii i wybrali się na urlop na Półwysep Iberyjski. Trafiły mi się same śliczności z tego wyjazdu, ale Gibraltar i Sevilla to prawdziwe perełki. Widoczne na pocztówce miasto jest stolicą Andaluzji. Powstało prawdopodobnie w II wieku p.n.e i miało niezwykle bogatą historię - było podbijane m.in. przez Kartaginę i Fenicję. Zdobywał je też Cezaraz oraz Wizygoci i Wandalowie. Tutaj też działał jeden z pierwszych w Trybunałów Instytucyjnych. W czasie odrycia trzeciego świata i wypraw na inne kontynenty była jednym z trzech najliczniejszych miast świata.  W mieście tym można odnaleźć liczne ślady bogatej historii - m.in. wpływów arabskich, kolonializmu hiszpańskiego - np. konkwisty. Na pocztówce widać Alkazar w Sewilli - sławny pałac królewski, którego początki sięgają XI w., kiedy rezydowali tutaj przedstawiciele kalifatu kordobańskiego, rozbudowany w latach 1350-69 przez Piotra I Okrutnego w stylu mudejar - mieszace stylu islamskiego oraz chrześcijanskiego gotyku.  Późniejsi królowie kontynuowali rozbudowę, przystosowując rezydencję do własnych potrzeb. Tutaj podejmowano decyzje o wysłaniu ekspedycji, m.in. Ferdynanda Magellana, tutaj Krzysztof Kolumb został przyjęty przez Izabelę Kastylijską i Ferdynanda Aragońskiego po podróży do Ameryki. Jest to jeden z najbardziej znanych obektów UNESCO w Hiszpanii. 

100. Belgia - Walhain - St. Paul

                                   

Setna kartka miała być w jakiś sposób jubileuszowa, chciałam tu zaprezentować jakąś z nowego kraju, ale z tych, których jeszcze nie prezentowałam zostały mi chyba tylko Estonia i Łotwa, ale poniekąd los sam przyniósł rozwiązanie. W postaci nowego państwa... na moim wallu na profilu postcrossing. To bowiem moja pierwsza oficjalna Belgia. Powiedzmy sobie szczerze, że widziałam ładniejsze kartki, można by o wiele lepszą kartkę zrobić z widokiem na takie malownicze ruiny, a nie z jakimiś wysuszonymi badylami na pierwszym tle, ale też muszę docenić fakt, że nadawca przeczytał mój profil :) A mam w nim napisane, że lubię pocztówki z zamkami i ruinami. To co widzimy na kartce to ruiny w Walhain - jak napisał nadawca, pan Luc, geograficznego centrum Belgii. Tę samą nazwę nosi zamek, tu bowiem widać tylko kawałek wieży.

Walhain Zamek został zbudowany pod koniec 12 wieku. Duke starego księstwa Brabancji, Henryka I,który nakazał jego budowę na swoich granicach w obliczu roszczeń terytorialnych powiatu Namur. Duke zainstalowany rodzinę Walhain na zamku. To była rodzina małych lokalnych władców. Zamek pozostał własnością rodu Walhain aż do śmierci w 1304 Arnould V. W kolejnym okresie, od 1304 do 1430 był własnością kilku panów, którzy nie dbali o jego utrzymanie. Ten powolny upadek zamku został zatrzymany przez Antoine de Glimes którzy kupili zamek w 1430. Wtedy rozpoczął złoty okres dla zamku.

Gdyby ktoś chciał zobaczyć inne zdjęcia (nieco ładniejsze ;)) z tego miejsca, to zapraszam np. tutaj


środa, 31 października 2012

99. Polska - Ryn

                  

Tę oto piękną pocztówkę wyciągnęłam zaledwie przed godziną ze skrzynki. Otrzymałam ją od Klaudii ( Get) w ramach fav taka tudzież wish taga, bo ta konkretnie pocztówka widniała w moim folderze wish list ;) Jakoś wyjątkowo uwielbiam mazurskie pocztówki. Mam ich zafavowanych albo właśnie dodanych do folderu wish list całe mnóstwo. Nie wiem czy to zasługa dobrego fotografa czy nawet odpowiednich programów czy po prostu na Mazurach jest tak ładnie, ale zawsze na widok pocztówek mazurskich mam ochotę przenieśćsię nad jedno z tych jezior. Może też dlatego, że jestem typem człowieka, który ponad  góry stawia morza, jeziora itp krajobrazy. A może dlatego, że Mazury to obok Bieszczad moje polskie must visit.
Prawdę mówiąc już się obawiałam, że ta karta zaginęła, albo, że coś niedobrego dzieje się z moją pocztą, bo z 3-4 kartek, które miały być wysłane w tym samym czasie, dotarła tylko jedna (teraz już druga), ale wszystko się wyjaśniło. Niektóre kartki po prostu dłużej podróżują, ale na takie cudo można czekać naprawdę długo!

piątek, 26 października 2012

98. Portugalia - Evora



Miałam sobie zachować nowe państwo, a na dodatek UNESCO na jubileuszową setną kartkę, ale ja ostatnio piszę notki raz na tydzień, więc mam nadzieję, że do tego czasu coś dostanę ;) A nie umiałam się powstrzymać od pochwalenia się chociaż jedną z piętnastu kartek, które dzisiaj otrzymałam. Dlaczego akurat ta? Skoro dostałam wszystkie możliwe UNESCO poza parkiem archeologicznym w dolinie Coa? Powiem zupełnie szczerze.  Skanera nie mam, nie miałam czasu biawić się z robieniem fotem iphonem i przycinaniem ich (do tego zresztą jest potrzebne porządne oświetlenie, a ja wróciłam do domu, kiedy już ciemnawo było) i ograniczyłam się do wyszukania w necie dostępnych skanów. Kilka udało mi się zlokalizować, a z tych pięciu najładniejsza jest własnie pocztówka z Evory.
Historyczne centrum i zabytki tego miasta na liście UNESCO widnieją już od 1986 roku. Jest toni niewielkie (50 tys. mieszkańców) lecz bardzo bogate w zabytki miasto. Evora jest nazywana miastem - muzeum. Na pierwszym planie pocztówki jest widoczny fragment rzymskiej świątyni, najlepiej zachowanej świątyni na terenie Portugalii. Z kolei z czasów Maurów w Evorze zachował się pierwotny układ uliczek. W tle jak wnioskuję (choć pewności mieć nie mogę) widoczna jest katedra romańska, której budowę ukonczono w XII wieku i w której to słynny portugalski podróżnik Vasco da Gamma złożył śluby przed wyprawą do Indii. W Evorze znajduje się też słynna Kaplica Kości, w której ściany są zabudowane czaszkami ludzkimi.... Nie wiem czy chciałabym ją zwiedzić, wiem, że w Polsce też istnieje takie miejsce, ale jakoś niespecjalnie mnie to pociąga. Za to Evora jako taka, jak najbardziej!

piątek, 19 października 2012

97. Szwecja - Stockholm

                        

Dzisiaj na blogu moja druga w kolekcji Szwecja i jednocześnie drugi Stockholm czyli jednocześnie stolica tego skandynawskiego kraju. Kupiła ją dla mnie koleżanka z pracy mojej Mamy. Była tam na zawodach w tenisa stołowego. Cóż.. na to wygląda, że warto uprawiać sporty, by sobie zwiedzić pół świata. Szwecja nie jest moim szczególnym marzeniem nie ukrywam, że Stockholm bym zwiedziła niezwykle chętnie. Najlepiej jednak w lato, gdy pogoda jest taka, jaką uwieczniono na pocztówce, kiedy po zatoce i jeziorze na których powstało miasto pływają żaglówki i świeci słoneczko. Stockolm czyli stolica Szwecji jest położony w Dzisiaj na blogu moja druga w kolekcji Szwecja i jednocześnie drugi Stockholm czyli jednocześnie stolica tego skandynawskiego kraju. Kupiła ją dla mnie koleżanka z pracy mojej Mamy. Była tam na zawodach w tenisa stołowego. Cóż.. na to wygląda, że warto uprawiać sporty, by sobie zwiedzić pół świata. Szwecja nie jest moim szczególnym marzeniem nie ukrywam, że Stockholm bym zwiedziła niezwykle chętnie. Najlepiej jednak w lato, gdy pogoda jest taka, jaką uwieczniono na pocztówce, kiedy po zatoce i jeziorze na których powstało miasto pływają żaglówki i świeci słoneczko. Stockolm czyli stolica Szwecji jest położony w środkowej części na kraju na 14 wyspach, które są ze sobą połączone 53 mostami, oraz stałym lądem od strony Morza Bałyckiego. Dzięki temu położeniu, miasto te jest nazywane Wenecją Północy.
Ostatnio oglądałam Dziewczynę z tatuażem i muszę przyznać, że nie za bardzo przedstawiony tam obraz Szwecji zachęcił mnie do jej odwiedzenia, ale  ta pocztówka jest tak pogodna, że stanowi świetną reklamę tego miasta.


sobota, 13 października 2012

96. Hiszpania - Barcelona


Ta oto piękna i nastrojowa pocztówka dotarła do mnie ze stolicy Katalonii od  Agnieszki, która miała okazję tam mieszkać i której bloga podglądałam (i wciąż podglądam, choć już niestety już chyba nie będę mogła poczytać o życiu Barcelonie), by dowiedzieć się więcej o tym pięknym, starym mieście. Wspominałam już zaledwie kilkanaście razy, że Barcelona to jedno za moich absolutnych must visit i muszę się pochwalić, że jestem coraz bliżej realizacji tego marzenia. W nagrodę za skończone dwa kierunki, rodzice już mi zapowiedzieli, że fundują mi wycieczkę, wiadme co wybrałam ;) Mam zamiar jednak wynaleźć taką wycieczkę, bym przy okazji mogła zobaczyć też Paryż. Teraz jestem na etapie zbierania na ,,kieszonkowe" ^^ bo jak już pojechać, to przynajmniej poszaleć, a nie żałować sobie wszystkiego. Tak po prawdzie, to nie mam najmniejszego pojęcia czy Barcelona jest droga jak na polską kieszeń, jak narazie mam odłożone 200 euro, ale sądzę, że do wiosny przyszłego roku (bo mam zamiar jechać, kiedy jeszcze nie będzie tłumów turystów - na jakąs wycieczkę first minute), uzbieram tyle, ile to będzie konieczne :)
Za pocztówkę oczywiście bardzo dziękuję, sprawiła mi na tyle wielką radość, że już się jej nie spodziewałam, bo jak wyraziła się sama nadawczynie została wysłana z iście katalońskim opóźnieniem.  Opóźniona czy nie, ważne że jest! Na dodatek taka piękna.
Przedstawia ona jeden z bardziej rozpoznawalnych elementów dzielnicy gotyckiej - Barri Gottic (prawdę mówiąc tyle już się naczytałam o Barcelonie, że z miejsca rozpoznałam ;)) Carrer del Bisbe to jedna z najbardziej znanych i również najczęściej fotografowanych uliczek w Barcelonie. Swą sławę zawdzięcza m.in. temu, że jest jedną z najstarszych i najlepiej zachowanych, podążając wzdłuż niej, możemy poczuć klimat Barcelony z lat imerium rzymskiego, bo niektóre jej elementy zalicza się do fragmentów starożytnych fotyfikacji. Ten balkon mi się nie niesamowice podoba, obok secsesji najbardziej lubię gotyk właśnie.
Dodam jeszcze, że kartka przybyła w bardzo odpowiednim momencie, kiedy zaczytywałam się w Więźniu Nieba - Zafona. Na dodatek teraz jeszcze pożyczyłam dla Babci - Cień Wiatru (jeden z powodów dla których tak chcę tam pojechać) i na to wygląda, że przeczytam to trzeci raz ^^

czwartek, 11 października 2012

95. Polska - Czarny Staw pod Rysami

Coś mi wariuje blogspot i zaczynam tego posta już chyba trzeci raz. Za pierwszym razem był już całkiem skończony, ale go nie opublikowało. To dziwne, bo zdarzało mi się nawet, że mi laptop padał w czasie pisania notki, a gdy go znowu po kilku minutach, wracało do zapisanej wersji. Teraz znowu mi co chwilę wyrzuca jakieś ostrzeżenia ;/ 

Kartkę tę dostałam już dwa dni temu w ramach fav taga od Anki79. Jest to jak widać moje najnowsze cudeńko ,,Limbowe" dzięki któremu moja kolekcja liczy już 10 kartek zapisanych, a razem z tymi, które ktoś mi przywiózł czyste z Tatr już 14. Nie mam pojęcia najmniejszego jaki to jest procent całości, bo po prostu nie wiem ile jest wszystkich wzorów, nigdzie w necie nie ma katalogu wydawnictwa, ani maila, którego by państwo odebrali.. Mało tego, jak poprosiłam telefonicznie o adres mailowy i tak dostałam, ten który system mailowy zwraca mi jako nieistniejący..

Cóż, zatem zbieram sobie ,,Limby" powolutki, za to z ogromną radością reagując na kolejną zdobycz. Teraz oto mogę się cieszyć pocztówką przedstawiającą najbardziej znane obok Morskiego Oka i Giewontu obiekty w polskich Tatracg. Rysy i Czarny Staw. Niestety przyznaję, że nigdy nie byłam na Rysach, obawiam się zresztą, że mogłabym na nie wejść co najwyżej od strony słowackiej, podobno dużo łatwiejsze do zdobycia, bo z tą moją astmą... cóż sport wyczynowy nie wskazany. Ale może gdybym wcześniej trochę pochodziła po mniejszych górach, np. po Beskidach? Myślę, że dałabym radę :) W końcu jak dałam radę przejechać na rowerze jakieś 15 km w jedną stronę w upał by zdobyć pocztówki, to na Rysy też się kiedyś wdrapię!

poniedziałek, 1 października 2012

94. Liban - Bejrut


Chciałabym napisać, że kartka została do mnie wysłana z Bejrutu lub chociaż, że mi ją stamtąd ktoś przywiózł, ale niestety nie. Przywiózł mi ją Tato. Jak kilka innych cudeniek została adresowana do kobiety, u której pracował. Najwyraźniej pani ta dostaje sporo pocztówek, ale nie przywiązuje do nich większej wagi, bo większosć po jakimś czasi wyrzuca. Ta przy okazji remontu też miała iść na śmieci, zatem Tatuś stwierdził, że pewnie mi się spodoba. A jasne, podoba mi się, gdyby tylko była wypisana do mnie to skakałabym z radości, ale jak się nie ma co się lubi... Cóż nie wiem jak można wyrzucić taką piękna egzotyczną pocztówkę. Bejrut, Liban... sądzę, że na swoją przyjdzie mi dłuugo czekać, więc wrzucam tę tutaj, by wywołała wilka z lasu ;) Może a nuż, widelec... i za jakiś czas będę mogła się pochwalić swoją. O dziwo nikt tej pocztówki nie ograbił ze znaczków pocztowych. Najwyraźniej też poczta w Libanie jest baaardzo szybka (tudzież holenderska jest szybsza niż polska), bo kartka ma stempel z 5.09.2012, a już dwa tygodnie temu przywiózł mi ją Tata... co oznacza, że u odbiorczyni zdążyła przeleżakować góra kilka dni. To ile ona szła? 2-3 dni? Chciałabym by do nas takie egzotyki tak szybko dochodziły.
A sam Beirut?  (arab. بيروت, Bayrūt, fr. Beyrouth, gr. Berytos) Jest stolicą i największym miastem Libanu, co za tym idzie jest siedzibą władz tego państwa. Zamieszkuje go ponad 2 miliony mieszkańców, a tendencja jest wciąż wzwyżkowa. Znajdują się tu siedziby wielu banków oraz uczelni. Na pocztówce widoczny jest fragment centrum miasta. Nazwę miastu nadali Fenicjanie, a oznacza ono ,,źródła". Jest ono też bardzo stare było podbijane już w II wieku p.n.e

93. Szwajcaria - Ticino


                                                                                                   

Tę śliczną pocztówkę otrzymałam już rok temu od kuzynki chłopaka - Justyny. Mieszka ona na codzień w Szwajacarii. Nie jestem pewna gdzie dokładnie teraz, bo niedawno się przeprowadzali, ale jeszcze jakieś półtorej miesiąca temu mieszkali w Castione. Nazwa pobrzmiewa włoskim prawda? I słusznie, bo mieszkają oni we włoskim kantonie. Trochę dziwna ta Szwajcaria. Niewielkie państwo, niezależne, a zamieszkują je tak naprawdę potomkowie głównie trzech innych narodów: Włochów, Francuzów i Niemców i te też trzy jezyki obowiązują w Szwajcarii. Nie ma czegoś takiego jak język szwajcarski czy helwecki. W jednym z kantonów - gryzońskim (przezabawne tłumaczenie nazwy) obowiązuje też język ,,romansz" - retroromański. Ticino przedstawione na pocztówce również jest kantonem włoskim, na dodatek wysuniętym najdalej na południe ze wszystkch szwajcarskich. Jego stolicą jest Bellinzona - miasto znane z UNESCO-wych fortyfikacji. Na zdjęciach na pocztówce widoczki z Lugano, Morcote oraz widok ogólny na Bellinzonę. Kanton Ticino oprócz takich oto przepięknych widoków słynie także m.in. z Locarno, w którym to podpisywano w 1925 słynne traktary lokarniańskie, później ratyfikowane w Londynie.  W Locarno znajduje się m.in widoczny w prawym górnym rogu pocztówki kościół pielgrzymkowy - sanktuarium Madonna del Sasso. Z kolei w dolnym prawym dole zobaczyć można Ponte del Salti - most, powstały w XVII wieku, zbudowany z kamienia na miejscu rzymskiego mostu, prawie identycznego łączącego dwa brzegi rzeki Verzascę.
A tak już zupełnie na koniec, to powiem wam, że taki ze mnie głuptak, że na początku myślałam, że Saluti dal Ticino to cała nazwa ^^ geograficzna, dopiero później skojarzyłam Saluti dal z ,,pozdrowienia z" ;)

poniedziałek, 24 września 2012

92. Brazil - Rio de Janeiro


Widok, prezentuje powyższa pocztówka jest znany chyba wszystkim, nie tylko postcrosserom. Postać Jezusa górująca nad drugim co do większości miastem Brazylii (po Sao Paulo) jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych obiektów na ziemi. Jest też uważany za jeden ze współczesnych siedmiu cudów świata - co jednak według władz UNESCO jest kontrowersyjne, bo wynika z głosowania mieszkańców Brazylii i Rio (których jest przecież ponad 6 milionów) na statuę pod naciskami władz. Corcovado, to właśnie szczyt na którym wznosi się 38-metrowy pomnik Chrystusa Odkupieciela. Nie  jest to jednak jedyny szczyt w Rio. Jeszcze bardziej znanym wzgórzej jest Głowa Cukru -Pão de Açúcar.Samo Rio de Janeiro słynie nie tylko ze statui Jezusa Chrystusa. Miasto jest też znane z przepięknych, obleganych przez turystów plaż - m.in. słynnej Copacabany oraz odbywającego się zimią kolorowego karnawału. Czym jeszcze słynie Rio? Piłką nożną. To właśnie tutaj mieści się jeden z najbardziej znanych stadionów świata - Maracana. W ogóle powiedzmy sobie szczerze - Brazylia i Rio sportem stoi. Jeszcze kilka lat temu brazylijska reprezentacja w piłkę nożną była uznawana za potęgę, której teraz dorównuje tylko Hiszpania. Czasy te niestety minęły, ale nikt nie powiedział, że bezpowrotnie. Nie zdziwiłabym się, gdyby w 2014, kiedy Mundial odbędzie się własnie w Rio, Brazylijczycy pokazali swoją klasę jeszcze raz i udowodnili, że dalej potrafią grać w piłkę nożną. Deklasacja potęgi Hiszpanii pewnie nie będzie łatwa, ale kto wie... do Mundialu jeszcze dwa lata. Prócz Mundialu 2014 Rio de Janeiro zorganizuje też jeszcze kilka innych prestiżowych imprez  - nie tylko sportowych. W 2013 roku miasto będzie organizatorem Światowych Dni Młodzieży, a w 2016 gospodarzem XXI Letnich Igrzysk Olimpijskich.
A co jeszcze o samym Rio? Może tyle, że nazwa w dosłowym tłumaczeniu to: ,,rzeka styczniowa". W latach 1808 do 1821 było ono faktyczną stolicą Portugalii, a rok później w 1822 stało się stolicą niepodległej Brazylii by oddać tę funkcję w 1960 roku Brasilii, z czym wiele osób wciąż się nie zgadza.

środa, 19 września 2012

91. Macedonia - Ohrid

                      

Kartka od Pasażerki z jej wojaży po Bałkanach. Wojaży bardzo zazdroszczę muszę przyznać, jeszcze bardziej niż możliwośći kupowania takich cudenie. Ja z miejsc UNESCO-wych odwiedziłam ledwie kilka... ale już się rozglądam za wycieczką do Barcelony, więc nadrobię :)
Powyższa niepodzianka, którą czekała na mnie w domu i po powrocie z pierwszej części wakacji strasznie mnie ucieszyła, bo nie dość, że jest to pierwsza kartka z Bałkanów, po drugie pierwsza z Macedonii to po trzecie jest to pocztówka z obiektem UNESCO.
Klasztor przedstawiony na kartce to cerkiew ś. Zofii - w Ohrydzie - jednym z najstarszych i największych miast Macedonii. Pierwotnie była katedrą bułgarskich arcybiskupów Ohrydy. Zachowały się w niej freski z okresu średniowiecznego - z XI - XIII wieku. Wizerunek  klasztoru znajduje się na banknocie 100 denarów macedońskich. Warto jednak wspomnieć, że na listę UNESCO wpisano nie tylko najważniejsze zabytki, ale prawie całe miasto oraz widoczne w tle pocztówki Jezioro Ohrydzkie. Jest to zatem jedno z miejsc, któe zostało zaklasyfikowane na listę UNESCO jako dziedzictwo i kulturowe i przyrodnicze.
Co roku w Ochrydzie odbywa się letni festiwal teatralny Lato Ochrydzkie (lipiec-sierpień), festiwal folkloru bałkańskiego (czerwiec) i festiwal bałkańskiej muzyki ludowej (sierpień).

poniedziałek, 17 września 2012

90. Polska - Nysa cz.2



Ciąg dalszy miał nastąpić i następuje, a że z drobnymi opóźnieniem, to już inna historia.
 
 

Altana Eichendorffa
W poprzedniej notce pisałam głównie o fortach nyskich. Jednak nie tylko fortami Nysa stoi. Przed wyjazdem mieliśmy jakoś zarysowany plan zwiedzania, jednak już przy rejestracji w hotelu plan ten nam się bardziej wykrystalizowal.W recepcji bowiem mogliśmy sobie zabrać turystyczną mapę miasta z zaznaczonymi głównymi atrakcjami. Z niej to dowiedzieliśmy się o wartych odwiedzenia miejscach, głównie w obrębie starówki. Nie zaznaczono na niej jednak szlaku Eichendorfa - był to niemiecki romantyczny poeta, epigon, ktory spędził w Nysie ostatnie lata życia. Nysanie poświęcili mu jedną z ulic oraz utworzyli specjalną trasę turystyczną z nim powiązaną. Można na tej trasie zwiedzić dom poety oraz zobaczyć jegi popiersie, jego grób na tutejszym cmentarzu oraz miejsce, w które wybieraliśmy się z Dominikiem dopiero dzień przed wyjazdem - altanę Eichendorffa. Prawdę mówiąc spodziewałam się,  że   będzie to jakiś mały, nieciekawy balkonik. Jednak, kiedy już zwiedziliśmy prawie wszystko, a chcieliśmy się gdzieś jeszcze przejść wybralismy się na poszukiwanie altany. Szlak prowadził w las, później piął się pod stromą górkę kilkaset metrów. Nieco zmachani dotarliśmy w końcu na górę. Opłacało się jednak, bo okazało sie, ża ta altana to tak naprawdę sporych rozmiarów taras widokowy, z którego roztaczał się wspaniały widok zarówno na starówkę oraz katedrę widoczną na pocztówce jak i na Jezioro Nyskie oraz góry.  Aż pożałowaliśmy, że się nie wybraliśmy wcześniej.  Tak się tam zasiedziałam, że nie chciałam schodzić, widok po prostu fantastyczny! 
Nieco wyżej znalezione w necie zdjęcie altany najwyraźniej w okresie jesiennym, albo zimowym :)

 
Nad Jeziorem Nyskim z moim Gadem ;)
Przystojny Pan Wojak ;)
/
 
Jak się przyjrzycie to widać na zdjęciu  kawałek jeziora. Z altany był najlepszy widok na tę jego część, w której można się kąpać, z piaszczystą plażą... można kiedy nie ma wykwity rożnych paskudztw, ameb itd. Generalnie samo jeziora mnie mocno rozczarowało. Być może także dlatego, że kiedy się nad nie wybraliśmy, byla średnia pogoda i kiedy w końcu weszliśmy na wały otaczające zalew, to akurat się rozpadało, wiało, a na dodatek na długości kilometrów nie było ani fragmentu plaży jedynie zabetonowana niecka z niezbyt czystą wodą. No, ale jezioro było jedyną ,,atrakcją" jaka mnie zawiodła podczas całego. Najpierw się nadreptaliśmy mnóstwo kilometrów, by zmarznąć i zmoknąć nad jeziorem, w którym woda była zgniłozielona. Na dodatek wieczorem dosłyszeliśmy rozmowę tubylców, którzy kpili, że to co wszędzie jest nazywana sinicą, tutaj zwie się ładnie wodorostami... Cóż, może to i dobrze, że pogoda była marna i nie mieliśmy dostępu do plaży tylko do betonowej niecki, bo pewnie bym wlazła do tej paskudnej wody...
 Idąc nad jezioro minęliśmy też chyba najbardziej zadbany ze wszystkich fortów - Blockhaus, jest to fort wodny, otoczony fosą oraz parkiem, dzisiaj pełni chyba czasem funkcje muszli koncertowej, bo widziałam tam rozłożoną ,,scenę". Równie dobrze utrzymany jest usytuowany na obrzeżach Rynku Bastion św. Jadwigi. Pełnił on w swoim czasie funkcję więzienia i kazamatów albo funkcje obronne, jako jencowie byli tam przetrzymywani m.in.  znany polityk francuski Charles de Gaulle oraz markiz La Fayette. Dzisiaj w Bastionie św. Jadwigi mieści się tutejsze centrum kultury, odbywają sie tu rożne zajęcia oraz wydarzenia kulturalne, mieści się także kafejka oraz CIT. Z zewnątrz Bastion wygląda tak:

 W jego wnętrzu można znaleźć m.in. wystawę  mundurów wojskowych. Nie od dzisiaj wiadomo, że za mundurem panny sznurem, więc chyba nikogo nie dziwi, że jeden z tych panów, bardzo mi się spodobał? ;)  A na samym Rynku? Zbrakłoby mi miejsca do wrzucania tutaj zdjęć: zabytkowa wieża ziębicka, przepiękny eklektyczny budynek poczty (poniżej). Uliczki, w których balkoniki wyglądają jak małe dzieła sztuki. Ogromna bazylika, w której pomieszczenie na organy jest większy niż niektóre kapliczki wioskowe. Fontanna Trytona, zabytkowa Piękna studnia... Mnóstwo, mnóstwo zabytków, parczki, kościółki, gotyckie gmaszyska, klasycystyczne przysadziste budowle, wszystkie możliwe style! Poniżej zdjęcie poczty, która podobała mi się chyba najbardziej oraz katedry. 

           W zasadzie moglabym jeszcze długo, ale chyba bym was zanudziła :)

piątek, 7 września 2012

89. Polska - Nysa cz. 1

                        

Zbierałam, się zbierałam aż w końcu sie zebralam do napisania notki o Nysie. Oczywiście mogłabym tu wrzucić kilka info z Wikipedii i by było, ale po co, skoro mogę napisać trochę więcej na temat tego miasta, z którego wróciłam zaledwie 3 tygodnie temu? ;) Wybrałam się tam z Dominikiem, na tydzień w ramach naszych wspólnych wakacji. Miejsce wybraliśmy oboje: ja najpierw przeprowadziłam wstępny wybór po czym podesłałam mu do wyboru m.in. Nysę, Sandomierz, Dobczyce i jeszcze jakieś inne. Sandomierz odpadł, bo nie chciało nam się tłuc tam jakieś 6 godzin najmniej. Wyboru Nysy dokonał Dominik na podstawie wyników Google grafika ^^ i na podstawie wzmianki o fortach. Taaak, to jest najepszy sposób na wyciągnięcie mojego mężczyzny z domu - wspomnienie mu o militariach, schronach, bunkrach, fortach...
Nagrobek pary samobójców
Tak oto ósmego sierpnia zawitaliśmy do starego opolskiego miasta, jechało się krótko nieco ponad godzinę do samego Opola i mniej więcej tyle do Nysy - w sumie to z Katowic tylko 156 km. Hotel mieliśmy usytuowany w niewielkiem odległości od samego centrum i jakieś 3 km od jeziora, za to (no nie zgadniecie!) zaraz obok największego skupiska fortów zbudowanych głównie przez Austriaków. Wystarczyło wyjść poza teren hotelu i już znajdowałeś się w jak nam się wydawało parku, który tak naprawdę okazał się zniszczonym cmentarzyskiem garnizonowym z 1835, w którym walały się zabytkowe płyty nagrobne (i biegały myszki, ale niestety były płochliwe i nie dały sobie zrobić zdjęcia). Dzień przed wyjazdem Dominik doczytał się, że na cmentarzu wsród niewielu w pełni zachowanych płyt nagrobnych można znaleźć nagrobek... pary samobójcow. Jest z tym związana nieco smutna i romantyczna historia (przytaczam za stroną Opolskiego Towarzystwa Genealogicznego). Otóż tragiczna historia miała miejsce zaraz po zakończeniu I wojny światowej. Ona była 19-stoletnią dziewczyną  - nazywała się Edith Röslerm, jej narzeczony Johannes Wenzlik miał 23 lata i był oficerem w armii niemieckiej. Podczas działań wojennych został ciężko ranny w głowę, życiu uratowano mu wszczepiając mu w czaszkę metalową płytkę. Jednak to co go uratowało, sprawiało mu też ogromny ból, a na dodatek powodowało uporczywe zaniki pamięci. Młodzi odebrali sobie życie krótko po Nowym Roku 1919 roku i zostali pochowani we wspólnym grobie, który dzisiaj wygląda tak jak można zobaczyć na zjęciu powyżej.

W ogóle cmentarzysko te jest bogate w zabytki, niezwykle ciekawie piszą o nim tutaj.
No, ale przejdźmy nieco w głąb. Jakieś 100 metrów, może nawet nie poza cmentarzyskiem natrafiamy na Bramę Bastion Kaplicznego. Wystarczy pójśc na prawo, by zwiedzić jeszcze: Bastion Kapucyński Górny, Bastion Regulicki, Bastion Morawski, albo dojść do Fortu I (do którego my ostatecznie nie doszliśmy.  Na polach wokól tych fortów w miesiącach wakacyjnych od kilku lat odbywa się rekonstrukcja bitwy o Fort Nyski, która odbyła się w 1807. Niestety, a może i stety (bo byłby pewnie tłum turystów i ceny pewnie wzrastają), nie załapaliśmy się na to wydarzenie. Niemniej, forty sobie zwiedziliśmy. Najpierw szliśmy górą, a później zeszliśmy jakimś dzikim zejściem w dół, omal nie wybiliśmy zębów (a przynajmniej ja) i spłoszyliśmy żerującą tam sarenkę
(nic dziwnego, skoro wydałam radosny pisk na jej widok ^^)

(tak wyglądały wąwozy fortu z góry) A tak -> z dołu:

                         
 

Wieża Fortu Prusy
Najbardziej okazałym ze wszystkich fortów jest Fort Prusy, który ma kształt rozgwiady, jednak niestety nie udało nam się go zobaczyć, a właściwie zwiedzić jego wnętrza, mogliśmy zobaczyć tylko jego wewnętrzne mury, gdyż wysoka wieża strażnicza jest właśnie remontowana. W jego ścianach znajdują się obszerne kazamaty. Drogę prowadzącą do fortu zabezpieczał rawelin. Z jego korony można było także doskonale ostrzeliwać miasto, gdyby wpadło w ręce wroga. Samą bramę wiodąca do wnętrza Fortu Prusy broniła bezpośrednio znajdująca się obok niej kaponiera - takie coś podobne do bunkra. Wieża forteczna wygląda dzisiaj tak, i mają ją niedługo udostępnić zwiedzającym. Jeśli już kończymy wątek fortów, (bo Nysa nie tylko fortami słynie, ale o tym w następnej notce) to trzeba wspomnieć, że miejscowi traktują te zabytki... powiedziałabym, że oryginalnie. Niestety większość fortów (wyliczając Fort Blochaus Wodny, który znajduje się po drodze nad jezioro oraz stanowi chyba coś w rodzaju tutejszej.. muszli  koncertowej? jest zaniedbana. A przecież, gdyby o to zadbać, rozreklamować, to sądzę, że miasto zarabiałoby sporo na turystyce ,,militarnej". Wybraziłam sobie teaz paintball w fosa fortecznych ^^.  Część, która nie jest zaniedbana.. jest wykorzystana na.... na garaże. Tak, właśnie tak. Lansiarskie - garaż w XIX wiecznym forcie ;). Jako, że poszczególne pomieszczenia są dość niskie i często posiadały łukowate hm... okna, wykusze? mie wiem jak to nazwać, to sporą część wykorzystano do tego celu.  Sprytni ci Nysanie. Wygląda to przezabawnie, kiedy wspinasz się na całkiem wysokie ,,wzniesienie", które tak naprawdę nim nie jest, a tylko szczytem fortu, a tam widzisz garaże, które wyglądają trochę jak domki Hobbitów. Niestety nie widać tego dobrze na zdjęciach, bo jestem łajzą i usunęłam przypadkiem tę część materiałów z telefonu zostało mi tylko takie. A to z pewnością jest jeden z wyższych i mniej obrośniętych trawskiem okazów.



   Poza tym polecam wybrać się ,,na garaże", bo rozstacza się stamtąd świetny widok na starówkę Nysy oraz Przedgórze Sudeckie. (Na zdjęcie nie liczcie, telefony nie nadają się do robienia panoramek). Na część dalszą relacji zapraszam niedługo! :)

                                          



czwartek, 6 września 2012

88. Polska - Tropsztyn



  Trochę się ostatnio obijam z tym pisaniem notek, mam jeszcze tyle pięknych pocztówek do zaprezentowania! Dzisiaj nadszedł czas na pocztówkę z Tropsztyna. Dostałam ją od moich przesympatycznych sąsiadów mieszkających piętro pode mną. Sąsiadka podlewała nam w czasie naszego urlopu kwiaty i wyjmowała korespondencję ze skrzynki, a że w tym czasie doszło do mnie trochę pocztówek, zainteresowała się tym faktem. Wytłumaczyłam więc, że jest to spowodowane tym, że zbieram kartki co najwyraźniej zanotwała w pamięci, bo po moim powrocie z Nysy i powrocie sąsiadów z małych wakacji, pani sąsiadka zaczepiła mnie na schodach, mówiąc, że ma dla mnie kartkę. Trochę się tłumaczyła, że jest średnio ładna, ale innych nie było ^^. Tak, to jest ta niby średnio ładna kartka ;) Nie wiem jak Wam, ale mnie podoba się bardzo! Śliczne singleview z rzeką na pierwszym planie i zamkiem w tle, na dodatek na tyle pocztówki mam pieczątkę pamiątkową, więc jeszcze lepiej. Być może sąsiadka miała na myśli to, że papier z tyłu kartki jest nieco bardziej żółty niż standardowy, ale podejrzewam, że zrobiono go z papieru z recyklingu, a nie, że jest stara :) Chciałabym otrzymywać więcej takich ,,brzydkich" pocztówek.
    A sam Tropsztyn? Sądziłam, że jest to nazwa wsi, ale miejscowość, w której położony jest zamek nosi nazwę Tropie i leży nad widocznym na kartce Dunajcem. Tropsztyn to nazwa rekonstrukcji zamku widocznej w tyle. To co można dzisiaj oglądać to bowiem tylko odnowiony część oryginalnego zamku powstałego najprawdopodobniej w XIII wieku, z inicjatywy rodu Ośmiorogów.
  Z ciekawostek warto przytoczyć legendę, według której po śmierci inkaskiej księżniczki Uminy, która miała przywieźć do zamku w Czorsztynie pismo kipu, to właśnie w Tropsztynie schowano  skarby przywiezione z Ameryki Południowej. Jakoby schowano je w tunelu wykopanym pod Dunajcem i łączym zamek z sanktuarium w Tropiu, jednak nigdy nie udowodniono, by legenda była ta prawda. Nie udowodniono też, by była nieprawdą, więc jak ktoś ma ochotę zabawić się w Pana Samochodzika (choć jakoby Pan Samochodzik już odkrył Złoto Inków ;)) to łopaty w ręce!

piątek, 24 sierpnia 2012

87. Egipt - Giza

 
                       

Dzisiaj do mojej skrzynki zawitała słoneczna Afryka i spalone piaski Egiptu ;) Wprawdzie kartki przywiezione przez moją gimnazjalną katechetkę przyniosła mi Mama, ale najpierw zrobiła mnie w prysłowiowego konia. Weszła do kuchni i poinformowała mnie, że na dole w skrzynce są jakieś kartki, zdziwiło mnie to, bo już wcześniej wyciągnęłam pocztówkę z Opola, ale zeszłam na parter, gdzie w skrzynce czekały dwie kartki - jedna z piramidami w Gizie (nie ta, z wielbłądem) i druga z maską Tutenchamona. Od razu się domyśliłam, że kupiła ja pani Ania, a Mama dla żartu wrzuciła je do skrzynki, ale przez dłuższą chwilę wpierała mi, że najwyraźniej przywieźli mi je sąsiedzi, albo jeszcze jakiś inny święty Mikołaj, o którym nie wiemy. Nabrałam się, na jakąs minutę, do chwili, kiedy nie weszłam do pokoju, gdzie na kanapie, kiedy zeszłam na dół, Mama już rozłożyła pozostałe 8 kartek ;)Nie powiem, niespodzianka się udała. 10 prześlicznych kartek z Egiptu, w tym praktycznie mówiac prawie wszystkie UNESCO-we, pocztówkowy raj ;)
Obiektu na pocztówce chyba nie potrzeba nikomu przedstawiać, są to słynne piramidy w Gizie - w tle widać najwyższą - piramidę Cheopsa, jednak piramidy w Gizie to cały kompleks - obok tej najslynniejszej, stoi piramida Chefrena oraz nieco mniejsza: Mykerinosa. Cały kompleks obejmuje ponad 30 obiektów, w tym m.in. kamienne grobowce i kwatery budowniczych, któryś jak pamiętamy przy budowie tego monumentalnego grobowca zginęło tysiące. Na zwiedzenie wszystkiego trzeba sobie zarezerwować nieco czasu, a piramidy w Gizie - jeden z siedmiu cudów w świata są od lat tak oblegane, że trzeba się sporo odstać w samej kolejce po bilety.
A pan na przedzie? Też jest wszystkim znany, choćby z dramatu o Edypie, w który to Sfinks zadaje głównemu bohaterowi zagadkę i przepopwiada zabicie ojca. Z tą znaną postacią mityczną mam jeszcze taką pocztówkę.

                      


Ciekawa, choć mniej ładna (powiedzmy sobie szczerze) jest tez pocztówka przedstawiająca rekonstrukcję legendarnej Słonecznej  Barki.
  
                    


Jest to to jak można przeczytać na stronie poświęconej historii sztuki
Naturalnej wielkości łódź zbudowana (podobno) dla Cheopsa, następnie rozmontowana (1224 elementów) i pochowana w położonym obok piramidy tego faraona rowie (grobie), przykrytym 40-ma blokami skalnymi o wadze 17-20 ton każdy. Po jej odkryciu w 1954 r. łódź została zrekonstruowana i znajduje się w miejscowym muzeum. Ma ona 43 m długości, ok. 6 m szerokości i prawdopodobnie była symbolicznym statkiem, którym zmarły faraon miał pożeglować do boga słońca Ra. Łódź została wykonana niezwykle starannie i twierdzi się, że mogła pływać, jednak jej konstrukcja i technika wykonania wskazuje na to, że ani nie była przeznaczona do pływania ani się do tego nie nadawała. Wątpliwości budzi również datowanie łodzi, chociaż równie ostrożnie należy traktować argumenty za i przeciw. Ponieważ łódź była rekonstruowana przez wybitnych fachowców przez niemal 10 lat, można ją chyba traktować jako wierne odtworzenie oryginału.
Same cudności krótko mówiąc ;)

środa, 15 sierpnia 2012

86. Turcja - Pamukkale


Wróciłam z wakacji, pora więc na nowo rozpocząć blogowanie. A ta oto UNESCO-wa kartka jest świetnym powodem do powrotu na łono bloggera. Muszę przyznać, że sprawiła mi ogromną niespodziankę, zupełnie się jej bowiem nie spodziewałam. Gdy powróciłam w poniedziałek z Nysy i przeglądałam pocztówki, które przywieźli mi rodzice i kartki od naszych znajomych, na widok tej zdziwiłam się niepomiernie, bo z nikim nie umawiałam się na swapa z Turcji, ani też żaden off nie powinien do mnie wędrować. Okazało się, że to niespodzianka od Ani, tak po prostu, bo zbieram UNESCO-we pocztówki. Jeszcze raz bardzo dziękuję, zwłaszcza, że tym samym doczekałam się czterdziestego w mojej kolekcji kraju. Do pełnej czterdziestki UNESCO brakuje jeszcze dwóch obiektów, na to więc wygląda, że z krajami idzie mi szybciej niż z UNESCO ;) Bardzo powoli mi to idzie, ale za to mam ogromną radość, gdy już jakieś nowe UNESCO znajdzie się w moich łapkach ;).
A Pamukkale? Jest z pewnością znane wielu turystom z Polski, pamiętam, że kiedyś otrzymaliśmy stamtąd pocztówkę od brata mojego Taty, który wczasował się tam z żoną już blisko 20 lat temu. Widoczne na zdjęciu zapełnione wodą progi skalne wyglądają jakby powstały z wypełnionych wodą niecek lodowych, ale ta biel to wapń. To właśnie z tych ,,basenów" termalnych słynie ta jedna z najbardziej znanych miejscowości w Turcji. Leża ona na zboczach góry Cokelez. Jak twierdzi Wikipedia:

Wypływająca z gorących źródeł woda, bogata w związki wapnia i dwutlenek węgla, ochładzając się na powierzchni, wytrąca węglan wapnia, którego osady układają się w nacieki i stalaktyty. Na zboczu góry, wykorzystując nierówności terenu, powstają progi, półkoliste i eliptyczne baseny wody termalnej, ukształtowane w formie tarasów, oddzielone od siebie obłymi zaporami, po których spływa woda. Proces ten trwa nieprzerwanie od około 14 tysięcy lat. Twory te w czasach rzymskich nazywane zostały trawertynami. Władze tureckie objęły teren ochroną tworząc w tym miejscu Park Narodowy, który objęło swoim patronatem UNESCO, wpisując go na listę światowego dziedzictwa przyrodniczego. Park Narodowy utworzono w celu ochrony trawertynów. Pobudowane w górnej części zbocza hotele przyczyniły się do stopniowego wysychania źródeł wody termalnej i postępującej degradacji środowiska. W związku z tym władze tureckie nakazały zamknięcie hoteli a następnie ich rozebranie. Obecnie można oglądać ich pozostałości

 Na to więc wygląda, że mój wujek jako jeden z ostatnich załapał się na nocleg w hotelach położonych nad samymi źrodłami. Udało im się ;)

piątek, 27 lipca 2012

85. Polska/Niemcy - Zgorzelec/Gorlitz



Zgorzelec i łączące się z nim Gorlitz miałam okazję zwiedzić 7 lat temu, kiedy to na krótko przed moją osiemnastką wybraliśmy się z całą moją rodziną (+kuzynką) na zwiedzanie Pragi. Gdzie Zgorzelec, a gdzie Praga prawda? Z Katowic to faktycznie byłoby nie po drodze, ale jechaliśmy wtedy z Lubuskiego, w Zgorzelcu przekraczaliśmy granicę polsko-niemiecką i jeśli dobrze pamiętam przejechaliśmy przez kawałek Niemiec i tak trafiliśmy do Czech, ale mogę się mylić, możliwe, że rodzice specjalnie zjeżdżali trochę w bok, by zahaczyć o Zgorzelec i Gorlitz. Jako, że dopiero od roku byliśmy wtedy w Unii Europejskiej, to nikt jeszcze w Polsce nie marzył o strefie Schengen, toteż musieliśmy wyciągać paszporty do kontroli i to właśnie z tego przejścia na Nysie - naturalnej granicy państwa mam chyba ostatni stempel paszportowy (w ogóle mam już paszport nieaktualny od blisko 5 lat). Zgorzelec i Gorlitz kiedyś tworzyły jedno niemieckie miasto. Śmiem sądzić, że to dlatego Zgorzelec ma taką piękną architekturę, bo niewątpliwie ma. Nie wiem jak teraz, po tych siedmiu latach, ale niestety w 2005 polskie miasto znacznie odstawało od części niemieckiej. Nie chodzi mi nawet o urodę miast, bo oba są naprawdę ładne, z dużą ilością zabytków, ciekawostek architektonicznych, ale o to, że Zgorzelec był o wiele bardziej zaniedbany niż Gorlitz. Mam nadzieję, że wizerunek tego miasta uległ zmianie, bo jednak jest to miejscowość z potencjałem, a na dodatek robi przecież ,,pierwsze wrażenie" dla turystów z Zachodu. I powyższą pocztówkę i tę poniżej dostałam od Cioci, którą zaraziłam postcrossingiem, ale nie kolekcjonowaniem pocztówek, bo od zawsze zachowywała swoje pocztówki.


Tak po prawdzie to bardziej podoba mi się polska pocztówka. Szczególnie centralny obiekt na kartce - Miejski Dom Kultury - jest to monumentalna budowla w stylu neobarokowym oraz neoklasycystycznym, który ma dość ciekawą historię.  W zamyśle miał on być hołdem dla dwóch cesarzy niemieckich - Wilhelma i Fryderyka III. To właśnie tutaj podpisano tzw Układ Zgorzelecki dotyczący ustalenia granic państw na Odrze i Nysie Łużyckiej. A co jest widoczne na pocztówce niemieckiej? Fontannę na (rynku?), widok na rynek od strony południowej i najprawdopodobniej budynek poczty. (Niech żyje Google translator - w ogóle nie umiem niemieckiego!).

czwartek, 26 lipca 2012

84. USA - Los Angeles




Widzę, że nie tylko u mnie na blogu wakacyjny przestój, bo jak przejrzałam linki w swoich podglądanych, to rzadko gdzie posty są aktualne.  Przez ostatnie tygodnie odpoczywałam, nie miałam dostępu do Internetu, toteż i notek nie było. I bardzo mnie to cieszy, że mogłam odpocząć od tego zjadacza czasu. Jutro znów wybywam w Polskę, tym razem w łódzkie, a później na długo wyczekiwane wakacje z Dominikiem. Niestety większość zdjęć z ostatnich wojaży m.in. do Książa i do Osówki wciąż jest u brata na telefonie, więc notki o tych ciekawych miejscach muszą poczekać. Podobnie jak notka o Zielonej Górze, w której byłam już kilkanaście razy, ostatnio tydzień temu na meczu polskich siatkarzy walczących z Iranem w ramach X-tego Memoriału Huberta Wagnera i poprzedzającym starcie naszych złotych chłopaków pojedynku między Argentyną a Niemcami.
Właściwie nie ma się co rozpisywać o Los Angeles, bo każdy jakieś tam pojęcie o mieście aniołów ma. Zwłaszcza, że kilka miesięcy temuKarolina (Mishi) stworzyła notkę dokładnie na temat tej samej kartki. Zachęcam do przeczytania, ja nie będę się powtarzać, lepiej będzie jak napiszę coś na temat jakiejś innej pocztówki. Może tylko dodam, że mam ją od tego samego użytkownika, który po tym jak zafavowałam otrzymaną przez Karolinę kartkę zaproponował mi wymianę. Zgodziłam się, wszystko poszło szybko i sprawnie i jakieś 2 tygodnie później czekały w mojej skrzynce trzy kartki - ta, z Malibu i z Hawajów ;)

wtorek, 26 czerwca 2012

83. Australia - Brisbane

Dzisiaj czas na kolejne nowe państwo w mojej kolekcji. Jednocześnie też kolejny swap. Przybył do mnie niecałe dwa tygodnie temu od przemiłej Jemmy - Brytyjki mieszkającej aktualnie w Australii. Obawiałam się, że moja kartka na ten najmniejszy kontynent świata będzie szła całe wieki, jednak i moja i jej szły około półtorej - dwóch tygodni. Pocztówkę wybierałam sama i chociaż mogłam poprosić o jakieś single, to jednak zakochałam się w tym nocnym widoczku Brisbane. Jest to stolica stanu Queensland,  miasto te jest położone u ujścia rzeki o tej samej nazwie do zatoki Moreton. Jest jednym z największych miast Australii. Dziś zamieszkuje je ponad 2 miliony mieszkańców - głównie białych potomków Europejczyków kolonizujących kontynent, jednak przed ich przybyciem okolice te zajmowały głównie  aborygeńskie plemiona Turrbal i Jagera. Nazywali oni ten obszar Mian-jin, tzn. "miejsce o kształcie kolca. O ile dobrze rozpoznaję, to na trzecim z obrazków widoczny jest tzw "Story Bridge" rozciągający się między północną i południową częścią Brisbane. Most łączy też Kangaroo Point (przeurocza miasta peryferii!) oraz Fortitude Valey jest zatem bardzo ważnym węzłem komunikacyjnym. Podobnie jak Golden Gate jest on jednym z ,,ulubionych" miejsc samobójców, toteż władze miasta rozważają uruchomienie na nim sieci telefonicznej (budek telefonicznych?), które miałyby szybko zapobiec ewentualnym skokom z mostu. Mostowi nadano imię Johna Douglasa Story'ego, który był znanym urzędnikiem i radnym działającym na rzecz rozwoju miasta w latach 20. i 30. XX wieku.
A tak poza tym muszę przyznać, że bardzo miło mi się korespondowało z nadawczynią, pisała m.in. o tym, że bardzo by chciała odwiedzić Polskę, bo ma do naszego kraju duży szacunek ze względu na historię rodzinną - jej dziadek był więźniem wojennym w obozie w Toruniu. Poza tym lubi też żużel. Sądzę, że Australii nie jest to popularny sport, w przeciwieństwie do jej rodzinnej Anglii ;)

czwartek, 21 czerwca 2012

82. Indonezja - Jakarta


Ostatnimi czasy w mojej skrzynce zrobiło się nieco bardziej kolorowo. Głównie za sprawą swapów, na które zaczęłam się umawiać nieco już zdegustowana tym, że ostatnie nowe ID dostałam gdzieś w styczniu - lutym, a przy 50 kartkach, naprawdę nie jest trudno wylosować coś nowego.... no przynajmniej taką do niedawna miałam nadzieję. Pożegnałam ją jednak i stwierdziłam, że jak będę czekać aż mnie wylosują komuś choćby z Australii, to się nie doczekam i poumawiałam się na kilka swapów. Z dziewczyną z Indonezji zgadałam się już chyba pod koniec marca, albo najmniej na początku kwietnia. Kartkę od niej dostałam przedwczoraj. Trzeba przyznać, że się wycwaniła i poczekała aż kartka ode mnie dotrze do niej, a że szła aż do końca maja, to o dopiero wtedy posłała swoją. Nie mam jej tego za złe, bo w końcu to ja prosiłam o wymianę, a być może w Indonezji usługi pocztowe są drogie, a może też nacięła się już na kogoś. Długo to trwało, ale jak widać kartka z Indonezji w końcu do mnie zawitała.
Pocztówka przedstawia Jakartę - stolicę państwa nocną porą. Od razu rzuca się w oczy wysoki obelisk z płonącym światłem u szczytu. Jest to, jak informuje podpis pod kartką - pomnik symbolizujący wolność i wyzwolenie się mieszkańców Indonezji spod władzy holenderskiej. Monument mierzy 132 metry. Jego budowę rozpoczęto w 196 roku. Przez miejscowych jest w on w skrócie nazywany "monas". W tym co z dala wydaje się podstawą monumentu mieści się dzisiaj ,,sala niepodległości" - pełniąca funkcję muzeum - sali pamięci o historii narodu, wypełniona jest ona różnymi eksponatami i ozdobiona reliefami o tematyce historycznej. Na wysokości 115 metrów, jest umieszczona obręcz, pełniąca też funkcję platformy widokowej.
Poza tym dowiedziałam się, że po malajsku stare miasto to ,,koeta lana" (choć Google zapisuje to jako Kota lama - brzmi bardziej idiotycznie) i że budynki w holenderskim stylu kolonialnym wciąż przyciągają do Jakarty turystów. A poza tym, jak by wam kiedyś jakiś Malaj powiedział/napisał: Salam Kanal, to znaczy to samo co "miło cię poznać" ;) Nie ma to jak mini kurs języka malajskiego ;)

poniedziałek, 18 czerwca 2012

81. Gibralatar - Gibralatar rock



Dzisiaj trochę nietypowo. Nietypowo, bo kartka, którą przedstawiam nie jest zapisana, nie otrzymałam jej za pośrednictwem poczty, ale jest jak najbardziej moja i jak najbardziej gibraltarska. Przywiózł mi ją ze sobą Tato, a jemu z kolei dla mnie przekazali jego pewni znajomi Polacy, mieszkający w holenderskiej Bredzie. Jakiś czas temu młode małżeństwo wraz z córeczką wybierało się na Półwysep Iberyjski,  toteż mój Tato pamiętając o pasji córeczki poprosił o kupienie mi jednej kartki, za co oczywiście miał zamiar oddać pieniądze. Mili państwo pocztówkę kupili, a właściwie nawet pocztówek sztuk 7 i w ogóle nie chcieli słyszeć o oddawaniu pieniędzy, więc jakby tak jakimś cudem to kiedyś czytali, to bardzo dziękuję. Pocztówki są fantastyczne, cztery z Andaluzji, jedna z tej samej serii co powyższa z przepięknym nocnym widokiem na Sevillę i jedna z portugalskiego Algarve. Jak łatwo się domyślić, na ich widok zaczęłam piszczeć radośnie niczym nastolatka.
Co przedstawia powyższa kartka, chyba nie muszę mówić, dobrze znaną Skałę Gibraltarską  w Górach Betyckich. Leży ona na terytorium maleńskiego państewka - Gibraltaru, o które toczą się spory m.in. między Hiszpanami i Brytyjczykami, to bowiem do korony angielskiej należy teoretycznie Gibraltar jako zamorskie terytorium zależne. Skałę tę wraz z marokańskim ( a właściwie leżącym na terenie hiszpańskiej enklawy na terenie Maroko - Ceuty) Abyle  w starożytności nosiły nazwę Maczug Herkulesa wyznaczały bowiem kres znanego świata. Nie będę was zanudzać informacjami z Wikipedii na temat półwyspu, kto chce ten doczyta sam, może tylko wspomnę, że zajmuje go około 28 tys mieszkańców, przy czym mam na myśli tylko ludzi oczywiście. Inną znaną grupą mieszkańców Gibralataru są magoty - niewielkie małpki - makaki - jedyne żyjące dziko w Europie, jednak też ich populacja jest sztucznie podtrzymywana, dzisiaj na Skale Gibraltarskiej żyje ich ok. 230 osobników w pięciu odrębnych stadach; większość z nich zamieszkuje rezerwat przyrody znajdujący się w górnych partiach Skały. Wizerunek tych sympatycznych zwierzątek uwieczniono na tyle tej pięknej pocztówki:


                
                       




poniedziałek, 11 czerwca 2012

80. Polska - Sękowa


Po długim weekendzie, który już tradycyjnie spędziłam na wsi, obijając się (czytając, jeżdżąc na rowerze, popijając herbatki z sąsiadkami, grillując i tyjąc radośnie i oglądając mecze) czekała na mnie w skrzynce tylko jedna kartka, ale za to jaka! Nie byle jaka nie tylko pod względem wielkości (to chyba największa pocztówka jaką posiadam, jest dwa razy większa niż standardowa) lecz także z powodu tego, że, że  przedstawia ona jeden z polskich obiektów UNESCO. Na dodatek jest to ten obiekt, który na pocztówkach jest trudno dorwać ;) Powiedzmy sobie bowiem szczerze, że o ile skompletowanie pocztówek UNESCO-wych z Krakowa, Warszawy, Wrocławia  czy Torunia nie nastręcza większych trudności, tak już z grupą obiektów o wspólnej nazwie ,,Drewniane kościoły południowej Małopolski i Podkarpacia" jest już dużo gorzej. Wprawdzie w obręb tego obiektu wchodzi aż sześć kościółków Binarowa, Blizne, Dębno Podhalańskie, Haczów, Lipnica Murowana i Sękowa, ale mieszczą się one w niewielkich miejscowościach, nie są aż takimi hitami turystycznymi jak wyżej wspomniane miasta, toteż pocztówka z Sękowej to nie lada gratka. Paulina, od której dostałam tę kartkę, mieszkająca w pobliżu Sękowej - w Gorlicach, wspomina, że jest to chyba jedna z 2-3 kartek, na których kościółek w Sękowej nie jest tylko jednym z malutkich widoczków na naciapanym multi. Chciałabym uzbierać pocztówki z wszystkimi sześcioma kościółkami na razie jednak cieszę z tej. Ty samym zresztą do skompletowania wszystkich pocztówek z UNESCO polskimi zostały mi: świątynie pokoju w Jaworze i Świdnicy, obóz koncentracyjny Auschwitz - Birkenau, Puszcza Białowieska oraz Kalwaria Zebrzydowska, w ostatnim miesiącu udało mi się bowiem zdobyć Malbork oraz Wieliczkę, a Park Mużakowski przywiozłam sobie sama z lubuskiego.
 Coś więcej o Sękowej? Wiele osób kojarzy ten kościółek, ale pewnie nie wszyscy wiedzą, że jego patronami są apostołowie św. Filip i św. Jakub. Pierwszy ze świętych był rodzonym bratem apostołów Piotra i Andrzeja, jest uznawany za świętego Kościołów: katolickiego, anglikańskiego, ewangelickiego, ormiańskiego, koptyjskiego oraz prawosławnego, patronuje też przedstawicielom starych profesji: kapelusznikom, pilśniarzom i cukiernikom. Dnia szóstego maja obchodzi się w Kościele Katolickim wspomnienie św. Filipa i Jakuba, toteż zapewne dlatego kościółkowi w Sękowej nadano właśnie tych świętych jako patronów. Kościółek w Sękowej wzniesiono między latami 1520-1522. Jest on nazywany Perłą Beskidu Niskiego, gdyż jest uważany za najpiękniejszy kościółek Małopolski.  Jest on wciąż czynny, jednak odbywają się tu głównie jakieś bardziej uroczyste msze - np. dożynkowa. Paulina wspomniała też, że kościółek wpisany na listę UNESCO w 2003 jest też bardzo często wybierany przez pary jako miejsce ślubu. Zupełnie się nie dziwię! Piękne miejsce na ślub!

poniedziałek, 28 maja 2012

79. Holandia - Hazerswoude


Tego oto offa wyciągnęłam ze skrzynki niecałą godzinę temu. No i oczywiście, skoro jutro mam egzamin i powinnam się uczyć, postanowiłam się pochwalić. Wprawdzie Holandia to żaden egzotyk, a wprost przeciwnie, każdy kto się tylko zapisze na postcrossing.com ma więcej niż 100% pewności, że prędzej czy później (a raczej prędzej) otrzyma całkiem sporo pocztówek stamtąd. U mnie pocztówki z Holandii ex equo razem z tymi z Niemiec i USA stanowią zdecydowaną większość. I o ile pocztówki amerykańskie mi się bardzo podobają, z niechlubnymi wyjątkami in minus, tak niestety z Holandią jest na odwrót - rzadko która pocztówka (jeśli w ogóle nią jest!) stamtąd zaskakuje mnie in plus. Ta zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Jest to stanowczo jeden z trzech najładniejszych offów jakie stamtąd dostałam.  Śliczny nocny widok młyna wodnego - czyli holenderskiego sztandarowego motywu. Jak widać, mają jednak śliczne pocztówki! Dostałam ją od ośmioletniej Zary,  które pisze, że w Holandii jest chwilowo (było 5 dni temu) wręcz niemożliwie gorąco. Jak czuję ten chłodny wiatr wdzierający się do mieszkania i słyszę dalekie odgłosy burzy, to jej zazdroszczę trochę tych upałów. Z dwojga złego - chłodów i upałów - wybieram to drugie.
A co dokładnie przedstawia pocztówka? Jest to jeden z młynów w miasteczku Hazerswoude, położonym w regionie Południowej Holandii. Jest to niewielka miejscowość licząca około 5 tysięcy mieszkańców. Widoczny tutaj młyn w 1967 roku uzyskał status zabytku. W dzień wygląda on tak:

                                                

 Urokliwy :) Szkoda, że u nas nie ma takich zbyt wielu :)                                                                      

piątek, 18 maja 2012

78. Belgia - Brugge


Rzadko kiedy umawiam się na prywatne swapy, toteż rzadko otrzymuję kartki z kraju, z którego jeszcze pocztówki nie mam, bo muszę liczyć na offy, których w ogóle nie otrzymuję dużo, a jeśli już to kolejną Holandię, Niemcy, USA tudzież Rosję, albo na zagraniczne loterie organizowane przez zlotowiczów, a przecież po 1) nie codziennie ktoś wyjeżdża za granicę, a po 2) nie zawsze udaje się wygrać loterię. Pocztówka z Bruggi stanowi jeden z nielicznych wyjątków, jest to mój ostatni zagraniczny (i najszybszy w ogóle z moich - od umówienia się do otrzymania kartki minęło jakieś 5 dni) i też jednocześnie mój najnowszy w kolekcji kraj. W sumie jak na państwo, którego powierzchnia odrobinę przekracza powierzchnię województwa wielkopolskiego i nie dorównuje mazowieckiemu, Belgia w statystykach PC ma się całkiem nieźle, otrzymać pocztówkę z tego niewielkiego flamandzkiego kraju nie jest trudno. Ja się jednak przez rok nie doczekałam, bo maszyna losująca uparcie omija mój adres także Belgom (nie zdziwię się, jeśli kolejny off stamtąd będzie właśnie stamtąd) i sama zagadałam o wymianę bardzo miłą użytkowniczkę o imieniu Amina. W  ciągu kilku minut otrzymałam mailem link z galerią pocztówek do wyboru. Zakochałam się w tej. Później się też dowiedziałam, że widnieją na niej aż dwa obiekty UNESCO Brugge jest wciąż zamieszkana. W tle pocztówki nad budynkami góruje także wieżą - jest to drugi obiekt UNESCO, tzw ,,beffroi" - wieże strażnicze zamku, lub miejska dzwonnica w formie wieży wolno stojącej lub związanej z budynkiem ratusza. Budowano je w okresie od średniowiecza do renesansu. Dzwony służyły do ostrzegania o pożarze lub innym niebezpieczeństwie, wzywały mieszczan na narady. Występowały przede wszystkim w zachodniej Europie, były typowe dla architektury Flandrii. W Holandii i Belgii, dla miejskiej wieży reprezentacyjnej, używano częściej określenia: Belfried.
Zabytkowe centrum Brugge wpisane na listę UNESCO w 2000 roku, wpis dotyczące wież strażniczych Walonii i Flandrii w 1999, a beffroi tutejsze wpisano na listę w 2005 roku.