Łączna liczba wyświetleń

środa, 14 marca 2012

68. Spain - Palma de Mallorca

Ta słoneczna pocztówka  to nagroda w loterii zorganizowanej przez Marysię - Cleo. Do mnie wprawdzie przyleciała z Irlandii, w kopercie wraz z lizakiem, w rodzaju tych, które świecą się pod słońce, ale ma ona jak najbardziej hiszpański rodowód i nikt nie może jej odmówić, tego, że nie ma nic wspólnego z Hiszpanią ;) Jak bowiem można było przeczytać w zasadach loterii, kartka ta została przywieziona z tej pięknej wyspy z urlopu. Ach, urlop na Mallorce... Aż się rozmażyłam. Wspominałam już dziesiątki razy, że mając możliwość wycieczki do Hiszpanii, wybrałabym Barcelonę, ale kto by pogardził taką słoneczną wyspą jak Mallorca. Mnie jednak kojarzy się ona nie tyle co słonecznie i wyspiarsko, a przede wszystkim muzycznie ;) Chyba nie tylko mnie największa wyspa Balearów kojarzy się nieodmiennie ze znanym hitem z lat 90 grupy Loft?  Śmiem sądzić, że nie znam kogoś, kto choć raz w życiu, choćby porządnie upity nie tańczył lub przynajmniej nie zawodził w rytm :

Mallorca, join the generation, oh oh oh
That's Mallorca
Mallorca, feel the good vibration, oh oh oh
That's Mallorca

Ja nie raz, nie dwa i nie dwadzieścia ;) (nie żeby upita, mnie wystarczy puścić muzykę nadającą się do tańca i tańczę).  Zwłaszcza, że wprost uwielbiam takie stare klimaty! Dla mnie najlepsza impreza taneczna, to taka na której lecą stare hity w rodzaju; Coco Jumbo, Mallorca, Bailando, Captain Jack, YMCA, Ciągnik, Facet to świnia, Two Princes, Smooth Criminal  i inne takie itd. Najlepiej jeszcze wymieszane z piosenkami z mojej "trochę starszej młodości", do których jeszcze dzisiaj mam sentyment czyli np. Pidżamą Porno, Nirvaną, Happysadem, Czerwonymi Gitarami, Lady Pank, Kultem, T-Love itd. (oczywiście nie wszystkie w tym czasie powstawały, ja ja wtedy odkrywałam ;)). Mieszanka radosna, ale cóż, najlepiej się bawię przy czymś co znam. O ile jednak grupę pierwszą zaliczam do muzyki do tańczenia, tak drugą też do posłuchania ;) Najlepsze imprezy robiono kiedyś w katowickim Gugalanderze i Cogitaturze ;) Zresztą w tym drugim, po takiej to właśnie imprezie, na której wylądowaliśmy po weselu mojego wujka zeszliśmy się z moim chłopakiem, kiedy to wykończeni (a przynajmniej ja) po szaleństwa na hitach typu: Jeśli nie rozjadą nas czołgi, albo Brooklińska Rada Żydow zeszliśmy sobie na dół posiedzieć sobie w bardziej przewiewnym miejscu..  Ależ mi się nostalgicznie na wspomnienia zebrało ;) No cóż! Jestem stara baba już i klimaty lat 90 są dla mniej najlepsze!

2 komentarze:

  1. Ahahah...chyba sobie poszukam ten kawałek o Majorce na youtube ;) Jest taki pozytywny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. szkoda, że ten zamek w tle nie jest na pierwszym planie... chociaż może i nie szkoda, bo wtedy bym zazdrościła Ci kartki jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń