Łączna liczba wyświetleń

piątek, 7 września 2012

89. Polska - Nysa cz. 1

                        

Zbierałam, się zbierałam aż w końcu sie zebralam do napisania notki o Nysie. Oczywiście mogłabym tu wrzucić kilka info z Wikipedii i by było, ale po co, skoro mogę napisać trochę więcej na temat tego miasta, z którego wróciłam zaledwie 3 tygodnie temu? ;) Wybrałam się tam z Dominikiem, na tydzień w ramach naszych wspólnych wakacji. Miejsce wybraliśmy oboje: ja najpierw przeprowadziłam wstępny wybór po czym podesłałam mu do wyboru m.in. Nysę, Sandomierz, Dobczyce i jeszcze jakieś inne. Sandomierz odpadł, bo nie chciało nam się tłuc tam jakieś 6 godzin najmniej. Wyboru Nysy dokonał Dominik na podstawie wyników Google grafika ^^ i na podstawie wzmianki o fortach. Taaak, to jest najepszy sposób na wyciągnięcie mojego mężczyzny z domu - wspomnienie mu o militariach, schronach, bunkrach, fortach...
Nagrobek pary samobójców
Tak oto ósmego sierpnia zawitaliśmy do starego opolskiego miasta, jechało się krótko nieco ponad godzinę do samego Opola i mniej więcej tyle do Nysy - w sumie to z Katowic tylko 156 km. Hotel mieliśmy usytuowany w niewielkiem odległości od samego centrum i jakieś 3 km od jeziora, za to (no nie zgadniecie!) zaraz obok największego skupiska fortów zbudowanych głównie przez Austriaków. Wystarczyło wyjść poza teren hotelu i już znajdowałeś się w jak nam się wydawało parku, który tak naprawdę okazał się zniszczonym cmentarzyskiem garnizonowym z 1835, w którym walały się zabytkowe płyty nagrobne (i biegały myszki, ale niestety były płochliwe i nie dały sobie zrobić zdjęcia). Dzień przed wyjazdem Dominik doczytał się, że na cmentarzu wsród niewielu w pełni zachowanych płyt nagrobnych można znaleźć nagrobek... pary samobójcow. Jest z tym związana nieco smutna i romantyczna historia (przytaczam za stroną Opolskiego Towarzystwa Genealogicznego). Otóż tragiczna historia miała miejsce zaraz po zakończeniu I wojny światowej. Ona była 19-stoletnią dziewczyną  - nazywała się Edith Röslerm, jej narzeczony Johannes Wenzlik miał 23 lata i był oficerem w armii niemieckiej. Podczas działań wojennych został ciężko ranny w głowę, życiu uratowano mu wszczepiając mu w czaszkę metalową płytkę. Jednak to co go uratowało, sprawiało mu też ogromny ból, a na dodatek powodowało uporczywe zaniki pamięci. Młodzi odebrali sobie życie krótko po Nowym Roku 1919 roku i zostali pochowani we wspólnym grobie, który dzisiaj wygląda tak jak można zobaczyć na zjęciu powyżej.

W ogóle cmentarzysko te jest bogate w zabytki, niezwykle ciekawie piszą o nim tutaj.
No, ale przejdźmy nieco w głąb. Jakieś 100 metrów, może nawet nie poza cmentarzyskiem natrafiamy na Bramę Bastion Kaplicznego. Wystarczy pójśc na prawo, by zwiedzić jeszcze: Bastion Kapucyński Górny, Bastion Regulicki, Bastion Morawski, albo dojść do Fortu I (do którego my ostatecznie nie doszliśmy.  Na polach wokól tych fortów w miesiącach wakacyjnych od kilku lat odbywa się rekonstrukcja bitwy o Fort Nyski, która odbyła się w 1807. Niestety, a może i stety (bo byłby pewnie tłum turystów i ceny pewnie wzrastają), nie załapaliśmy się na to wydarzenie. Niemniej, forty sobie zwiedziliśmy. Najpierw szliśmy górą, a później zeszliśmy jakimś dzikim zejściem w dół, omal nie wybiliśmy zębów (a przynajmniej ja) i spłoszyliśmy żerującą tam sarenkę
(nic dziwnego, skoro wydałam radosny pisk na jej widok ^^)

(tak wyglądały wąwozy fortu z góry) A tak -> z dołu:

                         
 

Wieża Fortu Prusy
Najbardziej okazałym ze wszystkich fortów jest Fort Prusy, który ma kształt rozgwiady, jednak niestety nie udało nam się go zobaczyć, a właściwie zwiedzić jego wnętrza, mogliśmy zobaczyć tylko jego wewnętrzne mury, gdyż wysoka wieża strażnicza jest właśnie remontowana. W jego ścianach znajdują się obszerne kazamaty. Drogę prowadzącą do fortu zabezpieczał rawelin. Z jego korony można było także doskonale ostrzeliwać miasto, gdyby wpadło w ręce wroga. Samą bramę wiodąca do wnętrza Fortu Prusy broniła bezpośrednio znajdująca się obok niej kaponiera - takie coś podobne do bunkra. Wieża forteczna wygląda dzisiaj tak, i mają ją niedługo udostępnić zwiedzającym. Jeśli już kończymy wątek fortów, (bo Nysa nie tylko fortami słynie, ale o tym w następnej notce) to trzeba wspomnieć, że miejscowi traktują te zabytki... powiedziałabym, że oryginalnie. Niestety większość fortów (wyliczając Fort Blochaus Wodny, który znajduje się po drodze nad jezioro oraz stanowi chyba coś w rodzaju tutejszej.. muszli  koncertowej? jest zaniedbana. A przecież, gdyby o to zadbać, rozreklamować, to sądzę, że miasto zarabiałoby sporo na turystyce ,,militarnej". Wybraziłam sobie teaz paintball w fosa fortecznych ^^.  Część, która nie jest zaniedbana.. jest wykorzystana na.... na garaże. Tak, właśnie tak. Lansiarskie - garaż w XIX wiecznym forcie ;). Jako, że poszczególne pomieszczenia są dość niskie i często posiadały łukowate hm... okna, wykusze? mie wiem jak to nazwać, to sporą część wykorzystano do tego celu.  Sprytni ci Nysanie. Wygląda to przezabawnie, kiedy wspinasz się na całkiem wysokie ,,wzniesienie", które tak naprawdę nim nie jest, a tylko szczytem fortu, a tam widzisz garaże, które wyglądają trochę jak domki Hobbitów. Niestety nie widać tego dobrze na zdjęciach, bo jestem łajzą i usunęłam przypadkiem tę część materiałów z telefonu zostało mi tylko takie. A to z pewnością jest jeden z wyższych i mniej obrośniętych trawskiem okazów.



   Poza tym polecam wybrać się ,,na garaże", bo rozstacza się stamtąd świetny widok na starówkę Nysy oraz Przedgórze Sudeckie. (Na zdjęcie nie liczcie, telefony nie nadają się do robienia panoramek). Na część dalszą relacji zapraszam niedługo! :)

                                          



2 komentarze:

  1. Generalnoe posiadam chyba tylko jedną pocztówkę z Nysy i to również z widokiem na te wieże. Dzieki czemu już w jakimś małym architektonicznym stopniu wydała mi się interesująca, a teraz jeszcze bardziej zachęcająca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Architektonicznie Nysa jest bardzo ciekawa! Naprawdę warto zwiedzić :)

    OdpowiedzUsuń