Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 29 marca 2012

72. Grenlandia - Qaanaaq


Ta przepiękna pocztówka przywędrowała do mnie z samej mroźnej wyspy Grenlandii, choć osada na pocztówce nie wygląda na taką skutą lotem. Dobra, żartuję. Przyleciała do mnie z Warszawy, ale z tym, że z Grenlandii to też nie jest kłamstwo, bo do Ani, od której wygrałam powyższą kartkę rzeczywiście przyleciała ona z największej wyspy świata. Ma więc jak najbardziej Grenlandzki rodowód :) Nie lada gratka zatem mi się trafiła. A jak? Należało odgadnąć terytorium zależne z jakiego Ania dostała wypchaną pocztówkami kopertę. Najpierw pomyślałam o jakichś bardziej egzotycznych terytoriach typu Nowa Kaledonia lub o Guernsay, ale kiedy wpisałam w Google "terytoria zależne" pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Grenlandia. Oddałam więc strzał, jak się później okazało pierwszy i trafny ;)
Ta kartka jest piękna! W dodatku uroku dodaje jej to, że Quaanaaq jest najdalej na północ północ położonym miasteczkiem świata. Powyżej jeszcze bliżej północnego bieguna znajdują się tylko maleńkie wioski grenlandzkie np. Siorapaluk. Jeszcze wyżej znajdują się już tylko stacje badawcze na terenie Norwegii (na Spitzbergenie) oraz staje wojskowe w Kanadzie.
Również Qaanaaq jest znane z  amerykańskiej bazy wojskowej Thule Air Force Base, w której znajdują się radary amerykańskiego systemu wczesnego ostrzegania. Zamieszkuje je na stałe około 650 mieszkańców :) Nie widać tego dokładnie na tej kartce, ale wszystkie budynki w mieście są zbudowane w podobnym stylu i mają bardzo różne kolory przez co miejscowość wygląda jak tęcza na tle tej otaczającej ją bieli. Naprawdę podziwiam ludzi, którzy mieszkają w takiej zimnicy ;)
A tak na koniec. Zauważyliście pewnie, że nazwa miejscowości czytana i od przodu i od tyłu brzmi tak samo? Jest sporo takich słów, ale nie wszyscy wiedzą jak się je nazywa. Otóż noszą one nazwę palindromów :)

poniedziałek, 26 marca 2012

71, USA - Venice


W USA "znajduje się" chyba każde większe miasto europejskie. Oczywiście nie dosłownie, gdyż miasta europejskie leżą na starym kontynencie. Mam jednak na myśli to, że w USA można odnaleźć kilkanaście miast, których nazwy są identyczne z tymi, jakie przybrały europejskie stolice czy metropolie. Wikipedia wylicza np. przynajmniej 8 miast/wsi o nazwie Warsaw, leżących w rożnych Stanach Ameryki Pn. Prócz tego wyliczono także 4 gminy o tej nazwie. Co interesujące jedna z tych Warszaw, ta leżąca w Illinois jest stolicą swojsko brzmiącego hrabstwa Kosciuszko. Również Berlinów jest w USA pod dostatkiem, podobnie miejscowości o nazwie Rome, to samo z Londynem (również w Kanadzie znajduje się miasto o tej nazwie, wczoraj nawet doczytałam, że urodził się tam jeden z moich ulubionych aktorów - Gosling, choć w sumie znalazłam też opcję Cromwell), Atenami,  w Minnsocie znajdzie nawet Oslo, a w kilku innych stanach - stolicę Hiszpanii - Madrid. Mogłabym tak zapewne do jutra. Nazwy te można zapewne tłumaczyć tym, że na konkretnych terenach osiedlali się emigranci z danego państwa i dla upamiętnienia swojego pochodzenia, założonej osadzie nadawali nazwę stolicy rodzimego kraju. W przypadku Venice jednak sprawa wygląda odrobinę inaczej. Ta dzielnica Los Angeles zawdzięcza swoją nazwę głównie kanałom wodnym, które zostały uformowane na kształt tych z miasta gondoli. To głownie z nich te okolice są najbardziej znane. A właściwie z kanałów, pięknych plaż, które widać na zdjęciu oraz 2,5 - milowej pieszej promenady obfitującej między innymi w różnych ulicznych artystów. Venice wraz z sąsiadującym miastem Santa Monica były przez wiele lat wspólnie prowadziły na tym terenie Pacific Ocean Park - park rozrywki, w którym można było spotkać wiele atrakcji filmowych, bo jak wiadomo przecież Los Angeles to miasto Hollywood'u i przemysłu filmowego, w co więc można było lepiej zainwestować jeśli nie w tę tematykę. Jedną z głównych atrakcji tego parku było m.in. widoczne na pocztowce molo - pier. Ma ono zresztą interesującą historię, było raz spalone i odnowione przez rodzinę Kinney'a - praktycznie mówiąc założyciela miasteczka, później wciągniętego formalnie w obręb stolicy filmu.
Dodam jeszcze, że jest to off, który ma z moich otrzymanych najwięcej na liczniku, po blisko 10 miesiącach oczekiwania na coś z większym przebiegiem niż Tuscon, dostałam tę kartkę. Przebyła ona 9,765 km w 8 dni, a otrzymałam go od Jany - rosyjskiej emigrantki od niedawna mieszkającej w USA :)

piątek, 23 marca 2012

70. Niemcy - Postdam

Bardzo się cieszę, kiedy mogę pochwalić się ba blogu kolejną UNESCO-wą kartką. Powyższa pocztówka do takich należy, dlatego zyskuje odpowiednią etykietkę. Muszę przyznać, że skan, który bardzo miła nadawczyni załączyła przed wysłaniem do mnie pocztówki nie oddaje zbyt dobrze kolorów. A właściwie wszechobecnego błękitu podpadającego w turkus i żywości złota. Jest to jednak jedyny mankament tej kartki, a właściwie tylko jej skanu. Poza tym jest to kartka idealna. Nawet pomimo tego, że to przecież kartka z Niemiec, gdzie sama byłam nie raz, również offów mam stąd co nie miara. To jest jednak moja ulubiona kartka z tego kraju. Dotąd najbardziej podobała mi się ta z Passawy jednak na tamtej napisano tylko "have a nice day and happy postcrossing", a ta z Poczdamu jest zapisana od brzegu do brzegu pięknym, równym pismem nadawczyni. Reasumując: Piękna, UNESCO-wa, zapisana doszczętnie i przedstawiająca stare historyczne i bardzo interesujące miasto. Czego chcieć więcej? No właśnie, więcej takich.
Co przedstawia ta kartka? Jest to tzw Dom Chiński / Chiński Pawilon/ Herbaciarnia. Położony jest on w Parku Sanssouci okalającym pałac o tej samej nazwie, zbudowanym jako letnia rezydencja Hohenzollernów ( z tej dynastii królów pruskich wywodził się m.in. Albrecht Hohenzollern - ostatni wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego, który w 1525 złożył hołd zwany pruskim przed królem Zygmuntem I Starym). Te przepiękne pałace zostały zbudowane w stylu rokokowym - wykształconym u schyłku baroku, jednak mylnie z tym stylem równoważonym.Sanssouci zostało zbudowane na polecenie Fryderyka II zwanego Wielkim, który przez Niemców jest uważany za jednego z największych królów tego narodu, przez Polaków zaś, przynajmniej jako tako świadomych historycznie, jest on jednak postrzegany głównie jako ten, który dążył do rozbiorów Polski, namawiając do tego carycę Katarzynę II i główny pomysłodawca traktatu rozbiorowego. Jak byśmy go jednak nie oceniali z perspektywy polskiej, trzeba stwierdzić, że z pewnością był on nietuzinkowym władcą. Był bowiem chyba jedynym, który pozostawił po sobie tak znaczny dorobek pism, utworów muzycznych, poetyckich, a zwłaszcza prozatorskich i filozoficznych.Tworzył je właśnie w Sanssouci.
Jak pisze nadawczyni - Anette, park wokół pałacu jest częścią największego niemieckiego obiektu UNESCO - znanego jako: Pałace i zespoły parkowe w Poczdamie i Berlinie. Sam tylko park Sanssouci, a nie jest to jedyny park na tej liście w Poczdamie zajmuje 298 ha jest więc niewiele mniejszy od Central Parku. Jakby to was jeszcze nie zachęciło do odwiedzenia stolicy Brandenburgii, to dodam też, że zwolennicy zielonych terenów w granicach miasta znajdą także przepiękne jeziora. Nie zapominajmy też, że przecież Poczdam to miasto, w którym odbyło się ostatnie spotkanie wielkiej trójki, koalicji antyhitlerowskiej, w już nieco zmienionym składzie. Od 17 lipca do 2-go sierpnia w mieście tym obradowali: Stalin, Harry Truman zastępujący zmarłego Roosvelta oraz Winston Churchil zastąpiony w połowie konferencji przez nowego premiera Wielkiej Brytanii - Clementa Attlee. W mieście tym znajduje się także najstarsze na świecie studio filmowe Babelsberg.

wtorek, 20 marca 2012

69. Belarus - Pastavy

Pastavy, czyli po polsku Postawy, to niewielka miejscowość położona na północy Białorusi, 20 km od granicy z Litwą. Posiada ono niecałe 20 tysięcy mieszkańców. Jest to miasto partnerskie dla polskiego Wejherowa i Siemiatycz. Kartkę dostałam oczywiście od Aliakseia :)  Przedstawia ona kościół św. Antoniego z Padwy - włoskiego teologa, franciszkanina, pochodzenia portugalskiego, świętego Kościoła katolickiego. Urodził się on w bogatej rodzinie, ale dokładnie tak jak św. Franciszek, porzucił bogactwa świata dla służby ludziom i ubóstwa. Jednym z ciekawszych zabytków w Postawach jest pałac Tyzenhauzów - jest to polska rodzina szlachecka z Inflant herbu Bawół (niem. Tiesenhausen). A tak poza tym, to podglądając zdjęcia tego miasteczka na wiki i w googlach, odniosłam wrażenie, że to jakaś ponura mieścina  (a przecież pocztówka budzi inne skojarzenia). O to bowiem inne zdjęcie powyższego kościółka: Klik
A na dodatek, na to wygląda, że na głównym placu, nadal stoi tam pomnik Lenina... Klik2

środa, 14 marca 2012

68. Spain - Palma de Mallorca

Ta słoneczna pocztówka  to nagroda w loterii zorganizowanej przez Marysię - Cleo. Do mnie wprawdzie przyleciała z Irlandii, w kopercie wraz z lizakiem, w rodzaju tych, które świecą się pod słońce, ale ma ona jak najbardziej hiszpański rodowód i nikt nie może jej odmówić, tego, że nie ma nic wspólnego z Hiszpanią ;) Jak bowiem można było przeczytać w zasadach loterii, kartka ta została przywieziona z tej pięknej wyspy z urlopu. Ach, urlop na Mallorce... Aż się rozmażyłam. Wspominałam już dziesiątki razy, że mając możliwość wycieczki do Hiszpanii, wybrałabym Barcelonę, ale kto by pogardził taką słoneczną wyspą jak Mallorca. Mnie jednak kojarzy się ona nie tyle co słonecznie i wyspiarsko, a przede wszystkim muzycznie ;) Chyba nie tylko mnie największa wyspa Balearów kojarzy się nieodmiennie ze znanym hitem z lat 90 grupy Loft?  Śmiem sądzić, że nie znam kogoś, kto choć raz w życiu, choćby porządnie upity nie tańczył lub przynajmniej nie zawodził w rytm :

Mallorca, join the generation, oh oh oh
That's Mallorca
Mallorca, feel the good vibration, oh oh oh
That's Mallorca

Ja nie raz, nie dwa i nie dwadzieścia ;) (nie żeby upita, mnie wystarczy puścić muzykę nadającą się do tańca i tańczę).  Zwłaszcza, że wprost uwielbiam takie stare klimaty! Dla mnie najlepsza impreza taneczna, to taka na której lecą stare hity w rodzaju; Coco Jumbo, Mallorca, Bailando, Captain Jack, YMCA, Ciągnik, Facet to świnia, Two Princes, Smooth Criminal  i inne takie itd. Najlepiej jeszcze wymieszane z piosenkami z mojej "trochę starszej młodości", do których jeszcze dzisiaj mam sentyment czyli np. Pidżamą Porno, Nirvaną, Happysadem, Czerwonymi Gitarami, Lady Pank, Kultem, T-Love itd. (oczywiście nie wszystkie w tym czasie powstawały, ja ja wtedy odkrywałam ;)). Mieszanka radosna, ale cóż, najlepiej się bawię przy czymś co znam. O ile jednak grupę pierwszą zaliczam do muzyki do tańczenia, tak drugą też do posłuchania ;) Najlepsze imprezy robiono kiedyś w katowickim Gugalanderze i Cogitaturze ;) Zresztą w tym drugim, po takiej to właśnie imprezie, na której wylądowaliśmy po weselu mojego wujka zeszliśmy się z moim chłopakiem, kiedy to wykończeni (a przynajmniej ja) po szaleństwa na hitach typu: Jeśli nie rozjadą nas czołgi, albo Brooklińska Rada Żydow zeszliśmy sobie na dół posiedzieć sobie w bardziej przewiewnym miejscu..  Ależ mi się nostalgicznie na wspomnienia zebrało ;) No cóż! Jestem stara baba już i klimaty lat 90 są dla mniej najlepsze!

poniedziałek, 12 marca 2012

67. Polska - Katowice


Notka dedykowana mojemu Marudziakowi, który i tak zdania nie zmieni oraz innym sceptykom, którzy uważają, że Katowice to syf, kiła i pańska mogiła oraz hołdy i sadze z kopalni, hut i koksowni. Mam nadzieję, że przynajmniej część osób, które wyrobiły sobie negatywne zdanie na temat mojego rodzinnego miasta tylko na podstawie stereotypowych, obiegowych opinii i informacji jeszcze rodem z lat 90, po lekturze tego posta zmieni zdanie.
Cóż, nie będę nikogo okłamywać, że Katowice są miastem pięknym, wspaniałym, bogatym w zabytki z różnych epok historii, w którym mówią wieki. Gdybym zaczęła wypisywać tu peany na cześć stolicy Górnego Śląska, większość czytelników, parsknąwszy śmiechem poszukałaby w górnym roku ekranu krzyżyka i zamknęła stronę. Nie da się zaprzeczyć, że takim Katowice nigdy nie będą miały takiego klimatu jak Kraków, Wrocław czy Gdańsk. To oczywiste, nie mamy tysiącletniej historii, zabytków, malowniczych starówki ani bulwarów Wisły czy Odry. Mamy "bulwary Rawy". W cudzysłowie, bo moim zdaniem ta nazwa to kpina, bo przecież Rawa to nie rzeka, to ściek. Katowice są miastem czysto industrialnym i oczywiście mają swoją historię, jednak nie będą nigdy miastem historycznym, choćby panowie Placu Sejmu Śląskiego 1 stawali na uszach, a aktywiści RAŚ-iu wychwali historię regionu. Owszem historię mamy, nie byle jaką nawet, ale czym jest 147 lat w porównaniu do tysiąca? A właśnie tyle mają Katowice. Z przyczyny powyższej nie znajdziesz tu średniowiecznych zaułków, gotyku także nie, co najwyżej neogotyk, barokowych kopuł na kościołach, prostoty klasycyzmu także nie oświadczysz. Tu najstarsze zabytki to secesja, wyliczając XVI wieczny kościółek św. Michała przeniesiony do Parku Kościuszki z Syrynii. Katowice więc to zabytkowa bieda z nędzą.
   To wszystko prawda, że nie mamy zabytków, że nie mamy starówki, długiej historii. Irytuje mnie jednak ocenianie miast tylko przez ten pryzmat. Czy obfitość zabytków decyduje o tym, że miasto jest godne uwagi? Jeśli tak, to dlaczego mieścina mojej babci Kożuchów nie jest bardzo znane, nawiedzane przez turystów? Jest przecież stare, pełne zabytków, ma starówkę. No tak, nie to wszystko decyduje o charakterze miasta. Co więc zadecydowało o nie najlepszym "public reletions" Katowic? Zapewne w dużej mierze także to, ze przecież jest to miasto, jak już się rzekło, industrialne. Takie zagęszczenie ilości kopalń, hut, koksowni, jak tutaj, trudno znaleźć gdziekolwiek indziej. Do tej pory więc pokutuje opinia, że tu jest czarno, brudno, zero zieleni. Zapewne rzadko kto ma świadomość tego, że pod względem  powierzchni parków spacerowo-wypoczynkowych, zieleńców i terenów zieleni osiedlowej w przeliczeniu na jednego na mieszkańca stolica śląskiego plasuję się na szóstym miejscu wśród dużych polskich miast, pierwszy w tym rankingu jest Chorzów, dzięki temu, że WPKiW administracyjnie należy do Chorzowa, tak de facto jednak, nie wiem czy jest ktoś, kto się orientuje, która część Parku należy do Katowic, która do Chorzowa, a która do Siemianowic. Również 6 miejsce zajmują Katowice pod względem: powierzchni parków spacerowo-wypoczynkowych ogółem. Wyprzedzamy w tej materii sporo większe miasta takie jak Poznań i  Kraków, które w statystyce poprzedniej, w ogóle się nie zmieściły. No, ale jak to tak, prawda? Że niby Katowice są bardziej zielone od Krakowa czy Poznania? A i owszem.  Tak wiem, że większość osób, które miała okazję tylko przelotem widzieć Katowice widziała pewnie zniechęcające okolice Rynku i Dworca PKP. Wystarczyłoby jednak przejść się jakieś 5 minut by już trafić na place i mini-parki, lub podjechać 2-3 przystanki dalej by znaleźć się w prawdziwych oazach zieleni, w WPKiW, w Parku Kościuszki na Dolinie Trzech Stawów. Bardzo, ale to bardzo mnie denerwuje to, że w ogóle nie ma katowickich pocztówek, na których byłyby widoczne ich zielone tereny.  Ja się pytam, gdzie na pocztówkach jest Muchowiec, stawy na Dolinie czy Wieża Spadochronowa w Parku Kościuszki. Rezerwat Murckowski. No gdzie? Nie ma, po prostu nie ma, tak jakby nie istniały. Podczas gdy na obrzeżach miasta założono dwa rezerwaty przyrody, 3 użytki ekologiczne, 12 parków miejskich i całe mnóstwo mniejszych zielonych terenów. A oto dowody. Dolina Trzech Stawów, znajdującą się na dobrą sprawę około 25 minut piechotą od dworca PKP lub trzy przystanki autobusowe.

A tutaj Wieża Spadochronowa w Parku Kościuszki:

   Wspomniałam jeszcze, że swój zły wizerunek Katowice zawdzięczają także okolicom Dworca, Rynku i ogólnie mówiąc ścisłego centrum. Tu niestety, muszę się zgodzić z Marudziakiem, który twierdzi, że centrum to wizytówka miasta, a tutaj wygląda ono nie najlepiej. ALE też trzeba zauważyć, że w tej kwestii już od dawna wiele się zmienia. Mieszkam tu od 25 lat i naprawdę pamiętam, jak to miasto wyglądało jeszcze 10 lat temu. Nawet w nocy budziły mnie czasem klaksony samochodowe, bo ulica, na której mieszkałam była jedną z głównych arterii miasta. Wciąż nią jest, ale od kiedy zbudowano obwodnicę i połączenie z autostradą przez centrum miasta jest o wiele łatwiej przejechać. Fakt, zdarzają się korki, to się zdarza wszędzie, ale mam porównanie z innymi dużymi miastami polskimi i muszę powiedzieć, że Katowice jest dość łatwo przejechać z jednego końca na drugi koniec miasta. Od kiedy skończyłam gimnazjum już prawie 10 lat temu w Katowicach wzięto się do roboty i zaczęto modernizację centrum i terenów poindustrialnych. Czy wybudowanie centrum handlowego i biznesowego na straszących terenach huty było dobrym pomysłem? Moim zdaniem nie, bo ja nienawidzę centrów handlowych, nie da się jednak zaprzeczyć, że duże liczące się miasto musi mieć centrum handlowe i biznesowe. Na wielu pocztówkach z Katowic jest dzisiaj widoczne Rondo. Poprzednie wręcz straszyło i zapadało się do zewnątrz. Przez pół liceum mój powrót ze szkoły był prawie godzinną mordęgą (choć normalnie zajmuje to 15 minut), bo rondo było w budowie. Aktualnie w moim mieście buduje się dużo. Po pierwsze i najważniejsze:  nowy dworzec, zapewne każdy widział projekt stacji Katowice Główne i centrum handlowego obok, jednak jeśli nie, to proszę: klik. Bardzo mnie to cieszy, bo jak się rzekło, do niedawna pkp katowickie straszyło ludzi. Podobnie Rynek, który kiedyś był piękny jednak zniszczono go zupełnie, puszczając przezeń linie tramwajowe. Też nie wiem co za debil puścił przez Rynek dużego miasta tramwaje pozbawiając go miejsca, w którym ludzie mogliby się integrować, organizować imprezy miejskie, cieszy mnie jednak to, że właśnie ruszyły prace mające na celu zmianę tychże linii. Od jakiegoś czasu funkcjonuje też zresztą skwerek na Mariackiej, który pełni funkcję imprezowego centrum miasta, zastępczego rynku. Dobrze, że to ruszyło, bo naprawdę brakowało tu miejsca do imprez otwartych, a na Mariackiej w lato dużo się dzieje. Byłam ta kilka razy na koncertach otwartych a nawet na przedstawieniach teatralnych pod chmurką.
   Centrum Katowic ma być w przyszłości podzielona trzy strefy: Strefę Nauki, Strefę Kultury i Strefę Usług Handlu. Wszystko można sobie zobaczyć tutaj: na interaktywnej mapie przemiany Wygląda jak czcze przechwałki? Być może nie wszystko rzeczywiście dojdzie do skutku, powiem jednak, że już teraz trwają pracę m.in. nad nową Filharmonią, Siedzibą Narodowej Orkiestry Symfonicznej, Siedzibą Muzeum Śląskiego, przebudowuje się odcinek między Rondem a Rynkiem, Biblioteka AE i UŚ jest na ukończeniu.
  Zapewne wiele osób myśli, że tutaj się nic nie dzieje, stagnacja? Jak widać, nie, dzieje się. Również w sferze kultury, organizuje się tu mnostwo festiwali: choćby Festiwal Komedii, Ars Cameralis, Festiwal Kina Niezaleążnego, Ars Cameralis, Letni Przegląd Teatralny, czy wreszcie Tauron Nowa Muzyka lub osławione już Off Festiwal i Odjazdy. Brakuje mi jednak imprez sportowych na dużą skalę. Tak wiem, siatkarska Liga Światowa,  że EuroBasket było, memoriały siatkarskie. No dobrze, ale to przecież tylko imprezy, które odbywają się jednorazowo na rok. Trochę wstyd, by takie duże miasto nie miało porządnej drużyny siatkarskiej lub koszykarskiej, szczypiornistów, którzy mogliby zapełniać przynajmniej w połowie halę Spodka podczas meczy ligi. Mam jednak nadzieję, że niedługo się to zmieni, tak jak powoli na lepsze zmienia się wizerunek Katowic.
   I jeszcze tak na koniec o architekturze, wbrew temu co napisałam, tu też są ładne budynki, jak choćby secysyjna kamienica pod butem: klik . Nie można też zapomnieć o tętniącym życiem Nikiszowcu, o którym jednak nie będę się rozpisywać, a pozwolę sobie odesłać do Dominika, który ostatnio stworzył ciekawą notkę na ten temat.
  Mogłabym tak pisać jeszcze długo, ale ten post i tak już nabrał niepokojących rozmiarów. Mam jednak nadzieję, że choć jedną osobę nakłoniłam do zmiany zdania na temat mojego miasta ;)

środa, 7 marca 2012

66. Chiny - Shangri - La, Songzanlin Monaster


Chińską pocztówkę otrzymałam już prawie pół roku temu, bo w październiku. Długo się jednak zbierałam do wrzucenia jej na bloga, nawet nie dlatego, że mi się nie podoba,  ale wydawało mi się, że sam obiekt przedstawiony na niej, nie jest specjalnie interesujący. Moje zdanie na jej temat radykalnie się jednak zmieniło, kiedy zobaczyłam na jej odwrocie ten ono znak graficzny.


Nie widuję go często, więc w pierwszej chwili go nie poznałam, później jednak wydał mi się znajomy. To oczywiście logo, jak widać przysługujące obiektom będącym światowym dziedzictwem, jedno z log UNESCO-wych. No dobra, ale jaki to niby obiekt? Bo mam wprawdzie z tyłu ładnie napisane po hiszpańsku (!): Monasterio Songzanlin en Diqing, provincia de Yunnan, Construido en 1679, China. No pięknie, tylko, że to nadal nie tłumaczy z jakiej okazji pocztówka ma znaczek UNESCO-wy. Bo ani rzeczonego klasztoru nie znalazłam na liśćie chińskich UNESCO, (jak na Chiny, jest to bardzo młody, choć bardzo duży klasztor), ani też region Shangri-La, o którym nadawca pisze, że był on znany z serii książek i filmów sensacyjnych nie widnieje na tejże liście. Doszukałam się jednak, że kraina ta leży w prowincji Yunnan, a w granicach Younan znajduje się spora część site'u: Strefy chronione trzech równoległych rzek (Jangcy, Mekong i Saluin). No to już prawie byłam w domu. Dokładniej przyglądając się temu właśnie obiektowi, dotarłam wreszcie do podobiektu Pudacuo National Park. To właśnie na terenie tego rezerwatu przyrody znajduje się klasztor Sangzonlin, oraz widoczna w tle góra o charakterystycznym kolorze przechodzącym gdzieniegdzie w fiolet. Niech żyje Google ;) Tym samym dowiedziałam się, że mam kartki z 23 UNESCO site. Gdzie tam do 936 ;)

czwartek, 1 marca 2012

65. Chile - Easter Island/ Rapa Nui

   Mamy aktualnie okres wielkanocny, to i kartka z Wyspy Wielkanocnej jest jak znalazł ;) Dotarła wprawdzie dokładnie tydzień po Środzie Popielcowej, wprowadzającej wiernych w okres Wielkiego Postu, ale dotarła ;) Trzeba też dodać, że sprawiła mi niemałą niespodziankę, gdyż po tym jak Guillermo nie odpisał na ostatniego z moich maili dotyczących swapa, pomyślałam, że wycofał się z wymiany, a tu proszę, w skrzynce przepiękne UNESCO z dalekiego Chile. Co interesujące, kartka ma stempel z 15 - tego lutego, wędrowała więc zaledwie 2 tygodnie! A podobno z Wenezueli czy Boliwii idą nawet po 3 miesiące! Ja oczywiście swoich kartek nie posłałam, więc było mi mocno wstyd. Natychmiast napisałam do nadawcy, że już dzisiaj odeślę mu kartkę, a właściwie w ramach przeprosin wysłałam 3 w kopercie, jednak oznaczkowane i ostemplowane (nakleiłam znaczki za 10 groszy i uśmiechnęłam się do pani na poczcie ;)). Dzisiaj dostałam odpowiedź, że rzeczywiście zapomniało mu się odpisać na moją ostatnią wiadomość, więc nie mam się czym martwić opóźnieniem z mojej strony, bo to nie moja wina. A myślałam, że tylko ja jestem taka zakręcona :)
    Czy muszę dodawać, że jestem zakochana w tej pocztówce? Chyba nie, powiem jednak, że w pełni na moja miłość zasługuje, bo po a) to moja pierwsza kartka z Ameryki Pd, b) z pewnością ma najdłuższy przebieg z moich dotychczasowych c) jest niespodzianką d) jest w białej ramce, które uwielbiam e) fotografia jest fantastyczna (choć tę pannę na dole, to mogli wyciąć), f) to UNESCO g) jest zapełniona prawie po brzeg drobnym pismem nadawcy. No czego chcieć więcej!
    A skoro już jesteśmy przy tej wiadomość od Guillermo. Pisze on, że niestety w 1960 roku Chile nawiedziło straszne tsunami (fala po trzęsieniu ziemi), i znacznie zniszczyło ono zabytkowe posągi. Oczywiście poddano je renowacji, jednak tym kataklizmom "zawdzięczamy", że tylko jeden z ze znanych posągów ma dzisiaj Pukao - czyli czapkę na głowie :) Moai con Pukao - co możemy przeczytać pod zdjęciem to więc rzeźba, statua w kapeluszu :) Z kolei Ahu Tongariki - to nazwa ołtarza - szpaleru figur. Dowiedziałam się też, że taki posąg waży aż 90 ton.
      Tzw maoi to rodzaj posągów wykonanych ze skał o pochodzeniu wulkanicznym. W kamieniołomie Rano Raraku, gdzie nadal jest 394 moai.Z niewiadomych powodów został on nagle opuszczony, a rzeźbiarze pozostawili po sobie wiele jeszcze niedokończonych figur. Figury stworzone w tym kamieniołomie było później prawdopodobnie toczone na balach na miejsce przeznaczenia i stawiane do pionu za pomocą lin. Intensywna eksploatacja wyspy przez mieszkańców i zużywanie dużych ilości drewna do transportu moai mogły się przyczynić do całkowitego ogołocenia wyspy z drzew. Mieszkańcy wyspy, których spotkali pierwsi przybyli tu Europejczycy wierzyli, że stawiane posągi są zdolne do przechwytywania many (nadnaturalnych mocy) wodza. A to z kolei miało prowadzić do obfitych deszczy i lepszych zbiorów.