Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 28 maja 2012

79. Holandia - Hazerswoude


Tego oto offa wyciągnęłam ze skrzynki niecałą godzinę temu. No i oczywiście, skoro jutro mam egzamin i powinnam się uczyć, postanowiłam się pochwalić. Wprawdzie Holandia to żaden egzotyk, a wprost przeciwnie, każdy kto się tylko zapisze na postcrossing.com ma więcej niż 100% pewności, że prędzej czy później (a raczej prędzej) otrzyma całkiem sporo pocztówek stamtąd. U mnie pocztówki z Holandii ex equo razem z tymi z Niemiec i USA stanowią zdecydowaną większość. I o ile pocztówki amerykańskie mi się bardzo podobają, z niechlubnymi wyjątkami in minus, tak niestety z Holandią jest na odwrót - rzadko która pocztówka (jeśli w ogóle nią jest!) stamtąd zaskakuje mnie in plus. Ta zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Jest to stanowczo jeden z trzech najładniejszych offów jakie stamtąd dostałam.  Śliczny nocny widok młyna wodnego - czyli holenderskiego sztandarowego motywu. Jak widać, mają jednak śliczne pocztówki! Dostałam ją od ośmioletniej Zary,  które pisze, że w Holandii jest chwilowo (było 5 dni temu) wręcz niemożliwie gorąco. Jak czuję ten chłodny wiatr wdzierający się do mieszkania i słyszę dalekie odgłosy burzy, to jej zazdroszczę trochę tych upałów. Z dwojga złego - chłodów i upałów - wybieram to drugie.
A co dokładnie przedstawia pocztówka? Jest to jeden z młynów w miasteczku Hazerswoude, położonym w regionie Południowej Holandii. Jest to niewielka miejscowość licząca około 5 tysięcy mieszkańców. Widoczny tutaj młyn w 1967 roku uzyskał status zabytku. W dzień wygląda on tak:

                                                

 Urokliwy :) Szkoda, że u nas nie ma takich zbyt wielu :)                                                                      

piątek, 18 maja 2012

78. Belgia - Brugge


Rzadko kiedy umawiam się na prywatne swapy, toteż rzadko otrzymuję kartki z kraju, z którego jeszcze pocztówki nie mam, bo muszę liczyć na offy, których w ogóle nie otrzymuję dużo, a jeśli już to kolejną Holandię, Niemcy, USA tudzież Rosję, albo na zagraniczne loterie organizowane przez zlotowiczów, a przecież po 1) nie codziennie ktoś wyjeżdża za granicę, a po 2) nie zawsze udaje się wygrać loterię. Pocztówka z Bruggi stanowi jeden z nielicznych wyjątków, jest to mój ostatni zagraniczny (i najszybszy w ogóle z moich - od umówienia się do otrzymania kartki minęło jakieś 5 dni) i też jednocześnie mój najnowszy w kolekcji kraj. W sumie jak na państwo, którego powierzchnia odrobinę przekracza powierzchnię województwa wielkopolskiego i nie dorównuje mazowieckiemu, Belgia w statystykach PC ma się całkiem nieźle, otrzymać pocztówkę z tego niewielkiego flamandzkiego kraju nie jest trudno. Ja się jednak przez rok nie doczekałam, bo maszyna losująca uparcie omija mój adres także Belgom (nie zdziwię się, jeśli kolejny off stamtąd będzie właśnie stamtąd) i sama zagadałam o wymianę bardzo miłą użytkowniczkę o imieniu Amina. W  ciągu kilku minut otrzymałam mailem link z galerią pocztówek do wyboru. Zakochałam się w tej. Później się też dowiedziałam, że widnieją na niej aż dwa obiekty UNESCO Brugge jest wciąż zamieszkana. W tle pocztówki nad budynkami góruje także wieżą - jest to drugi obiekt UNESCO, tzw ,,beffroi" - wieże strażnicze zamku, lub miejska dzwonnica w formie wieży wolno stojącej lub związanej z budynkiem ratusza. Budowano je w okresie od średniowiecza do renesansu. Dzwony służyły do ostrzegania o pożarze lub innym niebezpieczeństwie, wzywały mieszczan na narady. Występowały przede wszystkim w zachodniej Europie, były typowe dla architektury Flandrii. W Holandii i Belgii, dla miejskiej wieży reprezentacyjnej, używano częściej określenia: Belfried.
Zabytkowe centrum Brugge wpisane na listę UNESCO w 2000 roku, wpis dotyczące wież strażniczych Walonii i Flandrii w 1999, a beffroi tutejsze wpisano na listę w 2005 roku.


poniedziałek, 14 maja 2012

77. Polska - gmina Kożuchów

W miejscowości przedstawionej na powyższej kartce, tak sumując spędziłam chyba blisko 1/4 swojego życia. Do siódmego roku życia w zasadzie tam mieszkałam. Teoretycznie od zawsze byłam zameldowana w Katowicach i tutaj też zawsze był mój dom rodzinny, ale w Kożuchowie mieszkają moi dziadkowi, a właściwie od półtorej roku mieszka tam tylko moja babcia. Spędzałam tam całe lata wakacji.
Wydawać by się zatem mogło, że samo miasteczko i okolice znam bardzo dobrze. Okazuje się, że nie. Tydzień temu, odkładając na bok na kilka godzin pisanie pracy magisterskiej, postanowiłam pojechać na rowerową wycieczkę. Zajechałam do oddalonych o jakieś 4-5 km Drwalewic - wiosce widmo, w której mieszkańców prawie nie widać, w której czuć ducha PRL-u a byłe PGR-owskie budynki stoją odłogiem. A wśród nich perełka architektoniczna.

Jest to jeden z głównych zabytków gminy. Pałac powstał w stylu renesansowym prawdopodobnie w XV, jednak niewiele detali zachowało się z jego pierwotnej wersji. To co możemy widzieć dzisiaj to twór neogotycki, wzniesiony około 1875 roku w miejscu wcze­śniejszego dworu. Ciekawą historię pałacu można przeczytać na stronie Lubuskiego konserwatora zabytków: klik. Wieża zameczku z bliska wygląda tak:
  

Szkoda, że jest to takie zaniedbane, bo widać, że jest to piękne dworzyszcze,  tutaj jeszcze zbliżenie na drzwi:



A kiedy już wróciłam do Kożuchowa postanowiłam poszukać innych mało mi znanych miejsc. Miałam również ochotę ,,włamać" się na teren dworu, który również widnieje w rejestrze zabytków, a który został wzniesiony został prawdopodobnie ok. 1615 roku, ale niestety jest to teren osoby prywatnej (toteż niszczeje wrrry) i został zamknięty potężną bramą, w której było dużo dziur, ale niestety nie takich, bym się przecisnęła pod nią lub między dechami. Toteż zdjęcie tylko jedno moje, a drugie ze strony poświęconej lubuskim zabytkom.

(front)

oraz tył ze strony Skarabeusz.



(Tak rower mojej Babci musiał się wcisnąć na zdjęcie, bo by padł, gdyby nie wykazał swojej zasługi ;) Uwielbiam go swoją drogą, nie lubię tych nowych górali i innych takich, najlepsze są stare kozy, składaki i nieśmiertelne Wigry).

środa, 9 maja 2012

76. Chile - Altiplano

Wreszcie choć odrobina luzu i mogę napisać też coś na blogu, a nie tylko w pliku pod tytułem ,,Ewa Nowak - magisterka". Nie, żeby mnie było tak na imię i nazwisko, o tej pisarce, a raczej o jej twórczości piszę, a właściwie wczoraj skończyłam pisać pracę.
A dziś, jakby mało było powodów do szczęścia w związku z powyższym, ogromną radość sprawiło mi to cudo z Chile. Być może trudno w to uwierzyć, ale w rzeczywistości ta pocztówka ma jeszcze cudniejsze kolory niż na tym skanie, który zresztą wzięłam ze swoich favów ;)
Mam niesamowite szczęście do Chile, całkiem niedawno chwaliłam się tutaj kartką z z Wyspy Wielkanocnej a dzisiaj już jestem szczęśliwą posiadaczką kolejnej genialnej pocztówki z tego odległego kraju. Dostałam ją jako nagrodę w loterii zorganizowanej przez Olę lecz przysłał mi ją jej Tato. Nie spodziewałam się, że dojdzie tak szybko!
A co przedstawia ta (chyba jednak najładniejsza z moich) pocztówka? Altiplano to płaskowyż śródgórski w Andach Środkowych, w Boliwii i Peru, mieści się on na wysokości 3300–3800 m n.p.m. Występują tutaj kotliny bezodpływowe oraz jeziora (m.in. Titicaca, Poopó - największe jeziora Ameryki Południowej, co zapewne pamięta każdy uczeń, który pilnie przykładał się do geografii), a także solniska (Salar de Uyuni). Charakterystyczna dla Altiplano jest roślinność półpustynna (puna) oraz największe na świecie zasoby cyny. Największą miejscowością położoną na płaskowyżu jest peruwiańskie Puno (zgadnijcie skąd wzięła się nazwa).
Czym jest konkretnie owo Bofedal de Isluga nie mam najmniejszego pojęcia i chyba żadna strona w sensownym języku też nie. Uczę się trochę hiszpańskiego, ale jednak nie jestem tak zaawansowana, by czytać terminologię geologiczną w tym języku. Jak by kto wiedział, to będę wdzięczna za info. Ale mam wrażenie, że bofedal to jakaś południowo-amerykanska nazwa szczytu/ wulkanu w tle, bo znalazłam info na temat jakiegoś wulkanu Isluga na granicy chilijsko-boliwijskiej, a poza tym na hiszpańskim opisie obok tej nazwy podano wysokość w metrach nad poziomem morza.
W rolach modelek wystąpiły alpaki, które często są mylone z lamami, a które to miałam dzisiaj okazję poobserwować w Parku Chorzowskim, ups, przepraszam, Agata mnie uświadomiła, że już Śląskim, a ni Chorzowskim ;)