Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 26 czerwca 2012

83. Australia - Brisbane

Dzisiaj czas na kolejne nowe państwo w mojej kolekcji. Jednocześnie też kolejny swap. Przybył do mnie niecałe dwa tygodnie temu od przemiłej Jemmy - Brytyjki mieszkającej aktualnie w Australii. Obawiałam się, że moja kartka na ten najmniejszy kontynent świata będzie szła całe wieki, jednak i moja i jej szły około półtorej - dwóch tygodni. Pocztówkę wybierałam sama i chociaż mogłam poprosić o jakieś single, to jednak zakochałam się w tym nocnym widoczku Brisbane. Jest to stolica stanu Queensland,  miasto te jest położone u ujścia rzeki o tej samej nazwie do zatoki Moreton. Jest jednym z największych miast Australii. Dziś zamieszkuje je ponad 2 miliony mieszkańców - głównie białych potomków Europejczyków kolonizujących kontynent, jednak przed ich przybyciem okolice te zajmowały głównie  aborygeńskie plemiona Turrbal i Jagera. Nazywali oni ten obszar Mian-jin, tzn. "miejsce o kształcie kolca. O ile dobrze rozpoznaję, to na trzecim z obrazków widoczny jest tzw "Story Bridge" rozciągający się między północną i południową częścią Brisbane. Most łączy też Kangaroo Point (przeurocza miasta peryferii!) oraz Fortitude Valey jest zatem bardzo ważnym węzłem komunikacyjnym. Podobnie jak Golden Gate jest on jednym z ,,ulubionych" miejsc samobójców, toteż władze miasta rozważają uruchomienie na nim sieci telefonicznej (budek telefonicznych?), które miałyby szybko zapobiec ewentualnym skokom z mostu. Mostowi nadano imię Johna Douglasa Story'ego, który był znanym urzędnikiem i radnym działającym na rzecz rozwoju miasta w latach 20. i 30. XX wieku.
A tak poza tym muszę przyznać, że bardzo miło mi się korespondowało z nadawczynią, pisała m.in. o tym, że bardzo by chciała odwiedzić Polskę, bo ma do naszego kraju duży szacunek ze względu na historię rodzinną - jej dziadek był więźniem wojennym w obozie w Toruniu. Poza tym lubi też żużel. Sądzę, że Australii nie jest to popularny sport, w przeciwieństwie do jej rodzinnej Anglii ;)

czwartek, 21 czerwca 2012

82. Indonezja - Jakarta


Ostatnimi czasy w mojej skrzynce zrobiło się nieco bardziej kolorowo. Głównie za sprawą swapów, na które zaczęłam się umawiać nieco już zdegustowana tym, że ostatnie nowe ID dostałam gdzieś w styczniu - lutym, a przy 50 kartkach, naprawdę nie jest trudno wylosować coś nowego.... no przynajmniej taką do niedawna miałam nadzieję. Pożegnałam ją jednak i stwierdziłam, że jak będę czekać aż mnie wylosują komuś choćby z Australii, to się nie doczekam i poumawiałam się na kilka swapów. Z dziewczyną z Indonezji zgadałam się już chyba pod koniec marca, albo najmniej na początku kwietnia. Kartkę od niej dostałam przedwczoraj. Trzeba przyznać, że się wycwaniła i poczekała aż kartka ode mnie dotrze do niej, a że szła aż do końca maja, to o dopiero wtedy posłała swoją. Nie mam jej tego za złe, bo w końcu to ja prosiłam o wymianę, a być może w Indonezji usługi pocztowe są drogie, a może też nacięła się już na kogoś. Długo to trwało, ale jak widać kartka z Indonezji w końcu do mnie zawitała.
Pocztówka przedstawia Jakartę - stolicę państwa nocną porą. Od razu rzuca się w oczy wysoki obelisk z płonącym światłem u szczytu. Jest to, jak informuje podpis pod kartką - pomnik symbolizujący wolność i wyzwolenie się mieszkańców Indonezji spod władzy holenderskiej. Monument mierzy 132 metry. Jego budowę rozpoczęto w 196 roku. Przez miejscowych jest w on w skrócie nazywany "monas". W tym co z dala wydaje się podstawą monumentu mieści się dzisiaj ,,sala niepodległości" - pełniąca funkcję muzeum - sali pamięci o historii narodu, wypełniona jest ona różnymi eksponatami i ozdobiona reliefami o tematyce historycznej. Na wysokości 115 metrów, jest umieszczona obręcz, pełniąca też funkcję platformy widokowej.
Poza tym dowiedziałam się, że po malajsku stare miasto to ,,koeta lana" (choć Google zapisuje to jako Kota lama - brzmi bardziej idiotycznie) i że budynki w holenderskim stylu kolonialnym wciąż przyciągają do Jakarty turystów. A poza tym, jak by wam kiedyś jakiś Malaj powiedział/napisał: Salam Kanal, to znaczy to samo co "miło cię poznać" ;) Nie ma to jak mini kurs języka malajskiego ;)

poniedziałek, 18 czerwca 2012

81. Gibralatar - Gibralatar rock



Dzisiaj trochę nietypowo. Nietypowo, bo kartka, którą przedstawiam nie jest zapisana, nie otrzymałam jej za pośrednictwem poczty, ale jest jak najbardziej moja i jak najbardziej gibraltarska. Przywiózł mi ją ze sobą Tato, a jemu z kolei dla mnie przekazali jego pewni znajomi Polacy, mieszkający w holenderskiej Bredzie. Jakiś czas temu młode małżeństwo wraz z córeczką wybierało się na Półwysep Iberyjski,  toteż mój Tato pamiętając o pasji córeczki poprosił o kupienie mi jednej kartki, za co oczywiście miał zamiar oddać pieniądze. Mili państwo pocztówkę kupili, a właściwie nawet pocztówek sztuk 7 i w ogóle nie chcieli słyszeć o oddawaniu pieniędzy, więc jakby tak jakimś cudem to kiedyś czytali, to bardzo dziękuję. Pocztówki są fantastyczne, cztery z Andaluzji, jedna z tej samej serii co powyższa z przepięknym nocnym widokiem na Sevillę i jedna z portugalskiego Algarve. Jak łatwo się domyślić, na ich widok zaczęłam piszczeć radośnie niczym nastolatka.
Co przedstawia powyższa kartka, chyba nie muszę mówić, dobrze znaną Skałę Gibraltarską  w Górach Betyckich. Leży ona na terytorium maleńskiego państewka - Gibraltaru, o które toczą się spory m.in. między Hiszpanami i Brytyjczykami, to bowiem do korony angielskiej należy teoretycznie Gibraltar jako zamorskie terytorium zależne. Skałę tę wraz z marokańskim ( a właściwie leżącym na terenie hiszpańskiej enklawy na terenie Maroko - Ceuty) Abyle  w starożytności nosiły nazwę Maczug Herkulesa wyznaczały bowiem kres znanego świata. Nie będę was zanudzać informacjami z Wikipedii na temat półwyspu, kto chce ten doczyta sam, może tylko wspomnę, że zajmuje go około 28 tys mieszkańców, przy czym mam na myśli tylko ludzi oczywiście. Inną znaną grupą mieszkańców Gibralataru są magoty - niewielkie małpki - makaki - jedyne żyjące dziko w Europie, jednak też ich populacja jest sztucznie podtrzymywana, dzisiaj na Skale Gibraltarskiej żyje ich ok. 230 osobników w pięciu odrębnych stadach; większość z nich zamieszkuje rezerwat przyrody znajdujący się w górnych partiach Skały. Wizerunek tych sympatycznych zwierzątek uwieczniono na tyle tej pięknej pocztówki:


                
                       




poniedziałek, 11 czerwca 2012

80. Polska - Sękowa


Po długim weekendzie, który już tradycyjnie spędziłam na wsi, obijając się (czytając, jeżdżąc na rowerze, popijając herbatki z sąsiadkami, grillując i tyjąc radośnie i oglądając mecze) czekała na mnie w skrzynce tylko jedna kartka, ale za to jaka! Nie byle jaka nie tylko pod względem wielkości (to chyba największa pocztówka jaką posiadam, jest dwa razy większa niż standardowa) lecz także z powodu tego, że, że  przedstawia ona jeden z polskich obiektów UNESCO. Na dodatek jest to ten obiekt, który na pocztówkach jest trudno dorwać ;) Powiedzmy sobie bowiem szczerze, że o ile skompletowanie pocztówek UNESCO-wych z Krakowa, Warszawy, Wrocławia  czy Torunia nie nastręcza większych trudności, tak już z grupą obiektów o wspólnej nazwie ,,Drewniane kościoły południowej Małopolski i Podkarpacia" jest już dużo gorzej. Wprawdzie w obręb tego obiektu wchodzi aż sześć kościółków Binarowa, Blizne, Dębno Podhalańskie, Haczów, Lipnica Murowana i Sękowa, ale mieszczą się one w niewielkich miejscowościach, nie są aż takimi hitami turystycznymi jak wyżej wspomniane miasta, toteż pocztówka z Sękowej to nie lada gratka. Paulina, od której dostałam tę kartkę, mieszkająca w pobliżu Sękowej - w Gorlicach, wspomina, że jest to chyba jedna z 2-3 kartek, na których kościółek w Sękowej nie jest tylko jednym z malutkich widoczków na naciapanym multi. Chciałabym uzbierać pocztówki z wszystkimi sześcioma kościółkami na razie jednak cieszę z tej. Ty samym zresztą do skompletowania wszystkich pocztówek z UNESCO polskimi zostały mi: świątynie pokoju w Jaworze i Świdnicy, obóz koncentracyjny Auschwitz - Birkenau, Puszcza Białowieska oraz Kalwaria Zebrzydowska, w ostatnim miesiącu udało mi się bowiem zdobyć Malbork oraz Wieliczkę, a Park Mużakowski przywiozłam sobie sama z lubuskiego.
 Coś więcej o Sękowej? Wiele osób kojarzy ten kościółek, ale pewnie nie wszyscy wiedzą, że jego patronami są apostołowie św. Filip i św. Jakub. Pierwszy ze świętych był rodzonym bratem apostołów Piotra i Andrzeja, jest uznawany za świętego Kościołów: katolickiego, anglikańskiego, ewangelickiego, ormiańskiego, koptyjskiego oraz prawosławnego, patronuje też przedstawicielom starych profesji: kapelusznikom, pilśniarzom i cukiernikom. Dnia szóstego maja obchodzi się w Kościele Katolickim wspomnienie św. Filipa i Jakuba, toteż zapewne dlatego kościółkowi w Sękowej nadano właśnie tych świętych jako patronów. Kościółek w Sękowej wzniesiono między latami 1520-1522. Jest on nazywany Perłą Beskidu Niskiego, gdyż jest uważany za najpiękniejszy kościółek Małopolski.  Jest on wciąż czynny, jednak odbywają się tu głównie jakieś bardziej uroczyste msze - np. dożynkowa. Paulina wspomniała też, że kościółek wpisany na listę UNESCO w 2003 jest też bardzo często wybierany przez pary jako miejsce ślubu. Zupełnie się nie dziwię! Piękne miejsce na ślub!