Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 24 września 2012

92. Brazil - Rio de Janeiro


Widok, prezentuje powyższa pocztówka jest znany chyba wszystkim, nie tylko postcrosserom. Postać Jezusa górująca nad drugim co do większości miastem Brazylii (po Sao Paulo) jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych obiektów na ziemi. Jest też uważany za jeden ze współczesnych siedmiu cudów świata - co jednak według władz UNESCO jest kontrowersyjne, bo wynika z głosowania mieszkańców Brazylii i Rio (których jest przecież ponad 6 milionów) na statuę pod naciskami władz. Corcovado, to właśnie szczyt na którym wznosi się 38-metrowy pomnik Chrystusa Odkupieciela. Nie  jest to jednak jedyny szczyt w Rio. Jeszcze bardziej znanym wzgórzej jest Głowa Cukru -Pão de Açúcar.Samo Rio de Janeiro słynie nie tylko ze statui Jezusa Chrystusa. Miasto jest też znane z przepięknych, obleganych przez turystów plaż - m.in. słynnej Copacabany oraz odbywającego się zimią kolorowego karnawału. Czym jeszcze słynie Rio? Piłką nożną. To właśnie tutaj mieści się jeden z najbardziej znanych stadionów świata - Maracana. W ogóle powiedzmy sobie szczerze - Brazylia i Rio sportem stoi. Jeszcze kilka lat temu brazylijska reprezentacja w piłkę nożną była uznawana za potęgę, której teraz dorównuje tylko Hiszpania. Czasy te niestety minęły, ale nikt nie powiedział, że bezpowrotnie. Nie zdziwiłabym się, gdyby w 2014, kiedy Mundial odbędzie się własnie w Rio, Brazylijczycy pokazali swoją klasę jeszcze raz i udowodnili, że dalej potrafią grać w piłkę nożną. Deklasacja potęgi Hiszpanii pewnie nie będzie łatwa, ale kto wie... do Mundialu jeszcze dwa lata. Prócz Mundialu 2014 Rio de Janeiro zorganizuje też jeszcze kilka innych prestiżowych imprez  - nie tylko sportowych. W 2013 roku miasto będzie organizatorem Światowych Dni Młodzieży, a w 2016 gospodarzem XXI Letnich Igrzysk Olimpijskich.
A co jeszcze o samym Rio? Może tyle, że nazwa w dosłowym tłumaczeniu to: ,,rzeka styczniowa". W latach 1808 do 1821 było ono faktyczną stolicą Portugalii, a rok później w 1822 stało się stolicą niepodległej Brazylii by oddać tę funkcję w 1960 roku Brasilii, z czym wiele osób wciąż się nie zgadza.

środa, 19 września 2012

91. Macedonia - Ohrid

                      

Kartka od Pasażerki z jej wojaży po Bałkanach. Wojaży bardzo zazdroszczę muszę przyznać, jeszcze bardziej niż możliwośći kupowania takich cudenie. Ja z miejsc UNESCO-wych odwiedziłam ledwie kilka... ale już się rozglądam za wycieczką do Barcelony, więc nadrobię :)
Powyższa niepodzianka, którą czekała na mnie w domu i po powrocie z pierwszej części wakacji strasznie mnie ucieszyła, bo nie dość, że jest to pierwsza kartka z Bałkanów, po drugie pierwsza z Macedonii to po trzecie jest to pocztówka z obiektem UNESCO.
Klasztor przedstawiony na kartce to cerkiew ś. Zofii - w Ohrydzie - jednym z najstarszych i największych miast Macedonii. Pierwotnie była katedrą bułgarskich arcybiskupów Ohrydy. Zachowały się w niej freski z okresu średniowiecznego - z XI - XIII wieku. Wizerunek  klasztoru znajduje się na banknocie 100 denarów macedońskich. Warto jednak wspomnieć, że na listę UNESCO wpisano nie tylko najważniejsze zabytki, ale prawie całe miasto oraz widoczne w tle pocztówki Jezioro Ohrydzkie. Jest to zatem jedno z miejsc, któe zostało zaklasyfikowane na listę UNESCO jako dziedzictwo i kulturowe i przyrodnicze.
Co roku w Ochrydzie odbywa się letni festiwal teatralny Lato Ochrydzkie (lipiec-sierpień), festiwal folkloru bałkańskiego (czerwiec) i festiwal bałkańskiej muzyki ludowej (sierpień).

poniedziałek, 17 września 2012

90. Polska - Nysa cz.2



Ciąg dalszy miał nastąpić i następuje, a że z drobnymi opóźnieniem, to już inna historia.
 
 

Altana Eichendorffa
W poprzedniej notce pisałam głównie o fortach nyskich. Jednak nie tylko fortami Nysa stoi. Przed wyjazdem mieliśmy jakoś zarysowany plan zwiedzania, jednak już przy rejestracji w hotelu plan ten nam się bardziej wykrystalizowal.W recepcji bowiem mogliśmy sobie zabrać turystyczną mapę miasta z zaznaczonymi głównymi atrakcjami. Z niej to dowiedzieliśmy się o wartych odwiedzenia miejscach, głównie w obrębie starówki. Nie zaznaczono na niej jednak szlaku Eichendorfa - był to niemiecki romantyczny poeta, epigon, ktory spędził w Nysie ostatnie lata życia. Nysanie poświęcili mu jedną z ulic oraz utworzyli specjalną trasę turystyczną z nim powiązaną. Można na tej trasie zwiedzić dom poety oraz zobaczyć jegi popiersie, jego grób na tutejszym cmentarzu oraz miejsce, w które wybieraliśmy się z Dominikiem dopiero dzień przed wyjazdem - altanę Eichendorffa. Prawdę mówiąc spodziewałam się,  że   będzie to jakiś mały, nieciekawy balkonik. Jednak, kiedy już zwiedziliśmy prawie wszystko, a chcieliśmy się gdzieś jeszcze przejść wybralismy się na poszukiwanie altany. Szlak prowadził w las, później piął się pod stromą górkę kilkaset metrów. Nieco zmachani dotarliśmy w końcu na górę. Opłacało się jednak, bo okazało sie, ża ta altana to tak naprawdę sporych rozmiarów taras widokowy, z którego roztaczał się wspaniały widok zarówno na starówkę oraz katedrę widoczną na pocztówce jak i na Jezioro Nyskie oraz góry.  Aż pożałowaliśmy, że się nie wybraliśmy wcześniej.  Tak się tam zasiedziałam, że nie chciałam schodzić, widok po prostu fantastyczny! 
Nieco wyżej znalezione w necie zdjęcie altany najwyraźniej w okresie jesiennym, albo zimowym :)

 
Nad Jeziorem Nyskim z moim Gadem ;)
Przystojny Pan Wojak ;)
/
 
Jak się przyjrzycie to widać na zdjęciu  kawałek jeziora. Z altany był najlepszy widok na tę jego część, w której można się kąpać, z piaszczystą plażą... można kiedy nie ma wykwity rożnych paskudztw, ameb itd. Generalnie samo jeziora mnie mocno rozczarowało. Być może także dlatego, że kiedy się nad nie wybraliśmy, byla średnia pogoda i kiedy w końcu weszliśmy na wały otaczające zalew, to akurat się rozpadało, wiało, a na dodatek na długości kilometrów nie było ani fragmentu plaży jedynie zabetonowana niecka z niezbyt czystą wodą. No, ale jezioro było jedyną ,,atrakcją" jaka mnie zawiodła podczas całego. Najpierw się nadreptaliśmy mnóstwo kilometrów, by zmarznąć i zmoknąć nad jeziorem, w którym woda była zgniłozielona. Na dodatek wieczorem dosłyszeliśmy rozmowę tubylców, którzy kpili, że to co wszędzie jest nazywana sinicą, tutaj zwie się ładnie wodorostami... Cóż, może to i dobrze, że pogoda była marna i nie mieliśmy dostępu do plaży tylko do betonowej niecki, bo pewnie bym wlazła do tej paskudnej wody...
 Idąc nad jezioro minęliśmy też chyba najbardziej zadbany ze wszystkich fortów - Blockhaus, jest to fort wodny, otoczony fosą oraz parkiem, dzisiaj pełni chyba czasem funkcje muszli koncertowej, bo widziałam tam rozłożoną ,,scenę". Równie dobrze utrzymany jest usytuowany na obrzeżach Rynku Bastion św. Jadwigi. Pełnił on w swoim czasie funkcję więzienia i kazamatów albo funkcje obronne, jako jencowie byli tam przetrzymywani m.in.  znany polityk francuski Charles de Gaulle oraz markiz La Fayette. Dzisiaj w Bastionie św. Jadwigi mieści się tutejsze centrum kultury, odbywają sie tu rożne zajęcia oraz wydarzenia kulturalne, mieści się także kafejka oraz CIT. Z zewnątrz Bastion wygląda tak:

 W jego wnętrzu można znaleźć m.in. wystawę  mundurów wojskowych. Nie od dzisiaj wiadomo, że za mundurem panny sznurem, więc chyba nikogo nie dziwi, że jeden z tych panów, bardzo mi się spodobał? ;)  A na samym Rynku? Zbrakłoby mi miejsca do wrzucania tutaj zdjęć: zabytkowa wieża ziębicka, przepiękny eklektyczny budynek poczty (poniżej). Uliczki, w których balkoniki wyglądają jak małe dzieła sztuki. Ogromna bazylika, w której pomieszczenie na organy jest większy niż niektóre kapliczki wioskowe. Fontanna Trytona, zabytkowa Piękna studnia... Mnóstwo, mnóstwo zabytków, parczki, kościółki, gotyckie gmaszyska, klasycystyczne przysadziste budowle, wszystkie możliwe style! Poniżej zdjęcie poczty, która podobała mi się chyba najbardziej oraz katedry. 

           W zasadzie moglabym jeszcze długo, ale chyba bym was zanudziła :)

piątek, 7 września 2012

89. Polska - Nysa cz. 1

                        

Zbierałam, się zbierałam aż w końcu sie zebralam do napisania notki o Nysie. Oczywiście mogłabym tu wrzucić kilka info z Wikipedii i by było, ale po co, skoro mogę napisać trochę więcej na temat tego miasta, z którego wróciłam zaledwie 3 tygodnie temu? ;) Wybrałam się tam z Dominikiem, na tydzień w ramach naszych wspólnych wakacji. Miejsce wybraliśmy oboje: ja najpierw przeprowadziłam wstępny wybór po czym podesłałam mu do wyboru m.in. Nysę, Sandomierz, Dobczyce i jeszcze jakieś inne. Sandomierz odpadł, bo nie chciało nam się tłuc tam jakieś 6 godzin najmniej. Wyboru Nysy dokonał Dominik na podstawie wyników Google grafika ^^ i na podstawie wzmianki o fortach. Taaak, to jest najepszy sposób na wyciągnięcie mojego mężczyzny z domu - wspomnienie mu o militariach, schronach, bunkrach, fortach...
Nagrobek pary samobójców
Tak oto ósmego sierpnia zawitaliśmy do starego opolskiego miasta, jechało się krótko nieco ponad godzinę do samego Opola i mniej więcej tyle do Nysy - w sumie to z Katowic tylko 156 km. Hotel mieliśmy usytuowany w niewielkiem odległości od samego centrum i jakieś 3 km od jeziora, za to (no nie zgadniecie!) zaraz obok największego skupiska fortów zbudowanych głównie przez Austriaków. Wystarczyło wyjść poza teren hotelu i już znajdowałeś się w jak nam się wydawało parku, który tak naprawdę okazał się zniszczonym cmentarzyskiem garnizonowym z 1835, w którym walały się zabytkowe płyty nagrobne (i biegały myszki, ale niestety były płochliwe i nie dały sobie zrobić zdjęcia). Dzień przed wyjazdem Dominik doczytał się, że na cmentarzu wsród niewielu w pełni zachowanych płyt nagrobnych można znaleźć nagrobek... pary samobójcow. Jest z tym związana nieco smutna i romantyczna historia (przytaczam za stroną Opolskiego Towarzystwa Genealogicznego). Otóż tragiczna historia miała miejsce zaraz po zakończeniu I wojny światowej. Ona była 19-stoletnią dziewczyną  - nazywała się Edith Röslerm, jej narzeczony Johannes Wenzlik miał 23 lata i był oficerem w armii niemieckiej. Podczas działań wojennych został ciężko ranny w głowę, życiu uratowano mu wszczepiając mu w czaszkę metalową płytkę. Jednak to co go uratowało, sprawiało mu też ogromny ból, a na dodatek powodowało uporczywe zaniki pamięci. Młodzi odebrali sobie życie krótko po Nowym Roku 1919 roku i zostali pochowani we wspólnym grobie, który dzisiaj wygląda tak jak można zobaczyć na zjęciu powyżej.

W ogóle cmentarzysko te jest bogate w zabytki, niezwykle ciekawie piszą o nim tutaj.
No, ale przejdźmy nieco w głąb. Jakieś 100 metrów, może nawet nie poza cmentarzyskiem natrafiamy na Bramę Bastion Kaplicznego. Wystarczy pójśc na prawo, by zwiedzić jeszcze: Bastion Kapucyński Górny, Bastion Regulicki, Bastion Morawski, albo dojść do Fortu I (do którego my ostatecznie nie doszliśmy.  Na polach wokól tych fortów w miesiącach wakacyjnych od kilku lat odbywa się rekonstrukcja bitwy o Fort Nyski, która odbyła się w 1807. Niestety, a może i stety (bo byłby pewnie tłum turystów i ceny pewnie wzrastają), nie załapaliśmy się na to wydarzenie. Niemniej, forty sobie zwiedziliśmy. Najpierw szliśmy górą, a później zeszliśmy jakimś dzikim zejściem w dół, omal nie wybiliśmy zębów (a przynajmniej ja) i spłoszyliśmy żerującą tam sarenkę
(nic dziwnego, skoro wydałam radosny pisk na jej widok ^^)

(tak wyglądały wąwozy fortu z góry) A tak -> z dołu:

                         
 

Wieża Fortu Prusy
Najbardziej okazałym ze wszystkich fortów jest Fort Prusy, który ma kształt rozgwiady, jednak niestety nie udało nam się go zobaczyć, a właściwie zwiedzić jego wnętrza, mogliśmy zobaczyć tylko jego wewnętrzne mury, gdyż wysoka wieża strażnicza jest właśnie remontowana. W jego ścianach znajdują się obszerne kazamaty. Drogę prowadzącą do fortu zabezpieczał rawelin. Z jego korony można było także doskonale ostrzeliwać miasto, gdyby wpadło w ręce wroga. Samą bramę wiodąca do wnętrza Fortu Prusy broniła bezpośrednio znajdująca się obok niej kaponiera - takie coś podobne do bunkra. Wieża forteczna wygląda dzisiaj tak, i mają ją niedługo udostępnić zwiedzającym. Jeśli już kończymy wątek fortów, (bo Nysa nie tylko fortami słynie, ale o tym w następnej notce) to trzeba wspomnieć, że miejscowi traktują te zabytki... powiedziałabym, że oryginalnie. Niestety większość fortów (wyliczając Fort Blochaus Wodny, który znajduje się po drodze nad jezioro oraz stanowi chyba coś w rodzaju tutejszej.. muszli  koncertowej? jest zaniedbana. A przecież, gdyby o to zadbać, rozreklamować, to sądzę, że miasto zarabiałoby sporo na turystyce ,,militarnej". Wybraziłam sobie teaz paintball w fosa fortecznych ^^.  Część, która nie jest zaniedbana.. jest wykorzystana na.... na garaże. Tak, właśnie tak. Lansiarskie - garaż w XIX wiecznym forcie ;). Jako, że poszczególne pomieszczenia są dość niskie i często posiadały łukowate hm... okna, wykusze? mie wiem jak to nazwać, to sporą część wykorzystano do tego celu.  Sprytni ci Nysanie. Wygląda to przezabawnie, kiedy wspinasz się na całkiem wysokie ,,wzniesienie", które tak naprawdę nim nie jest, a tylko szczytem fortu, a tam widzisz garaże, które wyglądają trochę jak domki Hobbitów. Niestety nie widać tego dobrze na zdjęciach, bo jestem łajzą i usunęłam przypadkiem tę część materiałów z telefonu zostało mi tylko takie. A to z pewnością jest jeden z wyższych i mniej obrośniętych trawskiem okazów.



   Poza tym polecam wybrać się ,,na garaże", bo rozstacza się stamtąd świetny widok na starówkę Nysy oraz Przedgórze Sudeckie. (Na zdjęcie nie liczcie, telefony nie nadają się do robienia panoramek). Na część dalszą relacji zapraszam niedługo! :)

                                          



czwartek, 6 września 2012

88. Polska - Tropsztyn



  Trochę się ostatnio obijam z tym pisaniem notek, mam jeszcze tyle pięknych pocztówek do zaprezentowania! Dzisiaj nadszedł czas na pocztówkę z Tropsztyna. Dostałam ją od moich przesympatycznych sąsiadów mieszkających piętro pode mną. Sąsiadka podlewała nam w czasie naszego urlopu kwiaty i wyjmowała korespondencję ze skrzynki, a że w tym czasie doszło do mnie trochę pocztówek, zainteresowała się tym faktem. Wytłumaczyłam więc, że jest to spowodowane tym, że zbieram kartki co najwyraźniej zanotwała w pamięci, bo po moim powrocie z Nysy i powrocie sąsiadów z małych wakacji, pani sąsiadka zaczepiła mnie na schodach, mówiąc, że ma dla mnie kartkę. Trochę się tłumaczyła, że jest średnio ładna, ale innych nie było ^^. Tak, to jest ta niby średnio ładna kartka ;) Nie wiem jak Wam, ale mnie podoba się bardzo! Śliczne singleview z rzeką na pierwszym planie i zamkiem w tle, na dodatek na tyle pocztówki mam pieczątkę pamiątkową, więc jeszcze lepiej. Być może sąsiadka miała na myśli to, że papier z tyłu kartki jest nieco bardziej żółty niż standardowy, ale podejrzewam, że zrobiono go z papieru z recyklingu, a nie, że jest stara :) Chciałabym otrzymywać więcej takich ,,brzydkich" pocztówek.
    A sam Tropsztyn? Sądziłam, że jest to nazwa wsi, ale miejscowość, w której położony jest zamek nosi nazwę Tropie i leży nad widocznym na kartce Dunajcem. Tropsztyn to nazwa rekonstrukcji zamku widocznej w tyle. To co można dzisiaj oglądać to bowiem tylko odnowiony część oryginalnego zamku powstałego najprawdopodobniej w XIII wieku, z inicjatywy rodu Ośmiorogów.
  Z ciekawostek warto przytoczyć legendę, według której po śmierci inkaskiej księżniczki Uminy, która miała przywieźć do zamku w Czorsztynie pismo kipu, to właśnie w Tropsztynie schowano  skarby przywiezione z Ameryki Południowej. Jakoby schowano je w tunelu wykopanym pod Dunajcem i łączym zamek z sanktuarium w Tropiu, jednak nigdy nie udowodniono, by legenda była ta prawda. Nie udowodniono też, by była nieprawdą, więc jak ktoś ma ochotę zabawić się w Pana Samochodzika (choć jakoby Pan Samochodzik już odkrył Złoto Inków ;)) to łopaty w ręce!