Łączna liczba wyświetleń

piątek, 30 listopada 2012

106. Malezja - Putrajaya

                                     

Wczoraj był Hong Kong, dzisiaj kontynuujemy podróże po Azji i wędrujemy do Malezji, a to wszystko dzięki temu, że akurat dzisiaj dostarczono mi pocztówki, o których już praktycznie mówiąc prawie zpomniałam. Swapa umawiałam pod koniec września, jak widać stemple mają z pierwszej połowy października, szły więc półtorej miesiąca i mają pieczątkę Missent to... tylko gdzie, to nie wiem, bo tę część pieczątki na obu kartkach jest zamazana - może Tajlandia? ;) Może ktoś wie, któe państwo stempluje przesyłki za pomocą stempla z widokiem jakiegoś ptaka z nastroszonymi piórami?
To moje pierwsze pocztówki z Malezji, niby offa nie jest tak trudno dostać, ale chyba nie z moim szczęściej, więc wzięłam sprawy w swoje ręce i umówiłam wymianę. I tak oto po chyba trzech kwerendach kierowanych do Malajów, otrzymuję pięknę meczet w Putrajaya.
I muszę przyznać, że szczerze mnie on zaskoczył, bo wydawało mi się, że to stara budowla, a tu się okazuje, że jest o całe 12 lat młodsza ode mnie. Nawet jeśli licząc od daty rozpoczęcia budowy - 1997 roku, to i tak jestem starsza o całą dekadę (i nie wiem czy mnie to cieszy ;)). Jest to główny meczet Putrajaya. Znajduje się on nad sztucznym jeziorem Putrajaya, które ma zapewnić miastu chłodzenie, Malezja jest bowiem położona w klimacie upalnym. W pobliżu meczetu znajduje się też pałac prezydenta centrum administracyjnego kraju.
Bardzo ciekawa jest też nazwa tego regionu: Putra - to malajsku książę, a jaya - doskonałość lub sukces. Czyli co? Książęca doskonałość? ;)

czwartek, 29 listopada 2012

105. Hong Kong

                       

Skan pozwoliłam sobie podkraść z blogu Domixona. Ja osobiście skanera nie posiadam, a kiedy użyłam opcji wyszukiwania przez podobne obrazy (wcześniej posiadałam jakiejś kiepskiej jakości zdjęcie) znalazło mi właśnie bloga Dominika ;)
 Poprzedni mój poprzedni Hong Kong był w wersji dziennej i nieco bardziej romantycznej z UNESCO-wą Chińską Dżonką na pierwszym tle, teraz mamy opcję nightview i bardziej nowocześnie. Nie da się bowiem zaprzeczyć, że Honk Kong jest jednym z najnowocześniejszych obszarów świata, w mieście istnieje kilkadziesiąt uczelni kształcących na najbardziej współczesnych kierunkach. Dużo tu także instytów komputerowych, technologicznych itd - ogólnie mówiąc Hong Kong to potęga gospodarcza, z którą liczą się najwięksi, a ci, którzy chcą osiągnąć wiele za wzór rozwoju stawiają sobie m.in. te chińskie terytorium specjalne. Jednocześnie pod względem gospodarczym jest też Hong Kong najbardziej wolnym państwem świata - restrykcje gospodarcze są tam najmiejsze na świecie. Niższy wynik punktowy danego kraju oznacza większy zakres interwencji państwa w gospodarkę i mniejszą wolność gospodarczą. W 2012 roku Polska awansowała na miejsce 64 miejce z 179 roku tym samym plasujemy się grupie państw o umiarkowanej wolności gospodarczej. Z europejskich najlepiej w tej materii wypada Szwajcaria, a najgorzej Ukraina - jedno z ostatnich miejsc w rankingu, jedyne europejskie, które nie posiada wolności gospodarczej.
Czyli co w Hong Kongu panuje wolna amerykanka? Może to właśnie sposób na rozwó gospodarczy.

wtorek, 27 listopada 2012

104. Kanada - Toronto


Pocztówka ta to nieco spóźniony, ale jak najbardziej wspaniały prezent urodziny od Oli (Delenn Mir). Takie spóźnione prezenty najczęściej dostarczają dużo radości, bo już dawno zapominasz o tym, że miałaś urodzin, a tu proszę, bardzo ładne uśmiechowe Toronto. Na dodatek z fantastycznymi znaczkami z żółwiem Franklinem ;) Znaczki jakoś mnie szczególnie nie interesują, ale takie z kreskówek podobają mi się wyjątkowo.
W związku z kartkami z Kanady nasuwa mi się jedno pytanie, mianowicie takie czy oni tam nie mają standardowych kartek? Standardowych rozmiarami. Wszystkie jakie stamtąd posiadam (sztuk cztery na chwilę obecną) są rozmiaru nieco większego niż tradycjne. Zresztą 3 z nich z tej samej serii co ta - Postcard Factory.
Widoczna jest na niej słynna CN Tower. Pamiętam, że już blisko 15 lat temu koleżanka z klasy opwiadała mi (i pokazywała zdjęcia z tarasu widokowego) jak wielkie wrażenie robi taka wysokośc. Wtedy zresztą był to najwyżej położony punkt obserwacyjnych na świecie. Był nim tak w ogóle do 2007 roku, kiedy zbudowano Burdż Chalifa w Dubaju.  Ja osobiście lęku wysokości nie mam, a nawet lubię wysokość, więc bardzo chętnie wjechałabym tam na samą górę. Chętnie bym też posiedział w restauracji, która obraca się wokół osi wieży, no ale cóż na razie mogę sobie tylko pomarzyć i popatrzeć na widok wieży na pocztówce. Dodam jeszcze, że jest widok ze słynnych Toronto Islands.

poniedziałek, 19 listopada 2012

103. Łotwa - Ryga



Ryga - stolica Łotwy. Na tej pocztówce wygląda zjawisko, conajmniej jak Paryż (zwłaszcza ta wysoka wieża z iglicą w tle może się kojarzyć z Wieżą Eiffla) czy Sztokholm, a nie stolica niewielkiego państwa nad Bałtykiem. Może więc Polacy niepotrzebnie tak skrzętnie omijają te tereny planując swoje wypady turystyczne. Może nie? Szczerze? Kto był na wycieczce w Rydze, albo ją planował? Ja owszem, chętnie, jak bym miała okazję, ale prawdę mówiąc priorytetowo w grafiku mam inne miejsca (nie będę się już powtarzać, wszyscy już doskonale wiedzą jakie). Być może robię bardzo duży błąd, ale co ja poradzę, że jestem wyjątkowo mało odporna na hiszpański turystyczny PR. Trochę też mi widok ten przypomina Pragę, którą miałam okazję zwiedzić, zwłaszcza te mosty przypominają mi te na Wełtawie.
A sama kartka? Cóż, muszę przyznać, że pochodzi z nie do końca udanej wymiany z pewną Japonką, która aktualnie (może już zresztą nie, kartkę dostałam jakieś pół roku temu) mieszka/ła w Rydze. Dlaczego nieudana? Bo umówiłyśmy się na swapa na zasadzie; ja ślę jej 4 czyste, bo takie chciała, a ona mi cztery, ale zapisane. Owszem, kartki dostałam, wszystkie czyściutkie, bo ona takie lubi. Wrry, jak łatwo się domyślać, miałam ochotę jej odesłać je z powrotem, ale obawiałam się, że będę mocno stratan, bo jak znam życie nie domyśliłaby się/ nie zastosowałby się do prośby, by mi odesłać moje cztery cuda (m.in. ostatnie z Akaroy i Lipca), i byłabym stratna na dwóch wysyłkach do Łotwy i kartkach. Niechętnie więc przykleiłam znaczki, adresata z koperty na tę kartkę oraz dołączoną osobno karteczkę z wiadomości i tę traktuję jako ,,zapisaną", a pozostałe 3 mam, bo mam... ale mnie denerwuję. Bo są piękne i puste, nie niosą ze sobą absolutnie żadnej wiadomości, choćby głupiego ,,Hi, Greetings from Latvia".

102. Polska - Srebrna Góra

                         

Pocztówkę tę otrzymałam od Kolekcji, już w sumie nie za bardzo pamiętam za co ;) Chyba za kartkę ze Stadionem Narodowym. Moim zdaniem wymiana pierwszorzędna. Widoczna powyżej widokówka ze Srebrnej Góry należy bowiem do grona moich ulubionych w zbiorze. Jednym z powodów jest chyba to, że wprost uwielbiam różnego rodzaju zamki, twierdze itd. Nawet na moim chłopaku zrobiła ona wrażene i kiedy tylko ją zobaczył, oczy mu się zaświeciły i zapytał "No, to kiedy tam jedziemy?" Niestety się mocno zawiódł, kiedy mu powiedziałam, że Srebrna Góra leży w Dolnośląskim i to w okolicach Kłodzka. Według Google Maps zaledwie 220 km w jedną stronę, więc niestety, taka ot weeekendowa wycieczka chyba odpada, a szkoda.
Miałam w te wakacje odwiedzić Srebrną Górę z rodziną. Mieliśmy w planach zwiedzenie Książa, a później właśnie Srebrnej Góry, ale samo zwiedzanie Książa zajęło nam naprawdę sporo czasu, a jeszcze nim znaleźliśmy miejsce, w którym można było coś zjeść w Wałbrzychu minęła kolejna ponad godzina. Cóż jak się jedzie przez Wałbrzych od strony Książą, to okolica jest wybitnie nieciekawa, co by nie powiedzieć, że od tej strony miasto prezentuje się wyjątkowo żałośnie. Znalezienie restauracji w ogóle, nie tylko na naszą kieszeń graniczyło z cudem, więc kiedy w końcu zobaczyliśmy napis McDonald 3 km dalej, to wydaliśmy okrzyk radości jaki musi wydawać karawana na widok oazy na pustyni. Później jeszcze weszliśmy do  Lidla czy czegoś takiego, kupić prowiant na dalszą drogę, tam z kolei były jakieś problemy z kasami (kolejne 40 minut odpadło) i gdy po tym wszystkim Krzysiu Hołowczyc vel GPS powiedział nam, że do celu zostaje nam blisko 50 km i prawie półtorej godziny drogi (cóż, zawijasy, ograniczenia prędkośći), to moi zrezygnowali.
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. W zamian odwiedziliśmy nieco bliższą Głuszycę oraz kompleks podziemnych konstrukcji zbudowanych przez faszystów w okresie II wojny światowej w Osówce. Na to więc wygląda, że zwiedzanie jednego z największych fortów Europy, jest sprawą przyszłości.

czwartek, 8 listopada 2012

101. Hiszpania - Sevilla



Tę prześliczną pocztówkę, wraz z tą z Gibraltaru, którą prezentowałam już dawno temu klik oraz kilkoma innymi przywiózł mi Tato od znajomych Polaków, którzy imieszkają w Holandii i wybrali się na urlop na Półwysep Iberyjski. Trafiły mi się same śliczności z tego wyjazdu, ale Gibraltar i Sevilla to prawdziwe perełki. Widoczne na pocztówce miasto jest stolicą Andaluzji. Powstało prawdopodobnie w II wieku p.n.e i miało niezwykle bogatą historię - było podbijane m.in. przez Kartaginę i Fenicję. Zdobywał je też Cezaraz oraz Wizygoci i Wandalowie. Tutaj też działał jeden z pierwszych w Trybunałów Instytucyjnych. W czasie odrycia trzeciego świata i wypraw na inne kontynenty była jednym z trzech najliczniejszych miast świata.  W mieście tym można odnaleźć liczne ślady bogatej historii - m.in. wpływów arabskich, kolonializmu hiszpańskiego - np. konkwisty. Na pocztówce widać Alkazar w Sewilli - sławny pałac królewski, którego początki sięgają XI w., kiedy rezydowali tutaj przedstawiciele kalifatu kordobańskiego, rozbudowany w latach 1350-69 przez Piotra I Okrutnego w stylu mudejar - mieszace stylu islamskiego oraz chrześcijanskiego gotyku.  Późniejsi królowie kontynuowali rozbudowę, przystosowując rezydencję do własnych potrzeb. Tutaj podejmowano decyzje o wysłaniu ekspedycji, m.in. Ferdynanda Magellana, tutaj Krzysztof Kolumb został przyjęty przez Izabelę Kastylijską i Ferdynanda Aragońskiego po podróży do Ameryki. Jest to jeden z najbardziej znanych obektów UNESCO w Hiszpanii. 

100. Belgia - Walhain - St. Paul

                                   

Setna kartka miała być w jakiś sposób jubileuszowa, chciałam tu zaprezentować jakąś z nowego kraju, ale z tych, których jeszcze nie prezentowałam zostały mi chyba tylko Estonia i Łotwa, ale poniekąd los sam przyniósł rozwiązanie. W postaci nowego państwa... na moim wallu na profilu postcrossing. To bowiem moja pierwsza oficjalna Belgia. Powiedzmy sobie szczerze, że widziałam ładniejsze kartki, można by o wiele lepszą kartkę zrobić z widokiem na takie malownicze ruiny, a nie z jakimiś wysuszonymi badylami na pierwszym tle, ale też muszę docenić fakt, że nadawca przeczytał mój profil :) A mam w nim napisane, że lubię pocztówki z zamkami i ruinami. To co widzimy na kartce to ruiny w Walhain - jak napisał nadawca, pan Luc, geograficznego centrum Belgii. Tę samą nazwę nosi zamek, tu bowiem widać tylko kawałek wieży.

Walhain Zamek został zbudowany pod koniec 12 wieku. Duke starego księstwa Brabancji, Henryka I,który nakazał jego budowę na swoich granicach w obliczu roszczeń terytorialnych powiatu Namur. Duke zainstalowany rodzinę Walhain na zamku. To była rodzina małych lokalnych władców. Zamek pozostał własnością rodu Walhain aż do śmierci w 1304 Arnould V. W kolejnym okresie, od 1304 do 1430 był własnością kilku panów, którzy nie dbali o jego utrzymanie. Ten powolny upadek zamku został zatrzymany przez Antoine de Glimes którzy kupili zamek w 1430. Wtedy rozpoczął złoty okres dla zamku.

Gdyby ktoś chciał zobaczyć inne zdjęcia (nieco ładniejsze ;)) z tego miejsca, to zapraszam np. tutaj